10 dowodów na piękno festiwalu Audioriver 2016

To dziesiąte wakacje z rzędu, na których jeżdżę na festiwale, a jeszcze nie nauczyłem się jednej rzeczy – zanim tak naprawdę się rozkręcą, już się kończą. A festiwal Audioriver z roku 2016 zleciał wyjątkowo szybko.

A była to zaledwie trzecia edycja, w której brałem udział, więc czas leciał jeszcze szybciej. Na każdej też edycji byłem w zupełnie innej roli.

2014 (relacja) – całkowity noob, bez większej wiedzy o czymkolwiek poza główną sceną, to właśnie wtedy bliżej zainteresowałem się środowiskiem i kulturą muzyki techno

2015 (relacja) – już nieco bardziej świadomy, na tyle świadomy, by jako bloger otrzymać akredytację „MEDIA”, czyli już fajnie, ale jednak bardziej pracowicie. Nie mogłem sobie pozwolić na beztroską zabawę, jak rok wcześniej.

2016 – teraz na koncie miałem już rok prowadzenia WixMaga, dziesiątki imprez, wywiadów i poznawania kultury z każdej strony. Nie w pełni świadomy, ale na pewno bardziej niż w poprzednich latach. I było bardzo pracowicie. Dlaczego?

Pamiętam jak w październiku przeprowadzałem wywiad z Łukaszem Naporą, rzecznikiem prasowym festiwalu, i chcąc, nie chcąc poruszyłem temat blogosfery, nowych mediów i akredytacji na Audioriver. Byłem wtedy zaskoczony, że jest wobec twórców (a więc wobec swojego rozmówcy w tamtym momencie – mnie) nastawiony sceptycznie – są roszczeniowi, robią kiepskie zdjęcia komórką i kiepskie wywiady z artystami. Wtedy też postanowiłem, że w tym roku ubiegać się będę o akredytację PHOTO. I, ku mojemu zaskoczeniu, taką otrzymałem. Dzięki więc dla zespołu Audioriver za zaufanie! Do Płocka mogłem wyruszyć wyposażony w sprzęt lepszy niż smartfon.

 

I to właśnie z tej perspektywy w tym roku podziwiałem festiwal – przez oko aparatu. Biegając spod sceny pod kolejną scenę, by wykorzystać okienko czasowe dla fotografów (wejście na fosę obowiązuje jedynie przez pierwszy kwadrans każdego występu). Oglądając artystów z kilku metrów, szczęśliwe twarze w pierwszych rzędach, biegając pomiędzy tłumem z aparatem i statywem. To był chyba najbardziej pracowity festiwal w moim życiu, ale jednocześnie chyba… Jeden z najlepszych!

W ogóle, tegoroczna edycja Audioriver była bardzo udana. Wyrównany poziom zaproszonych artystów, znacznie silniej obsadzona dawna scena Wide Stage, obecnie funkcjonująca pod patronatem Electronic Beats, szereg świetnych występów w Circusie i wiele innych niespodzianek sprawiły, że mimo tego całego biegania, pracy, koncentracji na łapaniu materiału bawiłem się rewelacyjnie.

Rankingi podobno lepiej się czyta, dlatego czas na krótką relację w punktach, które udowodnią wam, że Audioraver 2016 to kawał genialnej roboty.

10. Pogoda

_DSC4666

Tydzień temu pisałem, że nie ma festiwalu bez ulewy. A jednak, Audioriver w tym roku był tą cudowną anomalią. Ok, w piątek na kilka godzin przed startem festiwalu zerwało się z nieba, że aż strach było czy poziom wody w Wiśle nie podniesie się do stanu alarmowego. Ale po każdej burzy przychodzi słońce, a to gdy już nad Płockiem zaświeciło, to nie przestało aż do popołudnia w niedzielę, kiedy lekki opad pozwolił ochłonąć ciałom po dwóch dobach nieustannych tańców. Ok, słońce nie świeciło także nocą, ale i wówczas nie padało. Nie pamiętam kiedy ostatnio na festiwalu pogoda była TAK IDEALNA. Ni za ciepło, ni za zimno, dosłownie idealnie.

9. Cities Tent

_DSC4586

Stojący nieco na uboczu, mały, wydawałoby się, namiocik oferował występy naszych polskich, lokalnych gwiazd, więc z ciekawości zajrzałem parę razy sprawdzić jak radzą sobie moi ulubieńcy. Spodziewałem się pustego parkietu, ale to co się tam działo mogło spowodować szok. Za każdym razem kiedy tylko tam wylądowałem ledwo dało się wepchnąć pod scenę. A goręcej było niż w Circus Tent. A to wszystko za sprawą naprawdę doskonałych setów czołówki polskiej sceny. Czuć było, że włożyli w te występy mnóstwo serca. Zarówno Tika Milano, Anja Kraft czy Vacos wysoko postawili sobie poprzeczkę i wszyscy ją przeskoczyli idąc na życiowy rekord.

8. Targi Muzyczne Audioriver

W poprzednich latach nie był to nigdy kluczowy punkt programu, choć zawsze ciekawy. Jednak w tym roku swoje atrakcje zaprezentowało znacznie więcej wystawców i każdy przyłożył swoją rękę, by stworzyć niesamowity klimat na płockim rynku. Na oklaski zasługują, jak zawsze, chłopaki z Up To Date Festival (TA KOLEKCJA CIUCHÓW I DTEKK W ROLI MODELA) oraz ekipa z Nowej Jerozolimy, która postarała się nawet o Ścianę Płaczu i hummus. Można było zgubić się wśród gadżetów, koszulek, winyli, sprzętu do tworzenia muzyki i stracić pół dnia.

7. Muzyka dawnych lat

_DSC4623

W swojej muzycznej ewolucji (od nu metalu, przez indie rock po techno) nie dotarłbym do muzyki klubowej, gdybym swego czasu nie słuchał lżejszej elektroniki. A jednymi z pierwszych artystów, którzy mnie wciągnęli w elektronikę byli, obok Massive Attack, Team Sleep czy The Prodigy, DJ Shadow oraz Four Tet. I mimo, że już nie słucham im zbyt często, sentyment pozostaje. Większych oczekiwań wobec ich występów więc nie miałem, zwłaszcza, że Shadowa widziałem już dwukrotnie, ale Kieran Hebden przykuł moją uwagę. Zwłaszcza, że wobec odwołania występu Gesaffelsteina mogłem w jego show uczestniczyć nieco dłużej. I nie sądziłem, że słuchanie tych dźwięków sprawi mi tyle przyjemności. Świetnie wypadł także DJ Shadow, który jak zwykle nie rozczarował swoim audiowizualnym show. Sentyment w połączeniu z jakością uderza z podwojoną mocą.

6. Kolsch

Choć wielkim fanem Kolscha nie jestem, to bardzo ciepło wspominam chwile, kiedy te jego lekkie łupanie wprowadzało mnie w świat muzyki tanecznej, a „All That Matters” pozostaje wciąż jedną z moich ulubionych produkcji. I bardzo się cieszę, że Duńczyk miał szansę wystąpić w Circus Tent w prime time, łącząc pod  jednym dachem zagorzałych fanów techno i tych początkujących miłośników mocniejszej elektroniki. Osób takich jak ja dwa lata temu. Nie za mocno, nie za szybko, dość bezpiecznie i ciekawie. Ten występ to idealny dowód na to, że muzyka łączy ludziNo i z moim ulubionym hitem pod koniec. 

5. Sun/Day

_DSC4670

Nie wiem czemu w poprzednich latach nie dotarłem na trzeci dzień tego festiwalu. Ale teraz już wiem, że mam czego żałować. Tak pięknej, magicznej i nieokiełznanej scenerii do tańca jeszcze nie doświadczyłem. Schody z miasta na plażę z tysiącami osób rozlanych dookoła to widok niesamowity, a atmosfera niepowtarzalna. Pozostaje jedynie żałować, że w tym roku dotarłem dopiero na występ Bedouin oraz wieńczący cały festiwal set Damiana Lazarusa. Natłok emocji towarzyszących temu doświadczeniu był wyczuwalny w powietrzu i niesamowity. Byłem już w wielu ciekawych sceneriach do tanecznego uniesienia, ale żadne z nich nie oferowało tej magii. Magii Stuwiksowego Lasu.

4. Antigone i Francois X

_DSC4641

Dwaj zawodnicy na naprawdę wysokim poziomie. I o ile wobec Antigone’a miałem dość wysokie oczekiwania (nie zawiódł), tak z tym drugim nie wiedziałem jak będzie. A było mimo wszystko świetnie, zaś oba występy (z naciskiem na live Francuza) zlały się w jedno, głębokie i niepowtarzalne doświadczenie.

3. Ilario Alicante

To, co niemiecki producent wyczarował nam na sam koniec pierwszej nocy jest nie do opisania. Tak dobrego zamknięcia dnia festiwalu nie pamiętam (być może dlatego, że rok temu nie dotrwałem do Solomuna…). Zagrać tak mocno, intensywnie, z odpowiednią głębią, a jednocześnie przystępnie dla każdego to nie lada sztuka. Alicante tego właśnie dokonał. Bomba energetyczna dająca kopa większego niż napój energetyczny Albański Raj. Tak bardzo chciałem, by nie kończył, a tak szybko wszystko zmierzało ku końcowi. Mistrzostwo. Ten set powinien zamykać cały festiwal.

2. Recondite

_DSC4637

Wymarzony od dwóch lat występ bawarskiego ponuraka był dla mnie wielką niewiadomą. Z jednej strony, to był dla mnie największy headliner, z drugiej zaś obawiałem się srogiego rozczarowania. To jednak nie przyszło, ponieważ Recondite wrucił do pieca wszystko, co miał najlepsze i aż dziwne, że live ten trwał jedynie godzinę. Lorenz Brunner jest artystą tak płodnym, że mógłby spokojnie grać drugie tyle i ani na chwilę nie obniżać bardzo wysokiego poziomu. Selekcja jego produkcji również nie rozczarowała: była świeża „Osa”, był wymarzony „DRGN2” – moim zdaniem najlepsza chwila i największe ciary tej edycji festiwalu.

1. Ludzie

_DSC4580

Największą siłą Audioriver nie jest jednak organizacja płockiej plaży, świetne ułożenie scen (pomiędzy Circusem, a Electronic Beats, między którymi orbitowałem była niecała minuta szybkiego marszu), piękne wizualizacje (choć sama scenografia chyba lepiej wypadła rok wcześniej), dostojne nagłośnienie, sprawna organizacja (występ – niespodzianka – Clerica w miejsce Gesaffelsteina) czy różnorodna oferta strefy gastronomicznej.

Najpotężniejsza moc drzemie w uczestnikach festiwalu. To oni sprawiają, że brak Gesaffelsteina nie jest zbyt dotkliwy. Że rozczarowujące zamknięcie The Martinez Brothers szybko znika z pamięci. Kiedy widzisz bawiących się ochroniarzy nie możesz się nie uśmiechnąć. Kiedy widzisz uśmiech na ustach innych nie sposób nie zarazić się tym śmiechem. Kiedy obserwujesz taneczne wygłupy ludzi przed Tobą nie masz oporów, by samemu się wygłupiać. A co, możesz, nikt Cię nie będzie oceniać – to Audioriver!

Kraków miał swoje Światowe Dni Młodzieży, zaś Płock Światowe Dni Wiksiarzy. I choć zabrakło nad Wisłą papieża, osoby, która stanowiłaby duchowe połączenie między uczestnikami a Czymś Większym, to Coś Więcej czuć było właśnie wśród mijanych osób. Naoglądałem się przez te trzy dni tyle uśmiechów, że zaraziłem się dobrym nastrojem na długi czas. Na rok, do kolejnej edycji festiwalu, pewnie nie wystarczy. Jednak szybko zleci. Zobaczycie!

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

PRIMO. Poniżej znajdziecie kilkanaście fotek, które udało mi się zrobić w trakcie festiwalu. Nie ma tego dużo i nie zawsze są piękne, ale skupiałem się na robieniu wideo. I te będą niebawem. Warto już teraz obserwować WixMag na Facebooku i subskrybować kanał na YouTube, bo filmów będzie kilka. Materiałów mam na naprawdę sporo produkcji. Nie wiem jeszcze jak dokładnie to zorganizować (planowałem robić vlogi, ale nie za bardzo wyszło…), jednak „surówka” wygląda i brzmi obiecująco. :)

PRIMO ULTIMO. Dzięki dla wszystkich, którzy w tym wielkim tłoku mnie zobaczyli i rozpoznali. Nawet nie wiecie jak przyjemnie mi było dowiedzieć się, że jednak ktoś docenia moją robotę. Do zobaczenia na kolejnych imprezach!

PRIMO ULTIMO BENE. Dzięki dla zespołu Audioriver: Łukasza Napory, Maćka Głębockiego i Oli Marszałek, że wierzą wciąż w małych, ćwierćprofesjonalnych blogerów-pasjonatów. ;)

_DSC4569 _DSC4689 _DSC4687 _DSC4686 _DSC4679 _DSC4678 _DSC4676 _DSC4673 _DSC4669 _DSC4662 _DSC4657 _DSC4651 _DSC4647 _DSC4646 _DSC4638 _DSC4636 _DSC4629 _DSC4627 _DSC4622 _DSC4621 _DSC4618 _DSC4617 _DSC4614 _DSC4613 _DSC4609 _DSC4598 _DSC4590 _DSC4588 _DSC4587 _DSC4583 _DSC4581 _DSC4575 _DSC4574 _DSC4573 _DSC4570

 

Znajdź idealny nocleg na najbliższą edycję festiwalu Audioriver