Człowiek, który uczynił Trumpa prezydentem – o serialu „The Loudest Voice”

Wokół tyle dobrych seriali w ostatnich miesiącach, a ja mając do wyboru tylko jeden, stawiam na ten najmniej popularny. A przynajmniej taki, który zrobił najmniej hałasu w moim otoczeniu. A jego polski tytuł to „Na cały głos”.

Moja „kupka serialowego wstydu” rośnie z każdym tygodniem. Niestety, w ostatnich miesiącach nie mam czasu na więcej niż jeden serial miesięcznie, więc ta lista będzie rosła. „Dark”, „Bodyguard”, „The Boys”, „Doom Patrol”, „Wielkie Kłamstewka”, „Euforia”, „Opowieści podręcznej”, „Paragraf 22”, „Black Mirror” i wiele innych zalegają mi w kolejce, a ja się decyduję na produkcję, o której nie pogadam z kolegami. Ale absolutnie swojej decyzji nie żałuję, bo choć pada na serial mocno biograficzny, bez wielkich zwrotów akcji czy superbohaterów to ukazuje on bardzo ciekawe oblicze rzeczywistości, którą się pasjonuję.

Ostatnio w ogóle doszedłem do wniosku, że mój ulubiony typ serialu to dramat, powiązany z amerykańską sceną polityczną, społeczną, z elementami szpiegowskimi czy też akcji. Wpisują się w to „24”, wpisuje się w to „Breaking Bad”, wpisuje się w to „Homeland”. „Na cały głos” to jednak serial nieco inny. To adaptacja książki, której powstawanie jest nawet w serialu pokazane. To mroczny obraz mediów (a właściwie jednego, ale jakże jednego medium), społeczeństwa i polityki w Stanach Zjednoczonych. Najbliżej tej produkcji do genialnego „Newsroom”, z tą różnicą, że w „The Loudest Voice” mowa o prawdziwych wydarzeniach, ludziach, tragediach.

Osią całej narracji jest Roger Ailes, magnat mediowy, który w 1996 roku za pieniądze Ruperta Murdocha założył Fox News – najbardziej polaryzujące medium świata. Medium, które stworzyło Donalda Trumpa jako prezydenta. Ailes zresztą ma wiele cech wspólnych z obecnym prezydentem USA w tej produkcji Showtime dostępnej na HBO. To obraz człowieka dominującego nad każdym, pogardliwie traktującego i molestującego kobiety w pracy. Mającego dość anachroniczne spojrzenie na swój ideał Ameryki i robiącego wszystko, co w jego mocy, by przywrócić dawny porządek. Rasista, seksista, manipulator.

Fajnie pokazano także Ruperta Murdocha

Kolejne odcinki świetnie pokazują jego geniusz w zakresie tworzenia od zera wielkiego medium. Bo to trzeba mu oddać – stworzył najbardziej wpływowe (choć wpływ ten można uznać za negatywny) medium świata. Nie przejmował się etyką dziennikarską, kiedy 11 września Nowy Jork został zaatakowany. Nieustannie krytykował Baracka Obamę, którego nie uznawał za prezydenta. Wykorzystywał ludzką tragedię, by realizować cele. Cele swojej stacji, ale i osobiste. Każdy kolejny z siedmiu odcinków traktuje o kolejnych latach jego rządów w Fox News, co pozwala nam dostrzec zmiany nie tylko w samym prezesie tej telewizji, ale i w społeczeństwie czy mediach. To świetny obraz tego jak zmienia się ekosystem mediów wraz ze wzrostem znaczenia Internetu.

Ale sam serial to też znacznie więcej niż ciekawa historia. Właśnie, nie dla każdego ta historia będzie ciekawa, ale już sam sposób wyreżyserowania i montażu kolejnych epizodów idealnie dozował napięcie. Zazwyczaj kończyło się tak, że nie dało rady nie sięgnąć po kolejny odcinek. Wszystkie wątki świetnie się zazębiają, a dynamiczny montaż pozwala lepiej przyswajać kolejne wydarzenia i budować kolejne zaskakujące fakty. Najlepsze chyba odcinki całego serialu wyreżyserował Jeremy Podeswa, który maczał palce choćby w „Grze o tron”, „True Detective” czy „Boardwalk Empire”. Trzy odcinki przygotowała też Kari Skogland i one również są doskonałe.

Ale i obsada robi tu fantastyczną robotę, począwszy od Russela Crowe w roli głównej, przez cały drugi i trzeci plan. Tyrania roztaczana przez Ailesa sprawiała, że nikt nie mógł mu się sprzeciwiać, a wielu chciało to robić. Ten konflikt wewnętrzny świetnie wybrzmiewa właśnie dzięki kreacjom Naomi Watts, Setha McFarlane’a. A Sienna Miller pokazuje jak być wierną, bezgranicznie ufającą żoną potwora, który w domu łagodnieje.

Nie jest to serial idealny i wiele osób może odbić się od niego ze względu na stosunkowo powolne tempo. Warto jednak mieć na uwadze, że jest to serial oparty na faktach, a te nie zawsze (a zwłaszcza nie w wielkich korporacjach) to nie są efektowne pościgi czy strzelaniny. Czasem równie wielkiej skali dramaty rozgrywać się mogą po cichu, w zaciszach wielkich biurowców. Gdzie dominuje tylko jeden głos. Głos tyrana.

„Na cały głos” w ciekawy sposób prezentuje mechanikę działania Fox News, telewizji, która podzieliła Amerykę, która pomogła Trumpowi wejść do Białego Domu. Pokazuje nie szanującego kobiet rasistę, który doprowadził do cierpienia wielu istnień. Pokazuje jak bezlitosne są korporacyjne struktury wobec ofiar. Pokazuje jak działa telewizja i świadome ogłupianie społeczeństwa. Odsłania hipokryzję. I choćby dlatego warto ten serial obejrzeć, zwłaszcza mając wybory parlamentarne w Polsce za miesiąc.