Czym się różni EP-ka od singla i longplaya (LP)?

Rynek muzyczny w ostatniej dekadzie przeżywa ogromną ewolucję, jednak pewne elementy pozostają niezmienne, jak choćby kategoryzacja wydawanych albumów na albumy długogrające (LP), single i EP-ki.

Odejście od formatów fizycznych na rzecz cyfrowych za sprawą iTunes (a także podobnych sklepów internetowych), wejście na rynek serwisów streamingowych oraz powrót do winylowych korzeni to jedne z najciekawszych zmian na rynku muzycznym ostatnich lat. Media społecznościowe dodatkowo stworzyły możliwość bliższego obcowania artystów z fanami, a dostępność mediów i technologii pozwala łatwiej i szybciej zostać muzykiem.

Zmienia się także sposób konsumpcji muzyki przez odbiorców – odchodzi się od słuchania płyt od pierwszych do ostatnich nut na rzecz pojedynczych utworów. Wpływ na to miał na pewno sklep iTunes, który umożliwiał kupowanie i kolekcjonowanie pojedynczych utworów na swoich urządzeniach. Proces ten umocniły zaś serwisy pokroju YouTube czy Spotify, gdzie częściej zapętlamy pojedyncze utwory, tworzymy własne playlisty bazujące na pojedynczych utworach z płyt i tak dalej. Ja za to wciąż pozostaję dinozaurem w tej kwestii, bo moje playlisty to najczęściej… Całe albumy. Wciąż chcę wierzyć, że każdy album niesie ze sobą jakąś myśl przewodnią, opowieść i w ten sposób najlepiej mi się słucha muzyki.

Konsumując muzykę możemy natknąć się na zwroty typu „longplay”, „album”, „EP-ka”, „singiel”. Oczywiście to nie jedyne formaty wydawania muzyki (są jeszcze takie jak kompilacje, ścieżki dźwiękowe, remiksy czy „split” albumy), ale najpopularniejsze i w powszechnym zastosowaniu. Problem polega na tym, że nie ma ogólnie przyjętej definicji jaki album do jakiej szufladki należy schować, nikt tego nie kontroluje, a wszystko działa bardziej na zasadzie domniemanej tradycji, która funkcjonuje od lat. Ja niedawno sądziłem, że na przykład płyta długogrająca to taka, której suma utworów trwa więcej niż 30 minut. Nie wiem dlaczego tak myślałem, ale to nieprawda.

Album długogrający / longplay / LP

To podstawowy termin określający „płytę” czy „album” i jeśli ktoś (na przykład prezenter radiowy) wam mówi, że wydana została płyta danego artysty to zapewne ma na myśli ten rodzaj wydawnictwa. Dawniej, kiedy najpopularniejszym nośnikiem muzycznym były płyty winylowe miały one ograniczenia długości trwania i zdarzało się przyjmować, że LP musi trwać maksymalnie 35 minut na obu stronach jednej płyty winylowej o wielkości dziesięciu cali i 45 minut na dwunastu calach. Wynalazek kaset, płyt CD i formatów cyfrowych ten podział zakończył. Obecnie nie ma żadnych oficjalnych wymagań dotyczących tego ile trwać powinien zawierać album długogrający, ani ile odrębnych utworów powinien posiadać. Niektórzy przyjmują jednak, że LP zaczyna się od ośmiu utworów, co w wielu przypadkach jest kompletną bzdurą, bo są artyści, którzy wydają albumy zawierające 6-7 utworów, których łączna długość jednak przekracza nawet godzinę. Moim ulubionym przykładem może być tutaj The Field na załączonym powyżej obrazku – 6 utworów i ponad godzina trwania.

EP-ka / Extended Play

Coś mniej niż LP, ale więcej niż singiel (o nim nieco dalej). Ten format dominuje w świecie muzyki elektronicznej, choć jest stosowany przez wielu artystów. Zwykło się przyjmować, że EP-ka to zbiór kilku utworów niewydanych nigdy wcześniej, ale zbyt mały, by mógł być nazywany albumem długogrającym. Istnieje wielu muzyków, którzy wydają wyłącznie EP-ki, jak choćby większość producentów muzyki techno, którzy potrafią wydawać nowe Extended Playe co miesiąc. Po prostu tworzą dużo i regularnie, wobec czego nie chce im się czekać roku na skompletowanie swoich produkcji w longplay. Całkowicie zrozumiałe. Sam termin „Extended Play” także pochodzi z czasów, kiedy jedynym nośnikiem muzyki były płyty winylowe. Takie płyty zawierały zazwyczaj trzy lub cztery utwory i trwały więcej niż 12 minut. Do środowiska przeniknął także termin mini-LP, jednak jest on ostatnio stosowany coraz rzadziej i wydaje się, że został wyparty właśnie przez EP-ki.

Singiel / Single

Teoretycznie to trzy lub cztery utwory, z czego jeden z nich to produkcja pochodząca na przykład z albumu długogrającego, uzupełniona o nowe materiały, tak zwane B-side („bisajdy”). Mogą to być remiksy znanego już utworu, jego nowe aranżacje (akustyczne, bez wokali), nagrania danego wykonania na żywo w trakcie koncertu lub utwory, które zostały odrzucone z LP, a mogą być gratką dla największych fanów. Wokół singli zrodziła się zresztą poboczna gałąź przemysłu muzycznego, zwłaszcza w muzyce popularnej. Single mają swoje własne listy przebojów, najczęściej ich wydawaniu towarzyszy produkcja teledysku lub są wypuszczane na rynek jako swego rodzaju zapowiedź albumu pełnogrającego. Ten sposób dystrybucji muzyki jest najbardziej powszechny w muzyce pop, rockowej i hip-hopowej, czyli wszędzie tam, gdzie jest wielu fanów, którzy są gotowi wydać dodatkowe pieniądze na twórczość swoich idoli. W muzyce elektronicznej single to rzadkość.

∆∆∆

Tak to z grubsza wygląda. Nie ma żadnych z góry ustalonych zasad, jak dawniej sobie to wyobrażałem: że istnieje jakieś międzynarodowe ciało, które ustaliło wytyczne. Że longplay to minimum 30 minut, singiel musi trwać nie więcej niż 15 minut, a wszystko pomiędzy to EP-ki. Nie, nic takiego nie ma miejsca. Wszystko jest dość rozmyte, daje swobodę – nikt nie zabroni artyście wydać singla zawierającego jeden stary utwór, pięć jego remiksów i pięć nowych utworów, których świat wcześniej nie słyszał. To właściwie mógłby być longplay, ale pasuje do definicji singla, prawda? :)

Wszystko działa na zasadzie utartych schematów, których wielu się trzyma, choć nie musi. Zresztą wydaje się, że to wszystko znaczy coraz mniej, bo to pozostałość po czasach, kiedy muzyki słuchało się z płyt winylowych, a wtedy funkcjonowały techniczne ograniczenia. Obecnie, w dobie serwisów strumieniujących muzykę, playlist przygotowywanych przez artystów czy DJ-setów publikowanych na Soundcloudzie wydaje się mieć to coraz mniejsze znaczenie.