Czy Gonciarz i Patronite zmienią polskie media?

Krzysiek Gonciarz rozbił bank. Albo Internet. Albo coś tam. Odniósł jeden z najważniejszych sukcesów w polskich mediach w tym roku. Udało mu się coś, co nie udało się wielkim koncernom. Odbiorcy zapłacą za jego treści.

Całość należy rozpatrywać w kilku aspektach: zmiany na rynku mediów, zmiany w branży twórców internetowych (blogerzy, vlogerzy, youtuberzy i wszyscy inni -erzy), a także podejściu odbiorców do odbierania treści. Zacznijmy jednak od najważniejszego:

Ależ jestem szczęśliwy

Lubię jak ludziom się powodzi, a jeszcze bardziej kiedy sukcesy odnoszą znajomi. W maju książki wydali Konrad Kruczkowski i Włodek Markowicz (kończę już tę drugą, o nich też pewnie coś napiszę). Oczywiście nie są to jacyś moi wielcy przyjaciele, a jedynie kilkukrotnie mijałem się z nimi i rozmawiałem w trakcie wszelkich skupisk twórców internetowych. Zawsze wydawało mi się: kim ja jestem, by ośmielić się na większą znajomość z nimi?

Podobnie było z Krzyśkiem, bo w sumie nigdy nie zamieniliśmy więcej niż kilka słów na różnych imprezach, wraz z legendarnym keynote Kanciarza na Blog Forum Gdańsk w 2013 roku. Mimo wszystko, znamy się (to chyba najlepsze określenie), a jego twórczość, pracowitość i determinację zawsze podziwiałem.

Dlaczego wszyscy pokochali vloga?

Kiedy nieco ponad miesiąc temu ruszał z vlogowym formatem nie wiedziałem co mam o tym sądzić – nigdy nie oglądałem vlogów. Nie interesowało mnie codzienne życie innych osób, jak bardzo bym ich nie lubił. Wiele osób z mojego otoczenia jara się Casey Neistatem. Po obejrzeniu chyba trzech filmów sobie odpuściłem, szkoda mi było czasu na coś, co niewiele do mojego życia wnosi. Spodziewałem się, że z vlogiem Gonciarza będzie u mnie podobnie.

Tymczasem, wyszło zupełnie inaczej. Wiecie, że zdarza mi się czekać ze zrobieniem obiadu na moment, w którym nowa część vloga jest już dostępna na kanale? Bo to właśnie do posiłków najlepiej się tę serię mi ogląda. Tak jak nigdy nie miałem ochoty oglądać „daily vlogów” wszelkich twórców internetowych, tak Krzysiek wręcz przyciągnął mnie na stałe.

Czy to kwestia tego, że mieszka w egzotycznej, dla nas, Japonii? Niekoniecznie, Neistat też mieszka na innym kontynencie, ale nie przykuł mojej uwagi w takim stopniu. Czy to kwestia warstwy realizacyjnej? Z pewnością jest to jeden z czynników – to co wyprodukuje Krzysiek chyba nie może wyglądać lepiej. Moim zdaniem, w kwestii oprawy audiowizualnej Krzysiek już przebił Neistata, na którym, czego nie ukrywa od początku, wzorował się ruszając z vlogowaniem. Więc może to kwestia tego, że po prostu znam Krzyśka i to moja osobista sympatia sprawiła, że zacząłem go maniakalnie oglądać? Możliwe, choć należy mieć na uwadze, że przecież nie ja jeden połknąłem vlogowy haczyk – w maju kanał Krzyśka notował rekordowe przyrosty. Dziesiątki tysięcy osób, mimo, że go nie znały zainteresowały się nagle jego codziennym życiem. Taki przyrost subskrypcji notował kanał na przestrzeni kilku ostatnich lat:

wybuchajacebeczki_YouTube_Stats__Channel_Statistics_-_Socialblade_com

„Expecto Patronum!”

Taki mały offtop, bo może nie wszyscy wiedzą czym jest Patronite. To platforma crowdfundingowa, na której twórcy, artyści mogą zbierać fundusze na działalność od swoich patronów: fanów, czytelników, widzów, kogokolwiek. Owi patroni, co miesiąc przekazują określoną kwotę pieniędzy w zamian za obietnicę dodatkowych dzieł / treści / efektów działalności i rozwój naszego artysty. Ok, wróćmy do rozważań.

Nie wiem czy Krzysiek już przed startem vloga planował uruchomić akcję z szukaniem „mecenasów” na Patronite, ale jeśli tak to dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe. Pokazał, że Polacy są skłonni płacić twórcom za treści. Od kilku lat swoje paywalle ma wielu polskich wydawców, czy to zamykając „treści premium” za własnymi rozwiązaniami czy też przy wykorzystaniu systemu Piano Media.

Jakoś dawno nie było słychać o sukcesach treści, za które odbiorcy musieliby płacić. Ba, w centrum prasowym Piano Media ostatni komunikat dla prasy pochodzi sprzed niemal dwóch lat (9 września 2014). Gdyby ten paywall odnosił sukcesy na pewno by się nimi pochwalił. Inni wydawcy również. Nieco lepiej wygląda to w Agorze, która w styczniu chwaliła się 77 tysiącami płacących subskrybentów. To już dobry wynik. Ale Gonciarz w kilka dni zdobył ponad tysiąc odbiorców spragnionych dodatkowych treści. Obecnie jest ich 1575, a łącznie zrzucają się oni na niemal 30 tysięcy złotych, które nawet po opodatkowaniu stanowią kolosalną sumę.

Sukces Krzyśka to świetny dowód na to, że Polaków interesują nie tylko torrenty, ale i ekskluzywne materiały. Choć oczywiście porównywanie pojedynczego twórcy z koncernami medialnymi jest niezbyt sprawiedliwe (dużo zmiennych, inna jakość, grupa docelowa, charakterystyka treści), to uważam, że wynik zbiórki pieniędzy na Patronite to dobry sygnał dla całego rynku medialnego w Polsce.

Dowód na to, że Polacy chętnie zapłacą za coś, co lubią konsumować. Nie za chamskie clickbaity, nie za sięgające bruku nagłówki, zdjęcia, manipulowanie odbiorcami. Za dobrej jakości treści. Mam wielką nadzieję, że polscy wydawcy obserwują to, co właśnie się dzieje. Jak wielki sukces odnosi jedna osoba. Koncerny medialne zatrudniają setki, a nawet tysiące osób. Wystarczy postawić na jakość, by poszły za tym realne pieniądze. To wszystko jest bardzo ciekawe zwłaszcza zaledwie kilka dni po lekturze „Halo Człowiek” Konrada Kruczkowskiego, który rozmawiając z Marcinem Mellerem wystawił nie najlepsze świadectwo polskim mediom tradycyjnym.

Jednak rynek mediów to nie jedyna sfera w Polsce, która akcją Krzyśka z Patronite ma szansę zmienić. Wciąż otwarta pozostaje kwestia:

Czy inni twórcy pójdą tą drogą?

Zanim postaram się jednak odpowiedzieć na to pytanie pokuszę się o stwierdzenie, że tylko Gonciarz mógł w ten sposób przetrzeć szlak innym twórcom. Na Patronite swoich sił próbowało już wielu twórców, także z grona tych, których śledzę na bieżąco. Największy sukces jak dotąd, moim zdaniem, osiągnęła Kasia Czajka, autorka bloga Zwierz Popkulturalny. Było też kilku innych, którzy próbowali swoich sił. Jednak dopiero Krzysiek, mając za sobą setki tysięcy odbiorców, fanów zarówno serii komediowych, jak i poważniejszych, miał odwagę, siłę przebicia i jakość, która pozwoliła osiągnąć ten sukces.

Ostatnio próbuje popularny przecież Remigiusz Maciaszek, autor kanału o grach komputerowych (i nie tylko), który ma grubo ponad milion subskrypcji. I ok, minęło tylko kilka dni (cztery) od startu Patronite Rock’a, ale w tym czasie jego efekt nie oszałamia. Dlaczego? Moim zdaniem, choć pewności nie mam, to kwestia grupy odbiorców, w przypadku Remigiusza młodszej, a więc i z nieco cieńszym portfelem.

Powtórzmy sobie – czy inni twórcy będą w stanie otrzymywać ponad 20 000 złotych miesięcznie od fanów? Samo przeznaczanie pieniędzy na ulubionych twórców to nie jest nowość – od dawna autorzy sprzedają własne książki, koszulki czy inne gadżety fanom. Pytanie tylko, czy znajdą się odbiorcy chcący płacić za obietnicę treści. Kupując koszulkę otrzymujemy natychmiastowy i namacalny zwrot naszej inwestycji. Wspierając autora na Patronite dajemy mu kredyt zaufania i płacimy za obietnicę dodatkowych treści.

Gonciarz otworzył drzwi, ale czy inni skorzystają z tej drogi? Na pewno będą próbować. Co do zaś samych efektów jestem jakoś sceptyczny. Oczywiście, życzę wszystkim, by byli w stanie otrzymać od swoich odbiorców tak wielkie zaufanie, bardzo bym chciał by tak się stało, ale podchodzę do tego z rezerwą.

Chyba jednak nie

Jest w Polsce wielu twórców znacznie bardziej zasięgowych niż Krzysiek, którzy mogliby zapewne wyciągnąć z podobnej akcji znacznie wyższe kwoty. Ale czy twórca grający w gry naprawdę potrzebuje funduszy na inwestycje w nowy sprzęt do grania w gry? Przykład Rocka, choć jeszcze zbyt świeży na zbyt dalece idące wnioski, pokazuje, że niekoniecznie. Czy jego odbiorcy będą skłonni przekazać swoje oszczędności youtuberowi, który i tak wrzuca na kanał kilka filmów dziennie? Jest tu wiele znaków zapytania i oczywiście to wszystko jest możliwe, jednak wydaje mi się, że niewielu twórców osiągnie sukces porównywalny do Krzyśka. Za tym musi stać odpowiedni zasięg, wysoka jakość treści i odpowiednia (powiedzmy sobie wprost – odpowiednio starsza i bogatsza) grupa odbiorców.

Jestem pewien, że za chwilę niczym grzyby po deszczu autorzy wielu kanałów pójdą ścieżką wytyczoną przez Gonciarza i zamiast błagać o subskrypcje pod koniec filmów, zacznie błagać o wsparcie na Patronite. Krzysiek rozegrał to doskonale: rozpoczął nową serię filmów, rozpoczął szybki wzrost zasięgu kanału, przygotował grunt w polskich mediach (w dniu startu akcji z Patronite udzielił wywiadów Witrualnym Mediom oraz Spider’s Web) i przede wszystkim – był pierwszy. Nie żebrał, bo nie musiał.

Jestem ciekaw jak temat będzie się rozwijał wśród kolejnych twórców. Komu się uda? Kto się rozczaruje? Czy wynikną z tego jakieś wojenki pomiędzy twórcami (przykre przykłady takowych też mieliśmy niedawno)? Jak reagować na to będą kolejni odbiorcy? Mimo pewnej dozy sceptycyzmu mam nadzieję, że nadchodzące zmiany (a one są pewne) okażą się dobre. Piękny przykład jak zmieniać Polskę. Nie mieszkając w Polsce.