Jestem (prawie) łysy!

Niektórzy już widzieli, inni nie, nie wszyscy znają całą historię, więc postanowiłem to w pełni i konkretnie wyjaśnić na blogu. Od kilku dni, po niemal czterech latach zapuszczania włosów mam ich 99% mniej. Na głowie.

To Maja i ja z włosami dzień po ostatnim strzyżeniu grzywy w 2014 roku

Ostatni raz grzywę obcinałem 27 czerwca 2014 roku, potem goliłem jedynie boki, aż zacząłem nosić kuca. Szkoda, że wtedy już przestał być modny. Może nawet nigdy nie był. Ale nie zniechęcało mnie to, bo wiecie – nie bardzo przejmuję się swoim wyglądem. Wolę, by to na podstawie tego co mam w środku (głowie i serduszku) ludzie mnie oceniali. Niestety, głównie oceniają po wyglądzie, ale nauczyłem się mieć to całkowicie gdzieś.

Włosy początkowo zapuszczałem bez większego przekonania czy celu. Może chciałem mieć najdłuższe włosy w życiu. Może chciałem, nie wiem, sprawdzić jak to jest. Jednak jakoś dwóch latach zapuszczania obrałem jeden konkretny cel. Moje włosy mnie denerwują. Kręcone, gęste, nie lubię ich, choć wiele osób mi ich zazdrości. Uznałem więc, że chętnie komuś je oddam. Ale nie byle komu, a potrzebującym. „Kto potrzebuje włosów” – zapytacie. Ci, którzy nie mają ich z powodów zdrowotnych – ludzie po chemioterapii.

Wiedziałem już od jakiegoś czasu o istnieniu akcji Daj Włos prowadzonej przez Fundację Rak’n’Rol, która współpracując z setkami salonów fryzjerskich obcina włosy (za darmo), by dostarczyć je do firmy Rokoko, produkującej peruki. Ostatnio z tej akcji postanowiłem wreszcie skorzystać – wreszcie miałem minimum 25 cm włosów (a nawet sporo więcej), więc mogłem zgolić się na niemal łyso. Bo choć miewałem krótkie włosy, tak bliski łysej czachy nigdy nie byłem, a chciałem spróbować.

I tak oto, kilka dni temu w warszawski salonie Shake Your Head pozbyłem się włosów. To kolejna rzecz, poza niedawnym oddaniem komputera, którą mogę pomóc potrzebującym, z czego bardzo się cieszę. Nie powiem, pozbycie się swojej naturalnej peruki po tylu latach zapuszczania było nieco denerwujące, nogi mi latały trochę ze strachu, trochę z ekscytacji na krześle fryzjerskim, pierwszy raz rozmawiałem z fryzjerką (dzięki Emilia!), a przecież nigdy nie gadam, wiadomo.

Było dziwnie, ale to uczucie ciepełka, które moje włosy mogą dać komuś potrzebującemu na głowie sprawiają, że i ja mam w sercu ciepełko. A ciepełko jest super. Jeśli chcielibyście, a raczej chciałybyście, drogie czytelniczki, oddać włos to śmiało. To naprawdę miłe ciepełko. :)

A ja idę dalej próbować łapać się za kuca, którego już nie mam. Czas chyba zapuścić włosy na nowo…