„John Wick 2” czy John Weak?

Trzy lata temu Keanu Reeves zdobył serca wszystkich w roli tytułowego Johna Wicka. Nawet osób, które nie przepadają za filmami akcji, gdzie trup ściele się gęsto. Czy sequel wypada równie przyzwoicie?

Pierwsza odsłona przy skromnym budżecie (zaledwie 20 milionów dolarów) potrafiła nie tylko się zwrócić, ale i na siebie porządnie zarobić (86 milionów w globalnym box office). Wszystko za sprawą głównej motywacji bohatera, który ruszył na morderczy szlak w poszukiwaniu zemsty za zabicie jego ukochanego psa. Większość filmów z kina akcji opiera się o motyw zemsty, ale chyba pierwszy raz mieliśmy do czynienia z zemstą z powodu takich zwierzęcych przesłanek. To sprawiło, że film odniósł sukces. Poza tym, był bardzo dobrze zrealizowany. Sceny akcji bez szybkich cięć, chaotycznego montażu i trzęsącej się kamery to rzadkość w kinie tego gatunku.

Druga odsłona otrzymała znacznie większy budżet na produkcję i to widać. Film pod względem realizacji stoi na jeszcze wyższym poziomie. Znowu, nie ma tutaj szybkich cięć, a wszystkie sceny akcji, pościgi czy strzelaniny to efekt świetnej koordynacji i, jak mniemam, wielu dubli w efekcie czego mamy naprawdę ciekawe potyczki mięsa armatniego z Neo, Johnem. Akcja filmu przenosi się także poza USA, co daje nam jeszcze większe możliwości pokazywania pięknych kadrów. Nie mamy wszechobecnego slow-motion, które od czasów „Matrixa” zdominowało filmy akcji, a co staje się powoli nudne. To naprawdę jeden z najlepszych pod tym względem akcyjniaków ostatnich lat. Czuć mrok, czuć każdy cios i headshot naszego zwierzęcego mściciela.

A, właśnie, nie wiem na ile to jest spoiler, na ile nie i trochę ciężko mi to ocenić, ale być może zechcecie pominąć poniższy akapit, choć ma on kluczowe znaczenie w mojej ocenie filmu. Niemniej jednak, czujcie się ostrzeżeni.

Bo wiecie, pierwszy film zdobył uznanie głównie za sprawą motywacji naszego bohatera: ZABIJA BO ZABILI MU PSA. W sequelu John ma już nowego, równie uroczego czworonoga. Ten jednak, na szczęście, nie zostaje uśmiercony. Z jednej strony, bardzo fajnie, jednak z tego powodu John Wick zabija głównie dlatego, że dostaje zlecenie, które musi wykonać. I to jest jego, poza zemstą na czarnym charakterze, główna motywacja w tym filmie. Przez to cała magia, która działała w pierwszej części, bezpowrotnie znika. To motyw, który przewija się przez właściwie wszystkie filmy akcji i z tego powodu „John Wick 2” traci swoją wyjątkowość i staje w szeregu ze wszystkimi innymi filmami swojego gatunku.

KONIEC SPOILERA

Nie znaczy to, że fabuła całkowicie traci sens, bo nadal jest ciekawa, zwłaszcza, że poznajemy tajniki organizacji, w której nasz dawny płatny zabójca kiedyś funkcjonował, a ta wydaje się otoczona aurą tajemnicy. Nasz bohater spotyka też dużo nowych postaci, z których każda wnosi różne, drobne smaczki do produkcji. Niesamowicie uśmiech malował się na japie, kiedy Neo spotyka Morfeusza, to znaczy Keanu Reeves Lawrence’a Fishburne’a. Jest w tym coś magicznego i trochę szkoda, że postać grana przez Morfeusza jest trochę niewykorzystana. Przecież na tym duecie można by oprzeć cały film i mrugać oczkiem do fanów trylogii „Matrix”. To nadałoby całości znacznie większy sens, skoro ten z pierwszej części „John Wick” został wykastrowany.

Jak więc ocenić całość? Mamy naprawdę solidny, jeden z najlepszych w ostatnich latach, film akcji, gdzie realizacja wytycza standardy dla swojego gatunku nienaganną choreografią walk. Kiedy jednak motywacja bohatera sprowadzona zostaje do motywu znanego ze wszystkich innych filmów akcji, „John Wick 2” mocno traci sens i staje się po prostu kolejnym filmem ze strzelaniem i mordobiciem. Strasznie szkoda, i boję się, że wiele osób może być z tego powodu rozczarowanych, podobnie jak ja.