„Każdy gatunek czerpie z elektroniki” – wywiad z Rubber Dots

Nie lubię polskiej muzyki od wielu lat. Zawsze chłonąłem więcej dźwięków zza granicy. Jest jednak coraz więcej zespołów, które starają się mocno, bym zmienił zdanie.

Tekst jest efektem współpracy z marką Vype

Podobno teksty się lepiej klikają jeśli zawierają w pierwszym zdaniu kontrowersyjną tezę. Cóż, powyższy wstęp jest prawdziwy, lecz w ostatnich latach mocno się wszystko zmienia, podobnie jak ja. Ewoluował mój gust, mam większe możliwości eksplorowania polskich talentów (raz, że Internet i Spotify, dwa, że w Warszawie wydarzeń kulturalnych jednak więcej niż w Trójmieście.

Dlatego też w ostatnim czasie zacząłem się mocniej otwierać na polską muzykę. Nie będę już wspominać o polskich producentach techno, o tym jest mój drugi blog, których szanować wręcz wypada, a Jacek Sienkiewicz jest autorem jednego z najlepszych albumów obecnego roku w skali światowej. Dawniej z polskich wykonawców najbardziej ceniłem Lenny Valentino, Dick4Dick czy Spoiwo, zaś obecnie mamy wysyp kolejnych ciekawych projektów.

Jednym z nich jest duet Rubber Dots, czyli Anna Iwanek i Stefan Głowacki. Ich twórczość znaleźć można na Spotify, ale… Nie jest to najlepsze na co ich stać. 2015 rok był dla tego zespołu dość ważny – wymienili swoje instrumentarium, przez co nawet utwory z ostatniego albumu (2014 rok) brzmią znacznie lepiej na żywo. Przez dosłownie kilka chwil przekonałem się o tym w trakcie letniego festiwalu Audioriver w Płocku, lecz tego dnia zespół miał pecha – równolegle do nich grali na innej scenie Adam Beyer oraz Rodhad, czyli gwiazdy pierwszego sortu.

Zdobyli jednak moją ciekawość, więc miałem nadzieję, że uda mi się złapać ich na jakimś koncercie. Niestety, jesienią rozpoczęli prace nad nowym albumem, przez co grają sporadycznie. Jednak kilka dni temu udało mi się trafić na ich występ w trakcie imprezy inaugurującej obecność marki e-papierosów Vype w Polsce (skoro elektroniczne papierosy to i muzyka musi być elektroniczna, nie?). Może nie są to idealne okoliczności na koncert, jednak przy dobrym nagłośnieniu (a takie właśnie było), każda muzyka wyjdzie na pierwszy plan. Zwłaszcza, że pofatygowałem się tam z uszkodzoną ręką:

 

Zawsze mam jakiegoś asa w rękawie. Mając temblak mam więcej asów. #asy #jutrolekarz #boli #vype

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Maciej Trojanowicz (@troyann)

Pierwsze, co zrobiło duże wrażenie, to naprawdę bogaty zestaw syntezatorów, automatów i innego sprzętu, który ciężko spamiętać. Jeśli na Spotify Rubber Dots brzmi ciekawie, tak na żywo zyskuje naprawdę sporo: głębi, warstw i mroku. Ba, momentami brzmieniowo zaczyna to przypominać jeden z zespołów mojego życia – Moderat. A to, jak na mnie, dość mocne porównanie.

Po koncercie miałem zaś okazję chwilę porozmawiać z Anią i Stefanem, z czego urodziła się super rozmowa. O życiu, Roisin Murphy, nowej płycie, modzie na indie rocka oraz zarobkach na Spotify:

Podobno nie gracie electropopu i mocno się od niego odcinacie, jak zatem chcielibyście się zaszufladkować?

Ania: W tych czasach mimo wszystko trzeba znaleźć swoją szufladę, ale wolimy określać swoją muzykę jako po prosty elektroniczną.

Stefan: Muzyka elektroniczna dziś to bardzo szerokie pojęcie. Każdy gatunek muzyki czerpie z elektroniki. I to jest nasz podstawowy środek wyrazu – elektronika. Możemy grać bardziej techno jednym razem, a za drugim bardziej nostalgicznie.

Właśnie, chyba całkiem sporymi garściami czerpiecie z techno?

Stefan: Tak, choć chcemy to robić w mocno nieoczywisty sposób. Dla mnie jest to w ostatnich latach pobudzający i inspirujący produkcyjnie i brzmieniowo gatunek muzyki.

Słuchając waszego występu odniosłem wrażenie, że jedną z waszych inspiracji jest Moderat, słusznie?

Stefan: Dla mnie album „II” z 2013 roku był bardzo ważny. Choć obecnie i tak wydaje się, że ich debiutancka płyta jest lepszy, znacznie bardziej ponadczasowa. Lubię do niej wracać.

Graliście na ostatnich edycjach Audioriver, a w tym roku, mimo niekorzystnego terminu koncertu, odebrano was bardzo dobrze. Według wielu, lepiej niż wielką gwiazdę Roisin Murphy.

Anna: To bardzo miłe, sami odczuliśmy niesamowitą magię w trakcie występu.

Stefan: Tak, to było dla nas fajne doświadczenie. Zwłaszcza, że zagraliśmy tam po roku i wyciągnęliśmy wiele wniosków po poprzedniej edycji. A wnioski te okazały się trafne.

Jakie to były wnioski?

Stefan: Przede wszystkim cały nasz materiał przerobiliśmy pod kątem występów live, wymieniliśmy niemal całe instrumentarium, zaczęliśmy się bawić głosem Ani i pozbyliśmy się komputera. Dzięki temu wszystko nabrało większego kopa i pazura. Teraz mamy dużo większy wpływ na dźwięki, grając je na żywo mamy większe pole do popisu. No i dlatego koncertowo brzmi to znacznie lepiej.

Właśnie, Twój głos Aniu coraz częściej pełni rolę kolejnego instrumentu.

Anna: Owszem, w tym momencie to jest już kolejna warstwa melodyjna, w której ciężko rozpoznać sam głos. Dzięki naszym nowym urządzeniom mamy teraz fajne możliwości i na pewno jeszcze będziemy eksperymentować.

Jak przebiegają prace nad nową płytą?

Anna: Właśnie zaczęliśmy nagrywać wokale, więc zbliżamy się do połowy całego procesu produkcji albumu. U nas warstwa wokala nie jest rejestrowana na końcu, a właśnie dość szybko, ponieważ to coś więcej niż śpiew, a wspomniana właśnie kolejna warstwa melodyjna. Potem będzie trzeba je nanieść na utwór, pomyśleć czy czegoś dodatkowo nie dograć. No, ale duża część pracy już za nami.

Kiedy premiera?

Anna: Nie chcemy się ciśnieniować na jakąś konkretną datę, wolimy ją wydać jak będzie gotowa.

Stefan: Za każdym razem jak nagrywamy jakiś album to jest to materiał zupełnie inny niż wcześniej i wiele wskazuje na to, że teraz będzie podobnie. Ostatnio staram się nie słuchać w ogóle muzyki, by nic innego na mnie nie wpływało, zachować czystość w głowie nad naszymi własnymi koncepcjami. Chciałbym, żeby ludzie, mimo wszelkich porównań, poznali na nowej płycie nasz własny styl. Trudno być dziś oryginalnym, ale próbujemy.

To teraz nieco inny temat: korzystacie, jako odbiorcy, z serwisów strumieniowania muzyki?

Anna: Tak, wiadomo, że jest to temat mocno kontrowersyjny, można się z tym zgadzać lub nie, ale mimo wszystko: masz legalny i nieograniczony dostęp do muzyki. To miał być wielki przełom w przemyśle muzyki, miało być wszystko super, ale są artyści, którzy się, do tego słusznie, buntują.

A z perspektywy artystów, jak wyglądają wynagrodzenia za odsłuchania waszej muzyki?

Stefan: Dostajemy „jakieś” pieniądze, ale to są malutkie kwoty. Co miesiąc dostaję raport, muszę wystawić jakiś rachunek, ale mi się nie chce, bo czekam, aż się z tego uzbiera sensowna kwota. To są śmieszne kwoty, jakiś grosz za odtworzenie. Ale sami używamy Spotify i w sumie jest to nasz główny kanał słuchania muzyki.

W poprzedniej dekadzie wszyscy nastolatkowie chcieli zakładać zespoły indie rockowe, teraz chyba więcej pragnie robić elektronikę, nie sądzicie?

Anna: Z jednej strony tak, chociaż nie można generalizować. Nadal mam wiele osób w moim otoczeniu, które wolą gitary od syntezatorów. Wydaje mi się, że odbiorcy muzyki mocno zwrócili się w stronę elektroniki, wobec czego i artystów jest znacznie więcej. Ten trend jest zauważalny.

Stefan: Jest też druga tego przyczyna – robienie elektroniki jest tańsze. Dawniej można było ją robić mając określony, drogi sprzęt, dostęp do studia. Wystarczy kilka stów na podstawowy sprzęt, zakup programów do robienia muzyki, komputer już każdy ma, więc i bariera wejścia jest znacznie niższa. A są jeszcze prostsze opcje, jak choćby aplikacje na telefonach. To wszystko stało się bardziej dostępne. By robić indie rock trzeba kupić wszystkie instrumenty, mieć kolegów i salę do prób, następnie do nagrań. Próg wejścia jest znacznie wyższy.

†††††††††††††††††††

Bardzo jestem ciekaw nowego materiału zespołu, ponieważ powstanie on w całości na nowym sprzęcie, więc powinien brzmieć znacznie lepiej, bardziej żywo. Tak jak było właśnie na koncercie. Obserwujcie ich postępy na Facebooku Rubber Dots. Warto, bo to kolejny z projektów, który sprawia, że wierzę w polską scenę.

A teraz czas na kilka zdjęć: