Klątwa ekranizacji gier komputerowych

Poszedłem w piątek do kina na drugą próbę filmowej interpretacji gry Hitman. Poprzednia nie była za bardzo udana, więc miałem nadzieję na coś lepszego za drugim razem. Niestety, ta produkcja wpisuje się w niedobry trend kiepskich ekranizacji gier.

Obecnie na szczycie są filmowe adaptacje komiksów. Po wielu latach i wielu nieudanych próbach udało się wreszcie w Hollywood stworzyć kilka naprawdę dobrych produkcji (wraz ukochanymi przez wszystkich Avengers) oraz kilka wybitnych. Mam tu na myśli głównie trylogię Christophera Nolana. I mimo, że najbliższe lata przyniosą nam wiele doskonałych produkcji podejmujących przygody komiksowych bohaterów, wydaje się, że kolejną sferą popkultury, która zagości w Hollywood będą gry komputerowe.

Póki co jest kiepsko

A przecież filmy bazujące na popularnych grach powstają już od ponad dwóch dekad. Niestety, żadna z tych produkcji nie wybiła się ponad przeciętność. Ba, według ocen na Metacritic zaledwie jedna produkcja przekroczyła próg pięćdziesięciu (na sto) punktów! A było to ponad 20 lat temu z Mortal Kombat. Nie widziałem, więc nie będę oceniać.

Ale próbuję sięgnąć pamięcią po produkcje, które mi przypadły do gustu. Oczywiście, nie widziałem wszystkich, ale zdecydowanie sporą część, by dojść do wniosku, że nad filmami osadzonymi w uniwersach bazujących na grach komputerowych wisi istne fatum. Jedynie pierwsza część Resident Evil z piękną Milą Jovovich jest produkcją, którą mogę przywołać z pamięci z ciepłymi wspomnieniami. Ale w momencie premiery tego dzieła byłem gimbusem i jarała mnie po prostu dobra strzelanka z zombiakami.

2002

A co z pozostałymi filmami? Jeszcze całkiem dobry był Silent Hill, choć końcowa sekwencja zabiła cały sens produkcji. Doom? Ratowała go jedynie scena, w której akcja ukazana została z perspektywy bohatera, niczym w grze. Pozostałe fragmenty były co najmniej kiepskie. BloodRayne? Spierdzielony. Tomb Raider jeszcze był zjadliwy. Prince of Persia z Gyllenhallem oraz Gemmą Arterton zyskał bardziej przez moją sympatię do aktorów niż za sam poziom produkcji.

Jak spartolić gotowy scenariusz?

Natomiast prawdopodobnie największym skandalem w historii ekranizacji gier na zawsze pozostanie Max Payne. Jest to jeden z trzech filmów, którym bez żalu dałem ocenę 1/10. A przecież to jedna z najlepszych gier w historii branży elektronicznej rozrywki. Już nie mam na myśli doskonałej oprawy i bullet-time, dla których to musiałem kupić nową kartę graficzną do mojego pierwszego blaszaka. Przecież historia zdesperowanego policjanta w mieście pełnym grozy, lęków i zła to gotowy scenariusz do filmowej adaptacji. A tu jakieś demony… Jak można tak spartolić tak doskonałą historię i jej klimat?! I pozwolić zagrać zatraconego Maxa Markowi Wahlbergowi? No jak?!

A przecież w najbliższym czasie czekają nas kolejne ekranizacje popularnych serii gier. Zwłaszcza Assasin’s Creed wzbudza we mnie bardzo wysokie oczekiwania. Obawiam się jednak, że, mimo obsadzenia w roli asasyna Michaela Fassbendera, produkcja ta wpisze się w ogólny trend partolenia przez Hollywood moich ulubionych gier. A zbezczeszczenia mojej kolejnej ulubionej serii chyba już nie będę mógł wybaczyć. A boję się, że zakończy się tak jak premiera ostatniej części gry, i skończy się jak poniższy obrazek.

j7mjAxo

Szkoda, że nie mogłem odnaleźć obrazka, który mi śmignął parę dni temu na Twitterze, bo widziałem pierwsze zdjęcie Fassbendera jako asasyna z twarzą przerobioną w powyższej konwencji. :)

Czy jest nadzieja?

Czego bym jeszcze nie wybaczył twórcom filmowym? Spartolenia GTA, Half-Life (tych produkcji nie ma w planach, na całe szczęście) oraz Splinter Cell (podobno są już wstępne przymiarki) czy Warcraft (premiera w przyszłym roku).

Pozostaje mieć nadzieję, że ekranizacje gier, podobnie jak adaptacje komiksów, z czasem wejdą na znacznie wyższy poziom produkcyjny. Wszak gry to zjawisko masowe i niemal pewnym jest, że kolejne produkcje będą powstawać, ponieważ trafią na podatny grunt – liczne rzesze fanów rozrywki cyfrowej. A to pewna kasa do wyjęcia, tak jak przed laty było z komiksami. Fajnie jednak, gdyby poza sukcesem finansowym produkcje te były również zwycięstwem artystycznym. Z komiksami się udało, czy gry czeka podobna ewolucja? Czas pokaże.

  • Ja myślałem, że wyjdę z siebie jak oglądałem NFS. Tragedia. No i boję się jeszcze jednego – ekranizacji WoWa. Na świat fantasy jest tam aż za dużo motywów, które mozna ubrać w ciekawą historię, ale historia uczy, że to po prostu nie może wyjść.

  • Warcraft będzie rządził. Musi. Albo się popłaczę :D

  • Mnie akurat ta produkcja nie grzeje. :)

  • To mam do nadrobienia, ale słyszałem o nim trochę i jakoś niespecjalnie mi się chce…

  • Ale może zaprzeczyć przywołanej przez Ciebie klątwie. Albo ją potwierdzić. :)

  • Mateusz Brol

    Konwencję słabych ekranizacji przełamuje Scott Pilgrim vs. the World – może i Ciebie mile zaskoczy :)