Leadokracja

Jeśli czytasz ten lead to gratuluję – jesteś w mniejszości. Większość internautów zdaje się czytać jedynie tytuł artykułów. A co dopiero docierać do jego końca. To smutne, ale taka jest właśnie leadokracja.

Wczoraj miałem ciekawe doświadczenie w Internecie. Ktoś skrytykował mój artykuł. Część osób pewnie by krytyczny komentarz olała, część blogerów by go usunęła, lecz ja wierzę, że warto rozmawiać, dyskutować, nawet z krytykami. Jeśli ma to sens. A mój krytyk był, co się okazało na koniec, bardzo sensowny. Sęk w tym, że nie przeczytał artykułu, a wnioski na mój temat wyciągnął zaledwie po przeczytaniu kilku pierwszych zdań. Na szczęście, krytyk był na tyle kulturalny, że przeprosił. Takich to ze świecą szukać.

_1__wixmag_2

I nie byłoby w tej historii zapewne nic dziwnego, gdyby nie wnioski, które po zdarzeniu mi się nasunęły. A są one smutne – ludzie już nie tylko przestają czytać całe teksty, ale i ich wstępy, a na tej podstawie wyciągają wnioski. Coraz częściej błędne.

Pisałem już dawniej, że łatwo dajemy się wprowadzić w błąd czytając artykuły o bardzo krzykliwym charakterze, z sensacyjnymi informacjami bez sprawdzenia daty informacji. Nie dość, że sami wprowadzamy się w błąd, to jeszcze udostępniamy tekst dalej, znajomi ufają w nasz rozsądek, biorą informację za sprawdzoną i tak rozprzestrzenia się fałsz. Albo, w najgorszym przypadku, stara informacja. Dodajmy do tego media, które gdzieś w meandrach swoich serwisów publikują informacje o śmierci znanych osób, zanim faktycznie one rozstaną się z naszym światem. Wszystko po to, by algorytmy Google w momencie śmierci uznały naszą informację za najlepszą. Takie praktyki stosowała kiedyś Agora. Przynajmniej tylko ją na tym przyłapano, bo jestem pewien, że i inni tak robią. Zresztą, wystarczy poświęcić kilka sekund, by okazało się, że to dalej działa.

donald_trump_dead_-_szukaj_w_google

Żyjemy w dynamicznym świecie, w którym wagę informacji oceniamy po jej leadzie, jeśli w ogóle będzie to treść tekstowa. Bo coraz częściej wystarczy zdjęcie, krótki film, GIF, snap czy cokolwiek innego. Szybciej, łatwiej i nie trzeba czytać. Serwisom internetowym coraz trudniej konkurować o uwagę odbiorcy, kiedy ma do wyboru memy, GIFy z kotkami, wideo relację na żywo z podpisywania kontraktu Cristiano Ronaldo, a artykuł z chwytliwym tytułem i krótkim leadem.

W tym przypadku zdjęcie artykułu, tytuł i nagłówek odbieramy jak obrazek.

Poniżej krótki wyciąg z feeda na Facebooku. Wszystko traktujemy jak obrazek, a przecież jest też tutaj link.

facebook

Wyciągamy wnioski, scrollujemy dalej. „Po co klikać? Przecież wiem o co chodzi.” A prowadzi to do dezinformacji.

Brak weryfikacji źródeł, niesprawdzanie dat publikacji i nie czytanie pełnych informacji to patologia, która wywołuje niepotrzebne kłótnie w komentarzach. Kłótnie nierzadko ewoluują w nienawiść. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Należy odróżnić poglądy, interpretację wiadomości każdego odbiorcy od braku podstawowego błędu: oceny przyswojenia informacji po lekturze zaledwie tytułu.

A prowadzi to do takich sytuacji, jak choćby niedawno w przypadku demonstracji #czarnyprotest. Wszyscy rzucili się na rządzącą partię (nie chcę ich tu bronić, ale stwierdzam fakty), która rzekomo chciała zaostrzyć prawo aborcyjne. Ale mało kto wiedział o tym, że za projektem ustawy nie stała partia rządząca, a był to projekt obywatelski. Bardzo często w dyskusjach na ten temat widziałem błędną ocenę sytuacji i określenia typu „pisowska ustawa” czy też „ustawa zaproponowana przez rząd”. Rząd (pisowski) mógł ją pochwalić, sejm (zdominowany przez PiS) przyjąć, ale nie była to w żadnym wypadku „ustawa pisowska”. Jednak wiele osób dało się wprowadzić w błąd.

I teraz powinienem napisać z czego to wynika. Problem w tym, że nie mam bladego pojęcia. Najpierw było jajko czy kura? Czy to media tworząc takie tytuły zaniżają swój poziom? A może ludzie tego właśnie chcą? Nie wiem. Wiem za to, że spędziłem właśnie dwie godziny próbując znaleźć jakiś raport na ten temat. Cokolwiek, co oferowałoby wiarygodne badania, jakiekolwiek dane dotyczące wpływu tytułów i leadów na klikalność, ludzką uwagę, zachowania użytkowników. Coś, co pozwoliłoby mi oprzeć moje tezy na twardych liczbach, zamiast własnych obserwacji. Nie znalazłem. Znalazłem za to setki poradników w stylu „jak generować klikalne leady” czy „jakie tytuły pisać by ludzie klikali”.

Jak więc poradzić sobie z tym zatrważającym i przerażającym zjawiskiem? Mogę do was zaapelować. Ale to nic nie da. Ba, jestem ciekaw czy w ogóle udało Ci się dotrzeć do tego akapitu. Co jeszcze mogę? Powiedzieć, że nie zmuszam Cię do czytania każdego artykułu od pierwszego do ostatniego zdania. Od headera po footera. Nie musisz. Rozumiem, że coś możesz uznać za nudne, nieistotne, bezsensowne, nierelewantne. Jednak nie oceniaj całości artykułu po przeczytaniu jego części. Nie wyciągaj wniosków na tej podstawie. Nie nieś błędnej informacji w świat.

Już w liceum pani od WOS-u przytoczyła mi termin „społeczeństwa obrazkowego”. I obrazki nie są złe same w sobie. Rozrywka też jest człowiekowi potrzebna, a prostota to zaoszczędzony czas. Jednak jeszcze bardziej potrzebna jest informacja. Wiarygodna, sprawdzona i rzetelna. Problem w tym, że człowiek coraz rzadziej po nią sięga. Wybiera memy.

Jesteśmy zgubieni.

 photo credit: byronv2 old media news of the world via photopin (license)