Lumia 1020 w podróży

nokia-lumia-1020-thumb

Minęły już ponad dwa tygodnie z najnowszą Lumią 1020. W tym czasie zdążyłem odbyć trzy podróże, dwie krótsze, jedną dłuższą (na IEM w Katowicach). Dla smartfona wojaże to warunki ekstremalne, jak sprawdza się w nich topowy telefon Nokii?

Gdy podróżujemy to zmieniają się nasze priorytetowe aspekty w telefonie. Mniejszą wagę przykładamy wówczas do prędkości Internetu (bo jadąc koleją przez szczere pola i tak go nie ma), nie jest najważniejsze przeglądanie sieci społecznościowych (są lepsze rzeczy do robienia w podróży). Nacisk kładziemy za to na choćby długość pracy na baterii, prędkość ładowania czy mapy.

Zobacz pierwszą część recenzji Nokia Lumia 1020

Nokia Lumia 1020 jest pod tym względem mieszaniną skrajnych uczuć. Pisałem już o fatalnie słabej baterii w tym telefonie, który trzeba co jakiś czas podłączać do ładowarki. Nawet z wyłączonym internetem Lumia szybko traci kolejne zapasy mocy, co sprawia, że nie jest to telefon do dalekich podróży. Załóżmy, że ruszasz w całodniową podróż, bez możliwości doładowania telefonu w jej trakcie. Jeśli na koniec dnia się zgubisz to bez telefonu będzie ciężko cokolwiek zrobić. A Lumia mocno zwiększa na to szanse.

Na szczęście ja mogłem doładować telefon w trakcie podróży, czy to z gniazdka samochodowego czy z MacBooka. Problem w tym, że prędkość ładowania z tego typu źródeł jest niska. Raz w podróży podłączyłem telefon do MacBooka i w godzinę zyskał zaledwie 25% baterii. Stary iPhone w tym samym czasie połakomić się może na 80%. Natomiast podłączona do gniazdka z prawdziwego zdarzenia Lumia bardzo chętnie zjada prąd.

Ale przejdźmy dalej, bo takich dramatów już nie będzie. Lumia 1020 bardzo ładnie łapie sygnał GSM w słabszych rejonach naszego pięknego kraju. Tam, gdzie iPhone się dławił, tam Nokia potrafi całkiem nieźle pobrać dane.

Zobacz jakich aplikacji brakuje na Windows Phone

Jest jeszcze jedna dobra rzecz w podróży z Lumią – mapy. Nokia od dawna rozwija usługi własnych map i widać, że robi to znakomicie. Brakuje oczywiście tak bogatych baz danych, z jakich możemy korzystać choćby w Google Maps, ale dokładność, aktualność i szybkość działania tych map jest znakomita. Dodatkowym ich plusem jest to, że nie są mapami Apple. Hehe. Gorzej, że nawigacja jeszcze mocniej drenuje baterię.

W podróży częściej niż zwykle robimy zdjęcia i nagrywamy filmy, te zaś w przypadku Nokii Lumia 1020 są świetne. Co prawda, nadmiar ustawień (ISO, czas naświetlania i inne) oraz aplikacji (każda funkcja aparatu ma osobną aplikację: panorama, tryb poklatkowy etc) nieco utrudnia życie, ponieważ funkcje auto nie zawsze robią najlepsze ujęcia, ale da się to jakoś opanować. Brakuje też wejścia w aplikację aparatu z ekranu blokady by móc uchwycić błyskawicznie ciekawą chwilę.

Problem rodzi się niestety w momencie, gdy chcemy część naszych zdjęć i nagrań przerzucić na komputer. W trakcie wyjazdu na Intel Extreme Masters do Katowic zrobiłem masę zdjęć i korzystając z wolnej chwili zacząłem spisywać relację. Podłączyłem Lumię do MacBooka po kablu, otworzyłem aplikację napisaną przez Microsofta i… Nie wiedziałem co dalej. Mogłem jedynie wgrać multimedia z komputera na telefon, nic w drugą stronę.

Oczywiście, najlepiej byłoby poczekać aż zdjęcia w Nokii zsynchronizują się z dyskiem chmurowym OneDrive by komputer od razu je ściągnął na dysk. Niestety, Wi-Fi na imprezie odmawiało posłuszeństwa, a ja nie chciałem tak dużych plików słać po 3G. Ostatecznie i tak to zrobiłem – wysłałem je sobie maile. Tak czy siak, słabo, że nie mogę ich zgrać po kablu…

 Skoro już o fotkach mowa zobacz wywiad o Instagramie

Reasumując, Lumia 1020 to ciekawe rozwiązanie na podróż, ale jedynie w przypadku zaopatrzenia się w dodatkową baterię zewnętrzną. Poważnie, rozważam błyskawiczny zakup takowego urządzenia by móc w spokoju podróżować. Jak dobrze, że w drugiej kieszeni wciąż spoczywa iPhone.