Moje ulubione festiwale

Jak niedawno policzyłem, mam za sobą już jakieś 40 festiwali muzycznych. Jak na niespełna 8 lat od pierwszego, to chyba całkiem sporo. Na wielu z nich bywałem zaledwie raz, ale są takie, na które chętnie bym jeździł co roku. Nie zawsze się udaje, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?

Znajdź idealny nocleg na ulubiony festiwal i odbierz 100 złotych ode mnie w prezencie

(I zrób to już dziś, bo promocja może ulec zmianie.)

Co musi mieć festiwal bym uznał go za jeden z najlepszych? Przede wszystkim muzyka, bo przecież dla niej jeździ się na festiwale. Gust każdy ma inny, więc i to on zdecyduje jakie festiwale będą waszymi ulubionymi. Jednocześnie, nie potrafię zrozumieć jak można jeździć na festiwale z innych powodów. Owszem, są one ważne, ale nigdy nie pojechałbym na festiwal muzyki reggae czy disco polo tylko dlatego, że jest za darmo, są super ludzie czy klimat. I dlatego też zapewne nigdy nie zjawię się na Woodstocku.

Są jeszcze inne, istotne elementy na każdym festiwalu. Na przykład lokalizacja. Ona decyduje i charakterze i klimacie każdej imprezy, rozmieszczeniu poszczególnych scen i stref, a to również ma decydujący wpływ na odbiór muzyki. Skoro muzyka jest najważniejsza, to i nagłośnienie powinno być na najwyższym poziomie – a tutaj często największe festiwale kuleją. Na festiwalach istotne jest dla mnie również zapewnienie dodatkowych atrakcji na terenie imprezy, wszak od koncertów czasem trzeba odpocząć.

Jest jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik na każdym festiwalu, niezależny jednak od organizatorów, a od Ciebie. Są to ludzie. Jadąc w większym gronie osób zawsze może znaleźć się ktoś, kto zepsuje cały klimat. A wspólny wyjazd najczęściej oznacza wspólnie spędzany czas w jednym gronie. Dlatego ja wolę organizować wyjazd w mniejszym gronie, a z resztą znajomych spotykać się na piwo czy konkretny koncert – mniejsze ryzyko przylgnięcia kogoś denerwującego na stałe. Zresztą, co nieco o festiwalowym życiu napisałem jakiś czas temu, o tutaj.

Dobra, czas przejść do konkretów. Jakie festiwale uważam za moje ulubione?

1. Tauron Nowa Muzyka

10556441_10154580885580077_5351873398121606047_n

Odbywający się pod koniec sierpnia w Katowicach festiwal ma już długą historię i był areną wielu doskonałych koncertów (Amon Tobin, Jon Hopkins, Moderat, Apparat, Nosaj Thing, Bonobo…). Najlepsze i najciekawsze nazwy ze świata elektroniki, które przyciągają oddany, świadomy tłum. Tam ciężko o przypadkowe osoby. Do tego nagłośnienie, które przez wielu, w tym mnie, uważane jest za najlepsze w Polsce. Równie doskonałym aspektem tej imprezy jest lokalizacja – dawniej na terenie dawnej kopalni, wśród szybów, parę edycji w Dolinie Trzech Stawów, ale od poprzedniego roku ponownie w industrialnych rejonach Muzeum Śląskiego.

Na Tauronie byłem trzykrotnie, pierwszy raz pięć lat temu, ostatni raz w 2013 roku. W tym roku mój udział jest wątpliwy, ponieważ dotychczas ogłoszony line-up, choć dobry, nie powala. Brakuje jednego, dwóch artystów, których zobaczyć muszę, dla którego mogę rzucić wszystko i jechać (Gui Boratto? Nosaj Thing?). Ale, co jest fajną tradycją, organizatorzy dbają o atrakcje również poza festiwalem, cyklem imprez Before Tauron Nowa Muzyka. I w ten oto sposób spełnię swoje marzenie i 21 marca zobaczę na żywo Clarka.

2. Audioriver

IMG_20140726_043625

Choć w Płocku byłem zaledwie raz, w poprzednim roku, to zakochałem się w tej imprezie. Być może jest to zasługą mojej fascynacji muzyką techno, ale i biorąc pod uwagę pozostałe czynniki, jest to po prostu impreza bardzo dobra. Zacznijmy od lokalizacji – plaża nad Wisłą, tuż pod wysoką skarpą. Wydawać by się mogło, że tańce wyprawiane na piasku nie będą najlepszym pomysłem, lecz nie było tak źle. Skarpa ma jeden problem – trzeba się na nią wspinać za dnia, by udać się na miasto.

Przez trzy dni festiwalu całe miasto żyje Audioriver. Mieszkańcy, świadomi pozytywnego wpływu tej imprezy na ich miasto, przymykają oko na hałas czy nie zawsze trzeźwych przyjezdnych. Panuje ogólne zrozumienie klimatu imprezy. W ciągu dnia rynek miasta zmienia się w jedną wielką imprezownię, a tańce można uskuteczniać nawet w fontannie. Nagłośnienie tak mocnej muzyki jest zawsze wyzwaniem, ale i tu organizatorzy sobie radzą. No, może poza główną sceną, na otwartym powietrzu, na wprost od skarpy, co nie zawsze się sprawdza.

3. Primavera Sound

WP_20140529_18_46_34_Raw

Najlepsze miasto na ziemi, najlepsza muzyka alternatywna z całego świata, cudowna pogoda, doskonali ludzie – tak musi wyglądać raj. A tak wygląda Primavera Sound w Barcelonie. Udało mi się obskoczyć póki co jedynie dwie edycje (2011 i 2014), ale wiem, że jeszcze wiele przede mną. To jeden z powodów, dla których chcę zamieszkać w Barcelonie. W tym roku sobie odpuszczę, ponieważ zestawienie artystów, mimo, że robi wrażenie, jakoś mnie rozczarowało. Pewnie to przez mój głęboki romans z elektroniką. Może wreszcie odkryję w tym roku nowe imprezy.

Ok, ale dlaczego Primavera? Lokalizacja – nad morzem w barcelońskim Parc del Forum. Niestety, rozlokowanie scen nie jest idealne, a przemieszczanie się pomiędzy najbardziej odległymi z nich to jakieś 15-20 minut. A ma to kluczowe znaczenie, ponieważ… Dobrych zespołów gra tam tyle, że nie ma opcji byś zobaczył wszystko co chcesz. Bogactwo dobroci sprawia, że najczęściej dwa ulubione zespoły grają jednocześnie i co chwilę nękają Cię dylematy. Ba, czasem są to trzy zespoły jednocześnie (w 2011 roku musiałem wybierać między Explosions in the Sky, Interpol oraz The Album Leaf). Wokół Ciebie uśmiechnięci, życzliwi ludzie – nawet jeśli nieznajomi.

No i Barcelona. I Katalończycy, dominujący wśród publiki. To też mocno daje się we znaki. Na przykład, w 2011 roku, kiedy FC Barcelona grała finał Ligi Mistrzów w dniu festiwalu przeniesiono część koncertów, a pod jedną ze scen ustawiono telebim, by wszyscy mogli obejrzeć zwycięstwo nad Manchesterem United. Mecz zgromadził znakomitą większość uczestników festiwalu, w tym oczywiście mnie. Oglądanie tego historyczne meczu w gronie osób podzielających moją miłość do klubu – to przeżycie nie do opisania. „Jesteś Polakiem i umiesz śpiewać nasz hymn?! Masz tutaj piwo!”

4. Pohoda

54c91b5f55680_o

Wiecie co po słowacku znaczy słowo „pohoda”? Radość. I na tym koncentrują się organizatorzy festiwalu w Trenczynie. Muzycznie ten festiwal może i nie jest powalający, brak tam największych z największych (choć to tam było mi dane zobaczyć wreszcie Portishead, Lamb, The xx, Crystal Castles, Battles oraz Does it Offend You Yeah?), ale to co dzieje się wokół nie pozwala Ci zasnąć. Koncerty trwają od 10 rano do… 8 rano. A ostatnim jest zawsze „vitane slnka”, czyli szamańskie rytmy do wschodzącego właśnie słońca. Same sceny są rozstawione tak idealnie, że żaden koncert nie może Ci umknąć.

Całość rozgrywa się w połowie lipca, w upałach na lotnisku w słowackim Trenczynie, w dolinie między górami. Więc i widoki są ładne. A na miejscu, obok koncertów masz masę atrakcji tak wielką, że zawstydza on większość parków rozrywki. Basen do gry w piłkę wodną? Masz to. Zapasy w przebraniu sumo? Wiadomo. Zderzanie się samochodzikami? Nie ma problemu. Mechaniczne atrakcje z parków rozrywki? Jasna sprawa. To miejsce, w którym muzyka, choć ważna, jest marginalizowana przez ogrom pozostałych atrakcji, dzięki którym czujesz się jak dziecko i odkrywasz w sobie tę dziecięcą radość. Bo radość, to po słowacku Pohoda.

Jest jeszcze wiele festiwali, które są fajne. Nie można zapomnieć o Open’erze, od którego moja przygoda z festiwalami się zaczęła. Jednak kierunek jego rozwoju od dawna mnie niepokoi i edycja 2014 była pierwszą (od 2007), na której mnie zabrakło. W tym roku być może stawię się na jeden dzień. Powód? Koncert ukochanego Modest Mouse. Jest też Off, którego klimat kojarzy się całkowicie z wakacjami. Jednak dla mnie najważniejsza jest muzyka, a dwie moje ostatnie edycje (2012, 2013) nie oferowały mi zbyt wiele doznań muzycznych. Chyba jestem za mało hipsterski.

Pisanie tego tekstu dało mi wiele radości, ale czas go chyba skończyć, Gratulacje jeżeli dotarłeś aż tutaj! A Ty na jakie festiwale się wybierasz w tym roku? Ja zastanawiam się nad Sonarem, Awakenings i Tommorowland. :)

Znajdź idealny nocleg na najbliższą edycję swojego ulubionego festiwalu

Zdjęcie z Tauron Nowa Muzyka: Radosław Kaźmierczak