Najlepsza muzyka 2017 roku

Nadszedł czas na tradycyjne podsumowanie minionego roku w muzyce. A był to kolejny bardzo dobry rok dla miłośników pięknych dźwięków.

Już poprzedni, 2016, rok był dla fanów muzyki bardzo udany. Świetne płyty wydali Radiohead, Tycho, Nick Cave, Pantha Du Prince, Warpaint i wielu innych… Oj, było tego od groma. Całe moje podsumowanie roku, a także wszystkie poprzednie znajdziecie w osobnych tekstach

Najlepsza muzyka z poprzednich lat:

2016

2015

2014

2013

Prowadząc sobie na bieżąco katalog z najlepszymi albumami danego roku zawsze zachowuję albumy, które uwielbiam, których słucham nałogowo, a także takie, które może nie skradły mojego serca, nie odsłuchałem ich dziesiątków razy, ale jednak zasługują na uznanie i wzmiankę w corocznym podsumowaniu. O tym, jak doskonały był ostatni rok powinno świadczyć zestawienie dwóch obrazków:

Lista dobrych i doskonałych albumów, które zostaną ze mną na dłużej była w 2017 roku ponad dwukrotnie wyższa niż w roku poprzednim!

Zdążyłem również w ostatnich tygodniach nadrobić wiele albumów, które cenione przeze mnie media, jak choćby NME czy Consequence of Sound, wskazywały jako najlepsze płyty 2017 roku. Niestety, przygotowane przez te serwisy zestawienia nie były w stanie uzupełnić listy, którą sam już miałem w opracowaniu.

Gwoli wyjaśnienia, w moim zestawieniu pod uwagę biorę albumy wydane cyfrowo lub analogowo w roku 2017 globalnie – bez konieczności debiutu danej płyty w Polsce (co to za kryterium w dobie cyfrowej dystrybucji?), jak w przypadku mojego podsumowania filmowego. Ponadto, warto zaznaczyć, że to zestawienie czysto subiektywne. Zresztą, nie da się o muzyce dyskutować obiektywnie. Dlatego poniżej znajdziecie albumy z gatunków muzycznych, które mnie interesują: elektronika, gitary, mocniejsze, łagodniejsze. Nie lubię szufladkowania muzyki, więc z pełną świadomością nie mówię o rocku, indie, downtempo czy innych.

Warunek jest jeden: album (musi być to longplay, nie EP-ka, poza kilkoma wyjątkami) musi mi się podobać jako całość, nie wybrane jedynie utwory. Tak też słucham zresztą muzyki, dlatego wszystkie moje playlisty to tak właściwie płyty, nie jakieś mieszanki. Najlepsze płyty to takie, które zostają ze mną na długo po swojej premierze. Najczęściej w dniu premiery dodaję je do katalogu i odsłuchuję w ciągu kilku dni. Jeśli do dodanego albumu wracam regularnie – zostaje w folderze. Jeśli po pierwszym lub kolejnych przesłuchaniach wiem, że raczej do albumu nie wrócę – cóż, przychodzi czas na rozstanie.

Nie chciałbym jednak zrzucać teraz na was aż sześćdziesięciu płyt, dlatego postanowiłem ograniczyć tę listę o połowę, do tych, które naprawdę zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Bez jakiegokolwiek rankingu, choć oczywiście trzy z albumów zasługują na większe wyróżnienie.

Najlepsze albumy 2017 roku

Mount Kimbie „Love What Survives”

Mount Kimbie miewali lepsze i gorsze albumy, ale ten zdecydowanie łapie się na półkę z lepszymi.Nie tylko za sprawą ciekawych kompozycji pełnych lekkości i polotu, ale także dzięki występom gościnnym Micachu, King Krule oraz Jamesa Blake’a.

Słuchaj na Spotify

Arca „Arca”

Chyba najbardziej zwariowany album w tym zestawieniu. Alejandro Ghersi robi kosmicznie porąbane rzeczy, które dla jednych mogą być nieznośne do odsłuchu. Ja jednak łapię się do fanów tych skomplikowanych, gubiących rytm i poszarpanych kompozycji. To, co producent wyczynia z samplami i efektami, bo właściwie z nich głównie składa się „Arca”, przechodzi ludzkie wyobrażenie.

Słuchaj na Spotify

Burial „Rodent”

Rok temu pisałem, że rok, w którym wydaje Burial musi być dobrym rokiem. Brytyjski producent potwierdził tę regułę singlem „Rodent” z dodatkowym remiksem Kode9. Nietypowy dla Buriala utwór był jedynie przedsmakiem tego, co zaserwował nam w kolejnych miesiącach.

Słuchaj na Spotify

Deepchord „Auratones”

Rod Modell to geniusz basowych ambientów, co potwierdził wydając ten album, a także w listopadzie odwiedzając warszawski klub Jasna 1. Ciężko skopiować ten niemal sinusoidalny styl mieszający tak wiele gatunków.

Słuchaj na Spotify

Lindstrom „It’s Alright Between Us As It Is”

Norweski producent znany ze swoich „balearycznych” kompozycji wydał po pięciu latach kolejny album i warto było na niego czekać. Może nie ma tutaj niczego przełomowego, czego Norweg by nam już nie pokazał dawniej, ale słucha się tego nad wyraz przyjemnie. Do tego trzy utwory z gościnnymi wokalami, z czego najlepiej wypada „Bung (Like A Ghost)” z uwodzącym głosem Jenny Hval.

Słuchaj na Spotify

Alessandro Cortini „AVANTI”

Włoski producent i maestro syntezatorów jest jednym z moich największych odkryć ostatniego roku. Wydał aż trzy (!!!) longplaye, ale zdecydowanie najlepiej prezentuje się „AVANTI”. Siedem kompozycji, w których usłyszymy trochę nojzów, trochę Jean-Michel Jarre’a, a trochę M83.

Słuchaj na Spotify

Four Ten „New Energy”

Tego pana przedstawiać chyba nie trzeba.Kieran Hebden nie zawodzi, ale kolejny raz uwodzi.To już dziewiąty jego album i kto wie czy nie najlepszy? Co prawda, wielkim sentymentem darzę jego albumy wydawane w Domino Records („Everything Ecstatic”, „There is Love in You” czy „Rounds”), jednak najnowszy album wydany we wrześniu to 14 pięknych kompozycji dających niemal godzinę nieskomplikowanego, ale pięknego i kojącego grania.

Słuchaj na Spotify

Burial „Subtemple / Beachfires”

„Rodent” wziął nas z zaskoczenia, ale już w maju William Bevan dał nam kolejny powód do radości. Przestrzenne kompozycje bogate w zabawy basem, samplami i innymi dźwiękami tworzą mroczne i niepokojące kompozycje, za które Buriala uwielbiam. Rok, w którym wydaje on więcej niż jeden album to już święto. Ale to nie było jego ostatnie słowo w tym roku.

Słuchaj na Spotify

Phase Fatale „Redeemer”

Hayden Payne od kilku lat już czarował wydając bardzo mocne, tajemnicze i dobre utwory ocierające się o techno i noize, ale to co zrobił wydając pierwszy w życiu longplay to… Absolutny majstersztyk. Pracując pod okiem Dominicka Fernowa (Vatican Shadow, Prurient) z Hospital Productions osiągnął poziom niespotykany dla wielu elektronicznych producentów. „Human Shield” to jedna z najbardziej niepokojących kompozycji tego roku, która swoim majestatem i przerażeniem przyprawia o gęsią skórkę.

Słuchaj na Spotify

Sigha „Metabolism”

Nie było w tym roku zbyt wielu ciekawych longplayów w świecie techno, dlatego James Sigha wydając „Metabolism” na początku roku od razu okopał się w mojej osobistej czołówce za ten rok. Zresztą, znajdziemy tu nie tylko głębokie, mroczne i bogate kompozycje techno, ale i świetne improwizacje. Na tej płycie znajduje się także jeden z najlepszych utworów, które wydano w tym roku – „Strobing”.

Słuchaj na Spotify

Forest Swords „Compassion”

Ninja Tune od dwóch dekad uznawana jest za jedną z lepszych wytwórni elektronicznych na świecie, więc nie powinno dziwić, że postawili na Matthew Barnesa, którego „Compassion” to jedna z przyjemniejszych podróży muzycznych minionego roku. To album, który zaskakuje z każdym kolejnym utworem. A to szamańskimi samplami, a to trąbkami, a to smyczkami – piękne połączenie wielu styli, smaków i emocji w jeden, bardzo przyjemny album.

Słuchaj na Spotify

Dark Sky „Lossless”

Kolejne z moich odkryć 2017 roku, czyli brytyjski duet producencki, który w jednym roku wydał drugi i trzeci album w swojej karierze. Matt Benyayer oraz Thomas Edwards zadbali o to, by oba albumy były naprawdę wysokiej jakości. Ciekawe produkcje nawiązujące do twórczości Bonobo, Four Teta czy Kiasmos zasługują na szersze uznanie.

Słuchaj na Spotify

Baths „Romaplasm”

Długo się zastanawiałem czy umieścić ten album na liście. No bo, przyznajmy sobie szczerze, nie jest to najlepszy album Willa Wiesenfelda. Nie sposób mu jednak odmówić pewnego uroku, który sprawił, że choć bez większego przekonania, to wracałem do niego regularnie.

Słuchaj na Spotify

Hatti Vatti „SZUM”

Pierwszy z reprezentantów Polski w moim zestawieniu. Ale jak Piotr Kaliński coś wyda, to nie ma tego czegoś we wsi. „SZUM” to wydawnictwo na poziomie światowym i zasługuje na globalną skalę. I choć można się czepiać, że „Warszawa” mocno inspirowana jest Four Tetem, a i w innych utworach znajdziemy odniesienia do tego, co już znamy, tak nie da się ukryć, że to po prostu bardzo dobra, przemyślana i przyjemna w odbiorze płyta.

Słuchaj na Spotify

Stefan Wesołowski „Rite of the End”

Początkowo byłem wobec tego albumu mocno sceptyczny, ale jego pełną moc poczułem na żywo w trakcie festiwalu Up To Date w Białymstoku usłyszałem go na żywo. Połączenie harfy, sampli, smyczków i ambientów zrobiło na mnie kapitalne wrażenie. To chyba było dla mnie jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku, bo takiej podróży do innego wymiaru nie zaserwował mi chyba nikt inny na żywo. I choć album bardzo dużo zyskuje na żywo, to i w domowym zaciszu jest w stanie się obronić swoją maestrią.

Słuchaj na Spotify

Jacek Sienkiewicz „9702”

Z Sienkiewiczem jest jak z Burialem, każdy rok, w którym wyda album, jest rokiem lepszym. I choć „9702” nie porwał mnie jak jego albumy z ostatnich lat, tak to przecież jest Sienkiewicz i z tym się nie dyskutuje.

Słuchaj na Spotify

Michał Wolski „The New World”

Polski producent rozwija skrzydła, poszerza horyzonty i z każdym kolejnym albumem robi rzeczy coraz lepsze. To już światowy poziom, a „The New World” śmiało można stawiać na półce obok albumów Deepchorda, Marco Shuttle czy nthng.

Słuchaj na Spotify

Max Cooper „Chromos”

Po usłyszeniu „Molten Landscapes” nie jesteś w stanie wyrzucić z głowy tej melodii. To jedna z najpiękniejszych kompozycji ostatnich lat, łącząca w sobie chaos, spokój, porządek, niepokój i optymizm. Podobno na „Chromos” są jeszcze jakieś inne utwory, ale nic nie dorównuje temu jednemu. Rzadko mi się zdarza kochać z całego albumu tylko jeden utwór, ale to właśnie ten przypadek.

Słuchaj na Spotify

Burial „Pre Dawn / Indoors”

I kiedy Burial dał już światu dwie dobre płyty nie oczekujesz od życia niczego więcej, aż tu nagle pojawia się kolejny album z dwoma produkcjami. Co ciekawe, wydane nie na Hyperdub, a w Nonplus (tam, gdzie Michał Wolski!). Czuć dzięki temu odrobinę świeżości, która przy pierwszym odsłuchu lekko odrzuca, ale potem zniewala i zachęca do kolejnego odsłuchu. Najszybsze chyba wydawnictwo tego producenta, odrzucające wiele z naszych przyzwyczajeń o jego muzyce. I jednocześnie jedno z najlepszych.

Słuchaj na Spotify

Dick4Dick „Dick4Dick Is A Woo!Man”

O najnowszym albumie chłopaków z Gdańska rozpisywałem się w osobnym tekście, oddanie głosu młodym i utalentowanym dziewczętom zrobiło im bardzo dobrze. Na tyle, że była to jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt końcówki roku.

Słuchaj na Spotify

Dark Sky „Othona”

Drugi pełny album zespołu z tego roku. Szczerze mówiąc, nie odróżniam jednego od drugiego, ponieważ oba odkryłem w tym samym momencie i słuchałem zamiennie, ale oba są naprawdę przyjemne. Skoro więc na liście znalazło się miejsce dla „Lossless” to musiałem być konsekwentny i wrzucić także drugie ich wydawnictwo.

Słuchaj na Spotify

LCD Soundsystem „Americam Dream”

Bardzo się obawiałem o wielki powrót Jamesa Murphy’ego, który rzekomo miał nigdy już nie wskrzeszać LCD Soundsystem. Wykopywanie projektów po ich śmierci udaje się bardzo rzadko. Ale nie w tym przypadku, tutaj mamy wręcz triumfalny powrót jednego z najciekawszych zespołów pierwszej dekady XX wieku. „American Dream” to nie tylko powrót do korzeni, ale i sięganie po nowe, ciekawe motywy i rozwiązania.

Słuchaj na Spotify

nthng „It Never Ends”

Ktoś powie, że to zwykłe, nudne techno. Ja odpowiem – bzdura. A potem puszczę mu „It Never Ends”, czyli tytułowy kawałek z tej płyty, w którym skrywa się tak wielki ładunek emocjonalny (a z pozoru to tak prosta kompozycja!), że ciężko mi to opisać słowami. Niestety, pozostałe utwory, choć dobre, nie dorównują temu jednemu. Jednak cały album swoją różnorodnością i błyskotliwością zasłużył na miejsce w tym zestawieniu.

Słuchaj na Spotify

Bonobo „Migration”

Kiedy kilka tygodni przed premierą krążka Bonobo zaprezentował pierwszy singiel byłem mocno rozczarowany i niemal skazałem „Migration” na klęskę. Bałem się, że po wielu latach doskonałych albumów Simon Green obniży loty i zwlekałem w kliknięciem „play” kilka dni od premiery. Emocje towarzyszące mi przy pierwszym odsłuchu kształtowały się następująco: niepewność, nadzieja, niedowierzanie, przyjemność, a w punkcie kulminacyjnym – przy utworze „No Reason” – wręcz ekstaza. Choć nadal twierdzę, że daleko „Migration” do „Black Sands”, tak jest to album bardzo dobry.

Słuchaj na Spotify

Clark „Death Peak”

Jeden z moich ulubionych artystów w całym życiu. Doskonały album z 2014 roku oraz świetny soundtrack do filmu „The Last Panthers” z 2016 roku rozbudziły mój apetyt i spodziewałem się kolejnego mistrzostwa. I przez kilka tygodni wręcz nie mogłem uwierzyć w swoje rozczarowanie „Death Peak”. Zdanie zmieniłem dopiero na barierkach pod sceną na jego koncercie w ramach festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Na żywo produkcje z nowej płyty zyskują bardzo wiele, a po tym doświadczeniu całości słucha się już zdecydowanie lepiej. Jednak na tej płycie najlepszy jest jej finał, czyli trzy następujące po sobie i tonujące emocje utwory „Catastrophe Anthem”, „Living Fantasy” oraz „Un U.K.”.

Słuchaj na Spotify

Grizzly Bear „Painted Ruins”

Nie byłem wielkim fanem zespołu z Brooklynu, choć poprzednie albumy („Veckatimest”!) mi się podobały. Nie na tyle jednak, by wymieniać je wśród ulubionych płyt. „Painted Ruins” swoją melodyjnością zmieniło moje podejście do ich twórczości. Nie wiem nawet co mnie w tej płycie tak pociąga i może właśnie dlatego odpalam ją co najmniej raz w tygodniu – wciąż chcę odkryć przyczynę swojego zauroczenia tymi folkowo-gitarowymi kompozycjami.

Słuchaj na Spotify

Nosaj Thing „Parallels”

„Home” amerykańskiego producenta z 2013 roku to jedna z moich ulubionych płyt w życiu, a jej następca bardzo mnie rozczarował. Dlatego do „Parallels” podchodziłem ostrożnie, ale okazało się, że Jason Chung wrócił na wysoki poziom, zaprosił znowu ciekawe głosy (Kazu Makino <3) i zrobił to, co potrafi najlepiej – stworzył piękny album pełen nieoczywistych, głębokich i przemyślanych kompozycji.

Słuchaj na Spotify

 

Moje płyty roku 2017

Slowdive „Slowdive”

Czy legendarny zespół wracający nagrać pierwszy album po ponad dwóch dekadach grając muzykę, która dawno straciła świeżość ma w ogóle szanse odnieść sukces. Pewnie nie, ale tutaj mowa o Slowdive. Oni nie tylko zaprezentowali wysoką formę, ale i zaserwowali fanom piękną podróż do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy shoegaze był na szczycie. W tych ośmiu utworach czuć jakby dla zespołu z Reading czas się zatrzymał. Całość zyskuje jeszcze mocniej na żywo, a koncert w Palladium był chyba najlepszym koncertem tego roku.

Słuchaj na Spotify

Broken Social Scene „Hug Of Thunder”

Przypadek bliźniaczo podobny do LCD Soundsystem czy Slowdive, czyli powrót legendarnego zespołu po siedmiu latach. I choć już bez Feist (ta wydała kolejną, solową płytę w tym roku), tak z albumem, który jak się do mnie przyssał, tak już mnie nie opuścił. „Hug of Thunder” to właściwie niemalże soundtrack roku 2017. Różnorodność kompozycji, ich maestria, zabawy wokalami, bogactwo dźwięków. Nie umiem opisać słowami całej palety emocji i wszystkich uśmiechów, które ta płyta mi daje. „Protest Song” i „Gonna Get Better” to utwory, które trafiły do grona moich ukochanych w całym życiu.

Słuchaj na Spotify

The National „Sleep Well Beast”

Tradycją staje się, że każdy album The National trafia do mojego zestawienia, bo to jeden z najważniejszych zespołów mojego życia i jak dotąd nie udało im się ani razu mnie rozczarować. I choć kazali nam na nowe dzieło czekać aż cztery lata, tak wiem, że było warto. Kilka nowych elementów w muzyce dało odrobinę świeżości bez zmiany jakości i miłości, jaką darzę ten krążek od dnia premiery. Nie ma na nim utworu słabego, średniego, tylko jeden („Turtleneck”) jest dobry, a reszta to arcydzieło.

Słuchaj na Spotify

Podsumowanie

Starałem się jak mogłem, by listę ograniczyć i ostatecznie obejmuje ona 30 najlepszych płyt 2017 roku. Pięć z nich to dzieła polskich artystów. Z jednej strony, to stosunkowo niewiele, ale z drugiej – to więcej niż typowałem do tych zestawień w poprzednich latach. Coraz mocniej przekonuję się do polskich wykonawców i producentów, aczkolwiek chyba nigdy do końca nie przekonam się do muzyki, w której teksty są wyłącznie po polsku – wszystkie odnoszące w ostatnich latach sukcesy electropopowe zespoły jakoś mi nie siadają. Wyjątkiem pozostaje chyba tylko Dick4Dick.

W zestawieniu mamy także aż trzy EP-ki Buriala. Co prawda, miałem nie brać pod uwagę EP-ek, jednak Burial stanowi wyjątek, jedno z najważniejszych zjawisk muzyki XXI wieku, dlatego nie mogłem go pominąć w podsumowaniu. I choć żadna z tych trzech płyt nie wchodzi na poziom producenta sprzed wielu lat, tak sam fakt, że wrócił do regularnego tworzenia robi dobre wrażenie. Poza tym, choć daleko tegorocznym wydaniom do choćby „Truant / Rough Sleeper” czy „Kindred”, tak są to wciąż bardzo dobre produkcje.

To, co jeszcze zwraca moją uwagę przy przeglądaniu zestawu powyżej to piękne okładki – każda niemal jest zjawiskowa, jest małym dziełem sztuki. Dominuje zabawa prostą formą (Hatti Vatti, Jacek Sienkiewicz, nthng, Nosaj Thing) oraz ciekawe eksperymenty (pognieciona twarz Clarka, malowidło Broken Social Scene, Lindstrom z niesymetrycznym obramowaniem zdjęcia). Już dawno okładki płyt przestały być jedynie okładkami, ale w tym roku mamy wyjątkowo ciekawy zestaw.

Za nami rok bardzo dobry, wręcz znakomity, taki, który pozostanie w pamięci na długo. Czy 2018 ma jakiekolwiek szanse utrzymać dobry trend? Nie ma zbyt wielu zapowiedzianych już płyt, na które bym czekał z jakimś szczególnym napięciem: My Bloody Valentine, The Prodigy, Interpol to te największe, zapowiedziane już premiery. Wierzę jednak, że wiele mnie zaskoczy. Czego i wam życzę!

Garść statystyk mojego muzycznego roku 2017