Najlepsza muzyka 2018 roku

To chyba ulubiona seria tekstów na moim blogu i aż szkoda, że mogę je pisać tylko raz na rok. Ale oto przed wami zestawienie najlepszych albumów 2018 roku!

2017 rok był jednym z najlepszych, obok 2013, obecnej dekady w muzyce. Liczba cudownych albumów wydanych w ówczesne 12 miesięcy była oszałamiająca. 2018 miał trudne zadanie by mu dorównać. Jednak byłem wielkim optymistą, bo miało ukazać się wiele nowych dzieł ukochanych artystów.

Najlepsza muzyka z poprzednich lat:

2017

2016

2015

2014

2013

W ostatnim roku wypracowałem sobie świetną metodologię zarządzania nowymi wydawnictwami na Spotify, które wciąż pozostaje moim głównym źródłem odtwarzania muzyki. Dzięki temu, udało mi się, w miarę na bieżąco, śledzić większość interesujących mnie wydawnictw. Zdarzało się oczywiście, że coś mi umknie (do albumu Mogwai dotarłem dopiero 3 miesiące po premierze, i nie mam tu na myśli Morawieckiego), jednak i tak jestem zadowolony ze swojego „bycia na bieżąco”. Duża w tym zasługa grupy na Facebooku, którą założyłem na wiosnę, gdzie często podrzucamy sobie nowości. Wirusy Troyanna to może niezbyt liczne, ale bardzo fajne grono miłośników muzyki. Duże podziękowania należą się Piotrkowi i Mateuszowi, którzy potrafią mnie zaskoczyć czymś zupełnie nowym.

Na koniec 2018 roku, oraz po krótkim przejrzeniu moich zbiorów udało mi się wyselekcjonować 39 godnych uwagi albumów. Jednak, jedynie część z nich to wydawnictwa, które mnie pochłonęły i porwały mą duszę, serce i zmysły. Znacznie mniej niż rok wcześniej, choć podobnie jak w 2017 roku, także tym razem nie jestem wskazać jedynego albumu roku, stawiając jednocześnie na 3 płyty. Pozostała część stawki to wspaniałe dzieła, które potrafiły zająć mi głowę na dłużej niż kilka dni, jednak w ostatecznym rozrachunku nie porwały mnie na tyle.

Uważam jednak, że udało mi się skompletować bardzo dobre, a jednocześnie różnorodne albumy w jedno, naprawdę ciekawe zestawienie.

Gwoli wyjaśnienia, w moim zestawieniu pod uwagę biorę albumy wydane cyfrowo lub analogowo w roku 2018 globalnie – bez konieczności debiutu danej płyty w Polsce (co to za kryterium w dobie cyfrowej dystrybucji?), jak w przypadku mojego podsumowania filmowego. Ponadto, warto zaznaczyć, że to zestawienie czysto subiektywne. Zresztą, nie da się o muzyce dyskutować obiektywnie. Dlatego poniżej znajdziecie albumy z gatunków muzycznych, które mnie interesują: elektronika, gitary, mocniejsze, łagodniejsze. Nie lubię szufladkowania muzyki, więc z pełną świadomością nie mówię o rocku, indie, downtempo czy innych.

Warunek jest jeden: album (musi być to longplay, nie EP-ka, poza kilkoma wyjątkami) musi mi się podobać jako całość, nie wybrane jedynie utwory. Tak też słucham zresztą muzyki, dlatego wszystkie moje playlisty to tak właściwie płyty, nie jakieś mieszanki. Najlepsze płyty to takie, które zostają ze mną na długo po swojej premierze.

Nie przedłużając już bardziej, zapraszam do zestawienia najlepszej muzyki 2018 roku! Kolejność nie jest przypadkowa – lecimy od najsłabszych z najlepszyc, aż do tych najwspanialszych.

Abul Mogard „Above All Dreams”

Jedno z odkryć roku, poznane za sprawą naszej grupy na Facebooku. Mateusz najpierw mnie tym albumem oczarował, a następnie zainspirował, by doświadczyć niezwykłego występu tego tajemniczego artysty na Up To Date Festival.

Słuchaj na Spotify

Kornel Kovács „Metropolis”

Jedyna EP-ka w zestawieniu, nawet miałem ją pominąć, ale jednak poziom muzyczny sprawił, że źle bym się poczuł pomijając te trzy skoczne, bardzo wymyślne i powodujące uśmiech albumy.

Słuchaj na Spotify

SALES „Forever & Ever”

Kiedy już sądziłem, że nowa tego typu muzyka mnie nie ruszy, na fali zachwytu Beach House trafiłem na SALES i zachwyciła mnie ta melodyjna prostota w połączeniu z ciekawym głosem Lauren Morgan.

Słuchaj na Spotify

Moby „Everything Was Beautiful, and Nothing Hurt”

Po prześlicznym „Hotel Ambient” amerykański producent powrócił do swoich bardziej popowych, sennych korzeni i zrobił to nad wyraz dobrze. Album ten jest bardzo bliski klimatowi z „Wait for me”, czyli mojego ukochanego wydawnictwa Moby’ego.

Słuchaj na Spotify

Hydrangea – Osmosis

Rzadko zdarza się, by ktoś w tak piękny sposób łączył downtempo z IDM oraz ambientami, ale Hydrangea robi to przepięknie. Pełny pięknych szmerów, bogactwa dźwięków album.

Słuchaj na Spotify

Head Technician „Profane Architecture”

Jedno z najciekawszych odkryć elektroniki minionego roku. Wspaniałe kompozycje sięgające po zdobycze wielu nurtów elektroniki.

Słuchaj na Spotify

Grabek „Day One”

Ten album w zestawieniu znalazł się trochę po znajomości, bo po kilku przesłuchaniach tuż po premierze zupełnie zapomniałem o „Day One”. Jednak wróciłem sobie do niej na potrzeby obecnego zestawienia i kurczę, to naprawdę piękne dzieło. Wojtek, czekam na kolejne płyty!

Słuchaj na Spotify

Fluxion „Ripple Effect”

Można powiedzieć, że ten rok minął mi na odkrywaniu spokojniejszych dźwięków w świecie elektroniki, bo techno nieco zaczęło nużyć. A odkrywanie dzieł takich jak „Ripple Effect” jedynie mnie zachęcało do eksplorowania podobnych rejonów. Czyste piękno: trochę dubu, trochę downtempo i odrobina jazzu. Mniam.

Słuchaj na Spotify

Sigur Rós „Route One”

Szczerze mówiąc, bardziej liczyłem na pełnoprawne dzieło islandzkiej grupy, jednak eksperymentalny „Route One”, który jest ścieżką dźwiękową napisaną do filmu o podróży zespołu po Islandii to wciąż ciekawa pozycja. Mimo braku śpiewów, perkusji to bardzo ładne i ciekawe kompozycje.

Słuchaj na Spotify

TT „Lovelaws”

Początkowo solowy debiut Theresy Wayman z Warpaint był dla mnie sporym rozczarowaniem. Jednak z każdym kolejnym odsłuchem ulegałem jej głosowi i ostatecznie naprawdę polubiłem ten smętny, rozmyty pejzaż dźwięków. Poza tym, do Theresy mam zwyczajnie słabość.

Słuchaj na Spotify

KLIMT „Dear Sirens”

Jeden z ciekawszych debiutów 2018 roku. Bardzo ciekawy, kobiecy głos połączony z wybujałymi dźwiękami syntezatorów i klasycznych instrumentów, a wszystko skąpane w rozmarzonej stylistyce.

Słuchaj na Spotify

Rival Consoles „Persona”

Ależ mną ten album zakręcił w pewnym momencie! Niby nic odkrywczego, ot melodyjna elektronika, ale jest w niej pewna głębia, która wciąga. „Untravel” to jedna z najładniejszych rzeczy, jakie usłyszałem w minionym roku.

Słuchaj na Spotify

Answer Code Request „Gens”

Jeden z moich ulubionych producentów techno wjechał w zupełnie inne obszary elektroniki z taką gracją, że byłem poważnie w szoku. A na „Gens” zaprezentował swoją wirtuozerię na wielu płaszczyznach gatunkowych. Wspaniałe dzieło.

Słuchaj na Spotify

Hillary Woods „Colt”

Kolejny bardzo ciekawy debiut z pięknym kobiecym głosem jako znakiem rozpoznawczym.

Słuchaj na Spotify

Lorn „REMNANT”

Lorn to od wielu lat jeden z doskonalszych producentów elektroniki, a najnowszym albumem jedynie potwierdził swój kunszt w tworzeniu połamanych spirali dźwięków. „REMNANT” to ciekawa podróż po wielu zakamarkach umysłu.

Słuchaj na Spotify

Robag Wruhme „Wuzzelbud FF”

No mam słabość do pana dziadka Robaga, bo sympatyczna postać w świecie elektroniki, ale nie można też nie docenić jego twórczości. Charakterystyczny styl, charakterystyczne melodie i zagrywki produkcyjne. Niby nic nowego, ale wciąż działa znakomicie.

Słuchaj na Spotify

Space Afrika „Somewhere Decent to Live”

Dub pomieszany z ambientami w bardzo przyjemny i ciekawy sposób. Na dłuższą metę jest to może bardzo jednostajny album, jednak jeśli potrzebujesz zanurzyć się w spokoju na nieco ponad pół godziny to właśnie ten album wydaje się być odpowiednim wyborem.

Słuchaj na Spotify

Julian Winding „Foreplay”

Niby nic nadzwyczajnego, a wpada w ucho i nóżki, które aż same noszą się do tańca. Zwłaszcza, kiedy w finale typek wjeżdża w klasyczne, ostre electro.

Słuchaj na Spotify

Suuns „Felt”

Nie spodziewałem się, że ten album trafi do mojego zestawienia, ale za umiejętne rozpalenie wspomnień sprzed lat, kiedy Suuns byli wielkim odkryciem, postanowiłem docenić ten całkiem niezły album. Warto dać mu szansę, nawet jeśli początkowo odrzuci.

Słuchaj na Spotify

Actress, London Contemporary Orchestra „LAGEOS”

Czasem łączenie muzyki klasycznej z elektroniką to nieudane eksperymenty, które nie są na dłuższą metę do wytrzymania. I tak początkowo może być z zapisem kooperacji Actress i londyńskiej orkiestry. To jednak naprawdę przemyślane, pyszne dzieło.

Słuchaj na Spotify

Hammock „Universalis”

No co tu dużo się rozpisywać, kolejny piękny, ambientowy album, który w minionym roku dawał mi spokój. Miewa mocniejsze fragmenty nawiązujące mocniej do post-rocka, ale generalnie jest bardzo ładnym zestawem harmonijnych, kojących brzmień.

Słuchaj na Spotify

Ólafur Arnalds „re:member”

Nigdy jakimś wielkim fanem tego pana nie byłem, jednak jego najnowsze dzieło jakoś mnie zdobyło.

Słuchaj na Spotify

Yves Tumor „Safe In The Hands of Love”

Płyta, z którą miałem spory problem. Z jednej strony, nie do końca moja muzyka, z drugiej jednak naprawdę oryginalne kompozycje. Ostatecznie przekonałem się do albumu po występie Tumora na Avant Art Festival.

Słuchaj na Spotify

Tim Hecker „Konoyo”

Hecker jest jedyny w swoim rodzaju i choć zabrakło mi na jego nowym albumie czegoś wyjątkowego i magicznego, tak nie potrafiłem nie docenić tych skomplikowanych konstrukcji dźwiękowych.

Słuchaj na Spotify

Karolina Rec, Resina „Traces”

Ten album jest chyba kwintesencją brzmień, których szukałem w tym roku: kobiecy głos, melancholijne skrzypce, zmysłowa wiolonczela, a do tego ciekawa elektronika. Spokój zmieszany z niepokojem. Daje do myślenia.

Słuchaj na Spotify

SHALT „Seraphim”

Podoba mi się bezczelność tego materiału. Bez kompleksów robi rzeczy, które momentami nie mają sensu i powinny denerwować swoim brzmieniem, ale idealnie się komponują w ciekawą, energiczną całość.

Słuchaj na Spotify

Nanook Of The North

W poprzednim zestawieniu znalazły się albumy Stefana Wesołowskiego oraz Hatti Vatti, więc kiedy ci dwaj polscy artyści wypuścili wspólne dzieło, to wiedziałem, że nie pominę go w tegorocznym podsumowaniu. Mimo wielkiego chłodu wiejącego z tej płyty jest w nim wiele ciepła i maestrii.

Słuchaj na Spotify

Interpol „Marauder”

Trochę jestem rozczarowany tym albumem, jednak, kurczę, to wciąż Interpol. A ja wciąż mam ogromną słabość do ich muzyki.

Słuchaj na Spotify

Low „Double Negative”

Najbardziej eksperymentalny album zespołu świętującego ćwierćwiecze istnienia. Do swojego klasycznego repertuaru dodano mnóstwo elektronicznych, ambientowych dodatków i wyszło to nad wyraz dobrze.

Słuchaj na Spotify

Objekt „Cocoon Crush”

Jeden z najbardziej porypanych i połamanych albumów tego roku, który mimo całej swojej psychozy, porzucaniu schematów, jest jednocześnie zestawem naprawdę ciekawych produkcji.

Słuchaj na Spotify

Vril „Anima Mundi”

Kolejny dowód na to jak wspaniałą muzykę mogą robić producenci techno, kiedy wyjdą poza techno. Jedna z piękniejszych niespodzianek ostatnich miesięcy.

Słuchaj na Spotify

Giorgio Gigli, Bichord „In The Meantime”

Miałem ogromne obawy co wyjdzie z tej kolaboracji. Okazało się jednak, że Giorgio Gigli robi nie tylko najlepsze techno, ale i potrafi tworzyć równie piękne i kompletne dzieła w innych nurtach. A do tego ciekawy głos Katy Blue i mamy piękne dzieło.

Słuchaj na Spotify

Skee Mask „Compro”

Podobnie jak powyżej, artysta mocno związany ze sceną techno wchodzi w zupełnie inny nurt tworząc coś niesamowicie świeżego, odważnego i zwyczajnie pięknego.

Słuchaj na Spotify

The Field „Infinite Moment”

Z The Field po wielu latach mojej miłości do jego twórczości mam już niemal jak z Burialem – niby wciąż to samo, ale wciąż jakby lepiej i piękniej. Rok bez albumu The Field do rok bez sensu.

Słuchaj na Spotify

Mogwai „KIN”

Album, który przeoczyłem w dniu premiery, a kiedy wreszcie do niego dotarłem w listopadzie to nie dawał mi spokoju. Energiczny i spokojny jednocześnie. Świeży i archaiczny. Aż mi powróciła miłość do post rocka.

Słuchaj na Spotify

Inigo Kennedy „Strata”

Jego muzyka to zawsze więcej niż techno. Mocne, mechaniczne dźwięki łączy z melodyjnymi sekwencjami i mnóstwem poezji. Na „Strata” brytyjski producent dał prawdziwy popis swojego kunsztu tworząc dzieło właściwie kompletne.

Słuchaj na Spotify

Trzy najlepsze płyty 2018 roku

Czas na najważniejsze albumy, takie, do których wracać będę regularnie przez wiele lat, które sprawiły, że wspominając jeżdżenie na rowerze latem będę miał w głowie dźwięki tych cudownych kompozycji.

Jon Hopkins „Singularity”

Jon Hopkins to geniusz. Czy muszę pisać coś jeszcze? Wypadałoby, a więc Brytyjczyk stworzył godnego następcę „Immunity”. Długo kazał na siebie czekać, ale poziom tej płyty wynagrodził oczekiwanie.

Słuchaj na Spotify

DJ Koze „Knock Knock”

Kurczę, zawsze lubiłem twórczość założyciela Pampa Records, z jego charakterystycznym stylem. Ale nigdy bym nie podejrzewał, że stworzy on album, który zawładnie moimi zmysłami na tak wiele tygodni, a nawet miesięcy. Różnorodność, plejada gwiazd z gościnnym występem (Mano Le Tough, Roisin Murphy, Sophia Kennedy), która jednocześnie jest w pewien sposób spójna z kapitalnym wręcz finałem w postaci „Seeing Aliens” i wyciszającym „Drone Me Up, Flashy” tworzącym piękne zamknięcie kompletnego dzieła. Produkcyjny majstersztyk.

Słuchaj na Spotify

Beach House „7”

Zawsze darzyłem twórczość amerykańskiego duetu wielką sympatią, lecz nigdy bym nie spodziewał się, że to ich album tak bardzo będę w stanie pokochać. To też zasługa tego, że Beach House na nowym albumie mocno rozwinęli muzyczną warstwę swojego stylu. Bogatszy, pełniejszy, pięknie płynący materiał.

Słuchaj na Spotify

Podsumowanie

Ufff, dobrnęliśmy do końca! Uważam, że udało mi się zebrać bardzo ładne zestawienie, w którym mamy przekrój wielu różnych muzycznych gatunków i każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Zauważyłem jednak u siebie pewną tendencję – w tym roku chyba byłem bardzo podatny zmysłowo na ambientowe produkcje, spokojne, delikatne, ale jednak bogate. Nie wiem z czego to może wynikać, może z tego, że poprzedni rok był dla mnie też okresem stabilizacji emocjonalnej i właśnie takie dźwięki najlepiej na to wpływały?

Na co również warto zwrócić uwagę to ciekawy trend w projektach okładek. Już w poprzednim roku zwracałem uwagę na coraz więcej prawdziwych dzieł sztuki graficznej. Zauważone wówczas przeze mnie trendy (zabawy formą, dziwnie połamane twarze, martwa natura) są wciąż mocno wyraźne, natomiast dostrzegam coś jeszcze. Coraz częściej artyści rezygnują z napisów na okładkach – brak tytułu płyty, a nawet danego wykonawcy można dostrzec na płytach Skee Mask, Beach House, Low, Objekt, Lorn i wielu innych z samego mojego zestawienia.

Uważam, że 2018 rok był całkiem niezły, o czym świadczyć może liczba albumów umieszczonych w tym podsumowaniu – aż 40 godnych uwagi produkcji. To także rok, w którym słuchałem najwięcej muzyki od 2013 roku, co uważam za swój ogromny sukces. Niemniej jednak, po doskonałym roku wcześniejszym mam pewien niedosyt. I bardzo chcę, by obecny już rok 2019 był jednak nieco lepszy. Czego sobie i wam życzę!

A na koniec kilka danych zaczerpniętych z zestawień Spotify (czyli algorytmy, czyli w sumie nuda) oraz Last.fm, który pozostaje dla mnie najważniejszym zbiorowiskiem danych o mojej muzyce.