Największe filmowe rozczarowania 2017 roku

Kończący się właśnie rok był w świecie kina szczególny. Zanim jednak przygotuję klasyczne zestawienie moich ulubionych produkcji minionych miesięcy, czas na te, które nieprzyjemnie zaskoczyły.

Oczywiście rok się jeszcze nie zakończył, w tych kilka dni mam zamiar nadrobić kilka produkcji, które nie trafiły do polskiej dystrybucji kinowej, a mają naprawdę dobre recenzje w zachodnich mediach i duże szanse na zgarnięcie paru statuetek na nadchodzących galach („Wind River” Sheridana, „Detroit” Bigelow czy „Logan Lucky” Soderbergha). I choć jest szansa, że i one mnie rozczarują (wszystko jest możliwe), tak jednak mieliśmy w tym roku już kilka produkcji, które okazały się produkcjami znacznie poniżej moich oczekiwań.

No właśnie, jakie filmy biorę pod uwagę przygotowując to zestawienie? Mam dwie główne wytyczne.

  1. Film miał polską premierę w 2017 roku. Polscy dystrybutorzy często serwują nam wybrane produkcje z zamierzonym opóźnieniem (większość filmów wysoko notowanych do najbliższych Oscarów dopiero trafi do polskich kin w styczniu i lutym), więc nie mogę brać ich jeszcze pod uwagę. Zresztą, jeden film, który na poniższej liście się znajduje miał swoją premierę na zachodzie jeszcze w 2016 roku.
  2. Rozczarowanie. To coś, co ciężko zdefiniować i skalkulować jakąkolwiek skalą. No bo czy „Liga Sprawiedliwości” mnie rozczarowała, skoro i tak nie miałem wobec niej wysokich oczekiwań? Czy kolejna odsłona serii „Transformers„, której i tak nie lubię mogła mnie rozczarować? No niezbyt. Dlatego poniższa lista zawiera filmy, które przed premierą rozbudzały moje zainteresowanie i dawały przesłanki do tego, by były co najmniej niezłe.

Skoro ustalenie pewnych zasad mamy już za sobą, czas przejść do właściwej listy. Na tę chwilę obejrzałem w 2017 roku 90 filmów. Choć nie wszystkie z nich były produkcjami z tego roku – serwowałem sobie dużo nadrabiania klasyki. Z tej puli wytypowałem 5 filmów, które mnie szczególnie rozczarowały.

5. Mumia

Nie wiedzieć czemu, ale bardzo liczyłem na to, że ten film się uda. Plany studia Universal, by stworzyć filmowe uniwersum z klasycznymi potworami, jak mumia czy Frankenstein wydawało się nader ciekawe. Niestety, „Mumia” okazała się fatalnym klopsem nie tyle pozbawionym sensu (hej, mamy tu mumię!), co spójności w fabule. Nie było w tym filmie niczego porywającego. Krytyka „Mumię” zmiażdżyła i choć film zarobił globalnie całkiem niezłe pieniądze – 409 milionów dolarów – to w listopadzie z projektu pod tytułem „Dark Universe” wypisało się kilku kluczowych producentów, a to stawia rozwój serii pod znakiem zapytania.

Przeczytaj moją recenzję

4. Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Luc Besson od wielu lat próbuje nawiązać do swoich dawnych lat („Leon Zawodowiec” czy „Piąty Element”), jednak wychodzi mu jedynie gorzej. „Valerian” był jednocześnie najdroższym filmem wyprodukowanym w Europie w historii (177 milionów dolarów), ale… Nie było tego zupełnie widać. Film wypełniony kilkoma zgrabnymi pomysłami zepsutymi na etapie realizacji z naprawdę nieudanym CGI. Finansowa wtopa, artystyczne rozczarowanie i zapewne ostatnia tak wielka produkcja zasłużonego dla europejskiego kina Bessona.

Przeczytaj moją recenzję

3. John Wick 2

Choć w kwestii kontynuacji tego filmu zemsty widzowie i krytycy byli generalnie optymistycznie zgodni, tak dla mnie ten film nie dorównał glorii swojego pierwowzoru. I choć jest to wciąż bardzo dobre kino ze świetnymi sekwencjami akcji, tak brak motywu w postaci pomszczenia swojego pupila sprawia, że niknie gdzieś cały ładunek emocjonalny, który towarzyszył w trakcie seansu pierwszej części. Nie przeszkadzało to krytykom (89% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes), jak i publice, która pozwoliła filmowi zarobić duże pieniądze i zwrócić się z nawiązką. Nic dziwnego, że powstanie kontynuacja.

Przeczytaj moją recenzję

2. Mroczna Wieża

Na papierze ten film miał wszystko, by osiągnąć sukces – dobrą obsadę (McCounaghey!), ciekawy świat do przedstawienia (King!), odpowiedni budżet na realizację nowego uniwersum (60 milionów). Nie wiedzieć czemu film okazał się bardzo krótki (93 minuty), przez co tak ciekawy świat nie został przedstawiony w sposób odpowiedni. Ba, widz jest w niego wprowadzany w tak nieudolny sposób, fabuła mknie do przodu nie tłumacząc specyfiki uniwersum, że ciężko było się w tym wszystkim połapać. Niespójność, dziury fabularne – to zabiło film, który miał być pięknym otwarciem serii adaptacji książek Kinga.

Przeczytaj moją recenzję

1. Assasin’s Creed

 

DF-01042 – Through a revolutionary technology that unlocks his genetic memories, Callum Lynch (Michael Fassbender) experiences the adventures of his ancestor, Aguilar, in 15th Century Spain with Maria (Ariane Labed). Photo Credit: Kerry Brown.

Produkcja, na którą czekałem od wielu miesięcy. Ekranizacja jednej z ukochanych serii gier komputerowych. Jednak już zwiastuny wzbudziły moją czujność, by nie mieć zbyt wysokich oczekiwań wobec „Kreda Asasynów”. Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza, zresztą… Szkoda strzępić ryja i klawiatury na to „dzieło”. Całą swoją niechęć przelałem już w recenzji i nie chcę wracać do tego traumatycznego doświadczenia.

Obejrzyj moją recenzję

Nie były to oczywiście wszystkie kiepskie filmy, które trafiły do kin w kończącym się roku. Sęk w tym, że nie wobec wszystkich gorszych produkcji miałem większe oczekiwania. No bo czy można było mieć jakiekolwiek nadzieje wobec „Ligi Sprawiedliwości” wiedząc jak wielki burdel panuje w DC i Warner Bros.? No nie bardzo. Serii „Transformers” nie lubię niemal od początku, więc zaskoczony jestem tym, że w ogóle poszedłem na najnowszą odsłonę do kina. Jednak mieliśmy otrzymać nowatorskie wykorzystanie technologii 3D w IMAX no i… Wyszło słabo. Terrence Mallick dał światu „Song to Song„, czyli produkcję bardzo dziwną, ale chyba nie słabą. Czy ktoś wierzył w ogóle w powodzenie projektu „Alien: Przymierze„? Ja nie, stąd jego niezbyt powalający poziom nie był dla mnie specjalnym zaskoczeniem. Wreszcie, „Ostatni Jedi„, choć pod wieloma względami rozczarowujący, to jednak ma w sobie dużo dobrych elementów i ciężko rozpatrywać go w gronie wyżej wymienionych produkcji.

Generalnie, niewiele było w tym roku filmów, które zaskoczyły mnie negatywnie, a wręcz zdenerwowały swoim kiepskim poziomem (udało się właściwie jedynie „Assasin’s Creed”). Na niemal sto filmów, które obejrzałem w tym roku to przecież tylko pięć pozycji, więc całkiem przyzwoity wynik. A jak to wyszło u was? Czym rozczarowaliście się najbardziej?

Photo by Julien Andrieux on Unsplash