O techno, Spotify oraz hip hopie – wywiad z HV/NOON

Audioriver 2015 pozostaje już jedynie pięknym wspomnieniem. Dzisiaj jednak wracamy do lipcowego weekendu w Płocku za sprawą wywiadu z autorami projektu HV/NOON, z którymi miałem przyjemność rozmawiać przed ich występem.

HV/NOON to projekt Piotrka Kalińskiego znanego pod pseudonimem Hatti Vatti oraz Mikołaja Bugajaka, który od wielu lat pracuje na uznanie jako NOON. W minionym roku wydali jeden z ciekawszych albumów na polskim rynku, łącząc wspólne doświadczenia i inspiracje.

Już samo połączenie obu twórców zapowiadało coś porywającego, ponieważ Kaliński od lat bardziej związany jest z muzyką rockową (zespół Gówno oraz solowa działalność elektroniczna), zaś NOON’a wielu przedstawiać nie trzeba – to jeden z najwybitniejszych producentów hip hopu w Polsce. Efekt wyszedł znakomicie, a obaj panowie przyjechali do Płocka pokazać swoją niecodzienną twórczość obok zagranicznych świat muzyki elektronicznej.

Na chwilę przed występem udało mi się zamienić z HV/NOON kilka słów.

Podobno nie przepadacie za muzyką techno, która tutaj w Płocku dominuje. Nie czujecie się z tym dziwnie?

Kaliński: To są bardziej moje słowa, bo chociaż jest dużo dobrej muzyki techno, to miałem bardziej na myśli zalewającą nas bezwiedną modę na ten gatunek. Audioriver nie jest festiwalem techno, byliśmy tu świadkami doskonałych koncertów artystów związanych z innymi gatunkami, jak choćby Trentemoller rok temu.

Bugajak: Ja nie mam nic do techno.

Interesuję się również tym jak Internet zmienia rynek muzyczny. Od kilku lat rozwijają się serwisy strumieniowania muzyki, jak Spotify czy od niedawna Apple Music. Korzystacie jako odbiorcy z tych usług?

Kaliński: Nie. Raz skorzystałem, by zobaczyć trochę jak to działa. Ale niespecjalnie mi się to podoba, kocham płyty i wolę je kupować i patrzyć się na nie gdy leżą na półce. Streaming ma też kolejną dużą wadę – słabą jakość muzyki. Rzeczy z Soundclouda brzmią jak gówno. To boli zwłaszcza kiedy publikujesz własne rzeczy i potem musisz tego słuchać. Moja solowoa płyta jest na Spotify, ale tylko dlatego, że w wersji fizycznej wyprzedał się cały nakład, więc już na tym albumie nie zarobię, a były prośby o właśnie takie udostępnienie – więc jest to ukłon w stronę publiczności. Może nie jest to do końca logiczne, ale skoro ludzie mogą korzystać za darmo, to niech sobie korzystają – podobnie mam z YouTube. Wolę płyty, lubię okładki, albumy są tanie jak barszcz. Ba, nigdy nie były tak tanie, gdyż można je kupić za 20 złotych. Trochę nie rozumiem kierunku, w którym idzie rynek muzyczny, także polski, mimo, że nie jestem dinozaurem – mam 30 lat.

Bugajak: Streaming mnie nie przekonuje. Jako osoba, która prowadzi wytwórnię stosuję bana na takie aplikacje. Moim zdaniem ten sposób dystrybucji muzyki jest totalnie nieuczciwy – jedyną stroną, która zarabia na streamingu jest serwis oferujący tę usługę. Poza tym to absolutnie rozcieńcza wartość tego, co sprzedajesz, czyli muzyki. Jeśli masz dostęp do całej muzyki za 10 dolarów, to jaką masz motywację, by kupić fizyczny album za tę samą kwotę? Mojej muzyki nigdy tam nie było. Obecnie wielu artystów zaczyna się od streamingu odwracać, zorientowali się, że jest to nieuczciwa praktyka. Za miliony odtworzeń swoich dzieł dostają 5 dolarów i nagle są zszokowani. Jeśli mi się jakaś muzyka podoba to najczęściej kupuję całą płytę, albo czasem pojedynczy plik w iTunes. Jedyny uczciwy serwis to tak naprawdę Bandcamp i jego trzymam się od wielu lat.

Ale nie uważacie, że to negowanie rzeczywistości, która nastała? Ciężko walczyć z liczbami, tanim dostępem i udogodnieniami dla użytkowników.

Bugajak: Kilka dni temu miałem taką refleksję, że już zupełnie się tym nie interesuję. Ta dyskusja wraca co jakiś czas. Ja mam to gdzieś, robię swoje, wydaję muzykę i ktoś ją kupuje albo nie. A moje płyty dalej się sprzedają bardzo dobrze, również te stare. Uważam, że kompakt, skazany na śmierć jakiś czas temu, radzi sobie dobrze. Winyle sprzedają się całkiem nieźle – kolejki w tłoczniach są tak wielkie, że by wydać płytę trzeba to planować pół roku wcześniej. Moja muzyka jest na YouTube i Bandcamp, gdzie jest dostępna dla każdego za darmo i co rzadkie bez reklam. Dużo osób słucha muzyki na YouTube, a ponadto w prosty sposób mogą się nią dzielić i komentować. Fajne jest to, że jest teraz na rynku tak duża różnorodność dystrybucji muzyki. Można się na tę całą sytuację wkurzać, można wiecznie dyskutować, a można po prostu robić swoje.

Kaliński: Wydaje mi się, że Spotify używają w dużej większości ludzie, którzy płyt i tak by nie kupowali. Widzę dużą różnice pomiędzy słuchaniem muzyki na Spotify z głośniczków laptopa, a całym „nabożeństwem” słuchania i oglądania płyt w formie kompaktu czy winyli.

Podsumowując, na Spotify nie zarobiliście ani grosza?

Kaliński: Na Spotify nie da się zarobić.

Teoretycznie da się: serwis od każdego odtworzenia odprowadza do wytwórni pewną kwotę.

Bugajak: To są dziesiątki centów, albo mniej. Analogicznie można porównać streaming do opłaty za abonament sieci kablowej. Masz również dostęp do wszystkiego, ale nadawca musi wykupić prawa i opłacić tantiemy. Tutaj nie musi nic. To cwaniactwo.

Kaliński: Pewnie równowartość jednego krążka. To nie ma sensu.

A z YouTube?

Bugajak: Jeśli monetyzujesz swój kanał na YouTube to bywa to niezły biznes, ale najbardziej opłacalne jest to dla dużych wytwórni. Najlepiej w Polsce robi to PROSTO, które ma dużo muzyki, artystów, subskrypcji, odsłon i solidne z tego zyski. To inny świat, w którym nie uczestniczę.

Zmieńmy nieco temat. Jak ma się hip hop w Polsce? Obecnie najgłośniej jest o Gangu Albanii.

Kaliński: To nie jest hip hop.

Bugajak: W tym przemyśle jest muzyka i rozrywka, a Gang Albanii to typowy przykład właśnie rozrywki.

Na szczyt popularności wspina się także obecnie Taco Hemingway. Co o nim sądzicie?

Bugajak: Niewiele mogę powiedzieć na ten temat. Wiem, że to jest teraz modne. Ściągnąłem sobie, skoro było za darmo, dotarłem do trzeciego kawałka. Hipsterski hip hop czyli coś czego o dziwo dotąd nie było. Bo nie jest to muzyka dla hip hopowców. Mnie to w ogóle nie interesuje, koleś ma w porządku teksty, jest w porywach średnim raperem natomiast rozumiem fenomen.

Kaliński: Słyszałem tę płytę, widziałem kawałek koncertu. Mojej mamie się podobał utwór o metrze, widziałem jak słuchała tego w radio. Ewidentnie jest to coś nowego, a oryginalność zawsze się powinno cenić. Jest to wdzięczny wykonawca, ale muzycznie mnie nie powala.

Bugajak: Ale to nic złego, to wynika z problemu hip hopu z ciągłym brakiem dużych osobowości. Dziś przejeżdżałem przez Płock, widziałem plakat jakiegoś festiwalu hip hopowego i headlinerami byli ci sami ludzie którzy tę rolę pełnili piętnaście lat temu: Eldo, O.S.T.R, Tede…

Kaliński: Wracamy do tego, o czym Mikołaj już mówił, rozmowa o Taco może być bardziej socjologiczna niż muzyczna. To jest ciekawe, że patrząc po popularności płyt i koncertów jest on głosem obecnego wielkomiejskiego pokolenia lat dwadzieścia kilka. To nie jest zgrywka z hip hopu, to jest trochę nowe wcielenie.

Ok, nie zabieram więcej czasu, zaraz widzimy się pod sceną, dzięki za rozmowę

HV/NOON: Dzięki!

Był to pierwszy wywiad w historii WixMaga, i to od razu z artystami dużego kalibru. Pracuję nad tym, by kolejne były na równie dobrym poziomie. A te już wkrótce!