„Techno jeszcze nigdy nie było tak modne” – wywiad z Angelo Mike

Długi weekend pozwolił mi wreszcie przysiąść do spisania długiego i ciekawego wywiadu przeprowadzonego w trakcie festiwalu Audioriver 2017. A moim rozmówcą był, nie byle kto, sam Angelo Mike.

Domyślam się, że wielu z was może tej postaci nie poznawać. Jeśli więc nie skorzystaliście jeszcze z Google czy Wikipedii, to mój gość zasługuje na odpowiednie wprowadzenie.

Za funkcjonującym już w Polsce ponad 20 lat pseudonimem Angelo Mike kryje się Jarek Czechowski, dj, producent, promotor, organizator imprez, dawniej jedno z najgorętszych nazwisk muzyki elektronicznej w Polsce. Czytelnicy magazynu Laif wielokrotnie wybierali go najlepszym DJ’em w Polsce na początku XXI wieku. Posiada ogromną wiedzę nie tylko o muzyce elektronicznej, ale i szerzej, zgromadził dużą kolekcję płyt winylowych. Dla wielu Angelo Mike jest wspomnieniem minionej młodości, dla nowicjuszy pozostając w dużej większości anonimowym, co powoli też ulega zmianie. I całe szczęście. To także jedna z głównych postaci pewnego dokumentu z 2002 roku, który w ciekawy sposób prezentuje scenę techno z początku XXI wieku:

Z Jarkiem miałem możliwość porozmawiać wraz z Krzyśkiem Doboszem (KD3) w trakcie ostatniej edycji festiwalu Audioriver w Płocku (relacja tutaj). Przyznam, że byłem mocno zdenerwowany przed spotkaniem z legendą. Jak się okazało, całkiem niepotrzebnie, bo Angelo Mike to znakomity rozmówca, który nie odpowiada jedynie zdawkowo, a słucha się go z przyjemnością.

Troyann: Do dziś pamiętam jak zamykałeś dwa i pół roku temu legendarną, dawną lokalizację 1500m2. Wtedy pierwszy raz miałem okazję Cię podziwiać, nie wiedząc jeszcze jak ważną postacią dla polskiej sceny jesteś. Techno stało się modne, przyciąga coraz więcej młodych osób, ale one Ciebie nie znają. Nie marzy Ci się powrót do dawnego blasku?

Angelo Mike: Każdemu artyście się to marzy! Ale nie zawsze można sobie na to pozwolić. Ja jestem teraz na fajnym etapie powrotu do tego świata. Często gram na Smolnej i w innych miejscach w Polsce, teraz także na Audioriver. Jestem już jednak na tyle dorosły, że swój czas muszę dzielić pomiędzy granie, a normalne życie. Nie mogę być już teraz wyłącznie artystą.

Mało kto może sobie na to pozwolić.

No właśnie, to jest uwarunkowane naszą polską rzeczywistością, która dopiero w tej chwili zaczyna pozwalać młodym polskim artystom skupić się na tym i robić to zawodowo. Moje pokolenie, czy też rzeczywistość, która nas otaczała do niedawna na to nie pozwalała. Trzeba było znaleźć sobie inne zajęcie, które pozwoli DJ’owi żyć.

Jak choćby kiełby? (Angelo Mike prowadzi biznes gastronomiczny, „Kiełba” – dop. Troyann)

Dokładnie, Kiełba czy też powrót do organizacji eventów. To daje mi środki do życia, co pozwala swobodnie zajmować się muzyką w aspekcie dj’owania i jej produkcji. Zobaczymy co przyniesie przyszłość, nie chciałbym teraz ferować wyroków, ale wszystko wygląda dobrze.

Fot. Tomasz Kamiński / Sfinks700

Czytając masę Twoich wywiadów wielokrotnie wspominałeś o swoich aspiracjach w zakresie produkcji muzyki. Jak wygląda ta sfera Twojego hobby w tej chwili?

Powróciłem do działania. Pewne rzeczy są już gotowe. W ogóle, to dość zabawna sytuacja. Gdy przerwałem proces produkcyjny to miałem gotowych kilkanaście utworów, które wymagały jedynie jakiegoś dopieszczenia. Jedne są lepsze, drugie są gorsze, ale wracając do nich po jakimś czasie okazało się, że są naprawdę warte dopracowania. I tym się w tej chwili zajmuję. Nie mogę powiedzieć kiedy to będzie gotowe, co nie zmienia faktu, że to się dzieje. Daję sobie czas, na szczęście nie muszę się spieszyć, nie mam żadnej presji, by osiągnąć za dwa lata status supergwiazdy. To ciśnienie w poprzednich latach spowodowało, że dążyłem do absolutnej perfekcji. Mam wiele utworów, które teraz uznaję za dobre, a dawniej chowałem je do szuflady. To był zresztą mój częsty błąd – mając wiele dobrego materiału, cały czas wrzucałem go do szuflady, bo nie byłem zadowolony ze swoich postępów. Ale po upływie czasu już wiem co z tym wszystkim zrobić.

Działając w środowisku już ponad dwie dekady widziałeś na pewno dziesiątki klubów, które powstawały i znikały z krajobrazu klubowego Polski. Gdybyś mógł przywrócić do życia jeden z nich – który by to był?

To byłby na pewno W5 w Warszawie. Darzę to miejsce największym sentymentem, bowiem przygarnęło mnie pod swoje skrzydła tuż po mojej przeprowadzce do Warszawy. Spędziliśmy tam masę fajnego, okraszonego tysiącem zajebistych sytuacji czasu. Z W5 jestem bardzo mocno związany sentymentalnie. Oczywiście, po drodze była masa świetnych miejsc, w których czułem się doskonale, choćby legendarna Piekarnia. Jednak to W5 było miejscem stworzonym przez dziewczyny z Groove Control, gdzie my, nasze pokolenie, czuliśmy się jak w domu.

Czy kiedykolwiek, jak obserwujesz ten świat muzyki, techno było tak modne jak obecnie?

Nie, nigdy. Był taki moment w latach około 2001-2002, kiedy był ogromny boom na techno i house, było wtedy spore zamieszanie. Natomiast wtedy scena w Polsce nie była jeszcze na tyle profesjonalna, ani gotowa, by można było sobie z tym poradzić. To też doprowadziło później do lekkiego regresu tej sceny. Teraz sytuacja jest nieco inna, techno jest modne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Ale u nas wreszcie stoją za tym ludzie doświadczeni, tacy jak ja. Ludzie wiedzący jak to działa, wiedzący jak poprowadzić zarówno imprezy, jak i scenę czy młodych artystów w sposób bardzo profesjonalny. To zaś przyczynia się do dalszego rozwoju. Obecnie wszyscy, a zwłaszcza DJ’e, mają lepszy start, większe możliwości i szanse. Mogą skupić się na muzyce a nie na tysiącu innych spraw, które nam dawniej towarzyszyły i nas rozpraszały. To zaś dobrze rokuje na przyszłość sceny techno czy elektronicznej w ogóle.

Wielokrotnie w swojej karierze punktowałeś komercjalizację muzyki techno, teraz mamy modę i komercję, więc co o tym sądzisz?

Ja jestem bardzo, ale to bardzo zadowolony sytuacją, do której w Polsce się nieco przyczyniłem wraz z wieloma innymi artystami. Mianowicie, mówić o komercjalizacji sceny w sposób pejoratywny można gdyby muzyka była zła. Problem polega na tym, kiedy zaczynasz robić coś sztucznie, tandetnie, tylko po to, by przypodobać się publiczności. To jest zły wpływ komercji na scenę. To równoznaczne z tym, co dzieje się w popie czy disco polo. To, że scena muzyki elektronicznej rośnie, tłumy ludzi są jej częścią, jest wyłącznie dobrym znakiem. Dopóki nie będzie zatracała swojej tożsamości muzycznej wszystko będzie dobrze. Są gwiazdy komercyjne, typu Carl Cox, Adam Beyer, Paul Kalkbrenner, Maceo Plex, które bardzo dobrze się sprzedają, ściągają na swoje imprezy tysiące ludzi, mają profesjonalny management, ułożony biznes, ale grają dobrą, niekomercyjną muzykę. To nie jest złe, a wręcz bardzo dobre. Ja, jako promotor, się cieszę, że nawet robiąc niedawno Lost Pool z zestawem polskich artystów mieliśmy tam masę ludzi. To pokazuje, że doprowadziliśmy tę scenę do dobrego poziomu. Jestem tym zachwycony.

Ty odnosiłeś dawniej wielkie sukcesy nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Czy widzisz obecnie na polskiej scenie kogoś, kto ma szansę osiągnąć podobny status i choćby zagrać na niemieckim Maydayu?

Obserwując obecnie młodych DJ’ów jestem podoba mi się sposób grania wielu z nich. Na przykład Truant – gość, który potrafi naprawdę dobrze grać, ostatnio zagraliśmy back 2 back i było rewelacyjnie. Bardzo dobre wrażenie robi na mnie Dtekk. Zdecydowanie należało mu się pierwsze miejsce w rankingu Muno.pl, daje radę, dobrze podana i przemyślana muzyka, zachowuje swoją naturalną tożsamość. Anja Kraft gra bardzo ciekawie – niezłe hipnotyczne techno. Ona jest dla mnie swego rodzaju odkryciem i lubię jej słuchać. Jest jeszcze nasza rodzima perełka, Deas, który z całego tego grona jest najbliżej sceny międzynarodowej, ze swoimi produkcjami, ze swoją determinacją i sposobem grania. Oni wszyscy, chyba poza Dtekkiem, zajmują się produkcją. Ale on jest też promotorem – festiwal Up To Date, imprezy Technosoul. Jest nieco w sytuacji, w której byłem  i jestem – angażując się w organizację imprez nie masz czasu, żeby spędzać wielu godzin na produkcję muzyki. To droga wyboru, którą każdy musi obrać. Nie można być każdym. Jest naprawdę spora grupa ludzi, którzy robią fajne rzeczy, które są na poziomie światowym. Wydaje mi się kwestią czasu, nim zostaną wydawani przez duże labele. Dawniej nie było u nas produkowanej tak dużo dobrej muzyki, by się przebijała na zachodzie, ale to szybko się zmienia.

A jaka jest kondycja projektu Sentence w chwili obecnej? (Projekt założony przez Angelo Mike’a w 2010 roku do wydawania i promowania muzyki oraz organizacji imprez – dop. Troyann)

W tej chwili już właściwie nie funkcjonuje, to trzeba sobie jasno powiedzieć. My mamy obecnie inny projekt eventowy – Warehouse, który rozwijamy i który, mam nadzieję, urośnie do zadowalających mnie i publikę rozmiarów. To jest fajna sprawa, że łączymy młodość i doświadczenie, w składzie mamy naprawdę fajnych ludzi i myślę, że możemy sporo zamieszać na rynku.

Robiliście też podejścia pod imprezy drum and bassowe, jak z tym wyszło?

Nie mam pojęcia dlaczego, ale niezbyt to wyszło. Robiliśmy to z kolegą, który był mocniej zaangażowany w ten gatunek muzyki. Ja nie znam się na tyle na tej muzyce, by stwierdzić, że impreza nie wypaliła ze względu na artystów czy timing, ale po prostu nie udało się. Mimo, że mieliśmy fajny skład artystów na wysokim poziomie, wszystko było dobrze zorganizowane i wypromowane, ale nie wszystko w życiu musi odnosić sukces. Czasami tak jest, że nawet skazane na sukces inicjatywy nie wychodzą. Przyjąłem to na klatę, nie udało się, do widzenia.

Przed chwilą przygotowywałeś swój set na dzisiejszy występ. Czy masz jeszcze jakieś rytuały przed występami?

Zazwyczaj nie przygotowuję playlisty tuż przed graniem, bo mam je w głowie znacznie wcześniej. Nie mam jakichś specjalnych rytuałów, wydaje mi się…

Wyspać się?

To jest oczywistość, w tej branży jest to bardzo trudne. Trzeba pamiętać, że ja jeszcze prowadzę dwie firmy, więc to też jest dla mnie sporym obciążeniem, ale sen na pewno pomaga. Lubię mieć pewien zakres muzyczny, który chcę zagrać. Bywa tak, że nawet na imprezie, na której sam spodziewam zagrać się mocne techno, gram nieco inaczej, bo mam akurat taki dzień.

Czyli zdarza się przygotować playlistę, a potem jednak improwizować?

Wiesz co, bardziej przygotowuję styl muzyczny, klimat, nie konkretną set-listę. Na przykład wiem, że dzisiaj (pierwsza noc Audioriver – dop. Troyann) zagram utwory, które trochę nawiążą do przeszłości, bo wiem, że tego publiczność będzie ode mnie oczekiwała. Nie mogę dziś zagrać takiego mocnego techno, które grywam czasem na Smolnej, bo dzisiaj będę grał już rano. Ale jednocześnie nie chcę zagrać też seta typowo progresywnego, nieco mulącego, bo wiem, że publiczność będzie chciała czegoś bardziej energetycznego. To będzie skoczne, fajne, niezbyt mocne techno. A co się wydarzy? Zobaczymy.

Czy będzie „Born Slippy” Underworld? (W jednym z wywiadów Angelo Mike wyznał, że to jest jego ulubiony utwór do grania – dop. Troyann)

Nie wiem, nie będzie, raczej nie. Ale mam przy sobie oczywiście zapas kilkudziesięciu winyli. Jest tam „Born Slippy”, dużo Underworld w ogóle. Gram dzisiaj głównie z CD-ków, ale muszę mieć ten margines na improwizację, by w razie potrzeby sięgnąć po coś innego. Mając taką bibliotekę płyt winylowych szkoda byłoby z niej nie korzystać.

Ile sztuk już zgromadziłeś?

Nie liczę tego, ale pewnie jak każdy DJ można doliczyć się z kilka tysięcy sztuk.

∆∆∆∆∆∆∆

Tyle na dziś, gorąco polecam wam występ Angelo na żywo, najbliższe jego występy znajdziecie na jego Facebooku. A ja chyba zacznę robić więcej wywiadów, jak dawniej, zapomniałem jak fajna (choć czasochłonna) to praca.

Zdjęcia z wywiadu i pomoc przy wywiadzie: KD3

Zdjęcia z nagłówka oraz pierwsze w tekście pochodzą z imprezy One Night In Sopot w najlepszym klubie w Polsce – Sfinks700, a wykonał je Tomasz Kamiński