Technologie w Hongkongu, a w Polsce

Blogowanie to fajna przygoda głównie za sprawą ludzi, których się w jej trakcie poznaje na swojej drodze. Nowe osoby motywują, inspirują i dają mnóstwo energii. A ja ostatnio poznałem dziewczynę z Hongkongu.

Kasia Urbaniak od dłuższego czasu komentowała moje wpisy, nie raz opisując ciekawostki z życia w dalekiej Azji. Dłuższe historie opisuje na swoim blogu, Hong Kong Dreaming. Kilka tygodni temu korzystając z urlopu wróciła do Warszawy na jakiś czas i wyciągnęła mnie na spotkanie do Chwili. Nie umiałem jej odmówić, a ciekawość zżerała mnie – jak żyją ludzie po kilku latach mieszkania w Azji. Czy mają bardziej skośne oczy? Szybciej mówią? Musiałem się przekonać na żywo.

Rozmowa zeszła na tematy technologiczne zanim jeszcze do spotkania doszło. Kasia próbowała się ze mną skontaktować przez komunikator WhatsApp, który jest w Hongkongu bardzo popularny i używany nawet do oficjalnej korespondencji w biurach. Ale nie udało się, ponieważ ja z tej aplikacji nie korzystam. Okazało się, że pomiędzy jej obecnym krajem zamieszkania, a Polską jest wiele różnic w zakresie zastosowania technologii w życiu codziennym. Postanowiliśmy z tej rozmowy stworzyć krótki wywiad, który powinien was zainteresować.

10612617_692009554224966_4639575368714873484_n

Zanim przejdziemy do meritum, powiedz mi proszę ile czasu mieszkasz w Azji i czym się tam zajmujesz?

W Azji, z krótką przerwą, mieszkam na stałe od 2011 roku. Wyjechałam tam zrobić studia magisterskie, a w międzyczasie rozpoczęłam pracę, jako analityk w doradztwie strategicznym w globalnej firmie, która również bardzo znana jest właśnie z doradztwa w zakresie wdrażania nowych technologii. Praca bardzo mi się spodobała i ostatecznie zostałam dużo dłużej niż pierwotnie planowany rok.

Serio wszyscy używają WhatsAppa w Hong Kongu? A co z Messengerem, moim naturalnym komunikatorem pierwszego wyboru?

WhatsApp zdecydowanie dominuje w komunikacji w Hongkongu. Szacuję, że sprawdzam go około 100 razy dziennie. Tak naprawdę, Hongkong nie jest wyjątkiem gdyż, jeśli chodzi o aplikacje telefoniczne Whatsapp jest najbardziej popularnym komunikatorem na świecie. Aplikacja od dawna posiada atrybuty takie jak dzielenie się wideo, lokalizacją, kontaktami oraz chat audio. Facebook wprowadził część tych funkcji dopiero od niedawna. Whatsapp jest powiązany z numerem telefonu użytkownika, zatem łatwiej o silną jego integrację ze smartfonem. A co najważniejsze wszyscy moi znajomi na nim są. ;)

Często używamy Whatsappa w pracy, gdyż jest to najszybsza, najbardziej komfortowa i najtańsza forma komunikacji, (jeśli masz pakiet internetowy w telefonie).

Oczywiście wszyscy są też na Facebooku i naturalnie mają Messanger, który również doskonale funkcjonuje obok Whatsappa. Myślę, że większość osób używa Messangera, kiedy akurat chce do kogoś napisać, a ma otwartą aplikację Facebook. Przynajmniej tak to działa w moim wypadku.

Jakie aplikacje podbijają jeszcze Azję, a w Polsce są totalnie nieznane?

Przede wszystkim, ostatnio bardzo trendy aplikacje społeczne, które bazują na podstawie funkcji lokalizacji. Świetność Tindera dawno minęła, również w Hongkongu, ale jedną z najczęściej ściąganych na iOS aplikacji jest Kiwi – Q&A, czyli aplikacja, w której w wirtualny eter możesz rzucić dowolne pytanie i czekać, aż ktoś zlokalizowany względnie blisko Ciebie odpowie. Dosyć popularny jest również Whisper, czyli aplikacja, w której możesz anonimowo podzielić się dowolnym swoim sekretem, a społeczność blisko Ciebie ma możliwość komentowania i wyrażania swoich opinii dotyczących twojego sekretu.

Kiedyś zafascynowała mnie bardzo popularna aplikacja w Hongkongu, która jest całkowicie po chińsku „YouMi” (co w tłumaczeniu znaczy właśnie „Mam sekret”) bazuje ona na pomyśle Whispera, ale pozwala tworzyć grupy/chaty i fora dla społeczności w danej lokalizacji. Ja dołączyłam do grupy o nazwie „ICC – elevator gossip”, która niemalże jak w serialu Gossip Girl codziennie dostarczała mi anonimowych plotek dotyczących biurowca, w którym pracuje. Wsiadanie do windy, odkąd powstała ta aplikacja, nabrało nowego wymiaru.

Wśród obcokrajowców żyjących w Hongkongu, bardzo popularną aplikacją jest Hong Kong Taxi Translator. Z uwagi na to, że nie zawsze wszyscy kierowcy taksówek władają doskonałym angielskim, łatwo natrafić na barierę komunikacyjną. Apka pozwala na wpisanie adresu destynacji po angielsku i otrzymanie informacji zwrotnej po chińsku, do tego wielkimi znakami na pół ekranu telefonu tak by taksówkarz z łatwością odczytał adres. Moim zdaniem genialne narzędzie bardzo ułatwiające życie.

Jest jeszcze aplikacja, która informuje o jakości powietrza (The air you breve) od której wielu Hongkongczyków jest na co dzień uzależnionych z powodu dość częstego wysokiego zanieczyszczenia powietrza w Hongkongu, ale to na szczęście nie zainteresuje polskiego użytkownika smartfonów! Ufff!

A jak z Uberem? Działa tam znacznie dłużej niż w Polsce, podbił rynek?

Wydaje mi się, że Uber wszedł do Hongkongu w podobnym momencie jak w Polsce i rzeczywiście, może nie podbił rynku, ale wyraźnie namieszał. Transport samochodem jest tańszy, a obsługa bezgotówkowa znacznie wygodniejsza. Hongkongczycy słynna wręcz z zamiłowania do wygody, więc od razu Uber im się bardzo spodobał. Ponadto, w Hongkongu Uber oferuje wynajem helikoptera.

W czerwcu, już po raz wtóry, lokalni taksówkarze zgromadzili się pod budynkami rządowymi, w ramach protestu przeciw Uberowi i jego polityce, żądając większych regulacji rynku aplikacji mobilnych związanych z przewozem osób.

A jak z komunikacją miejską? Wszystko jest bardziej zautomatyzowane?

W Hongkongu ze względu na bardzo duże zagęszczenie ludzi komunikacja miejska musi działać bardzo sprawnie. Podstawą jest bogata siatka linii MTR, (czyli odpowiednika metra), która w tej chwili dociera już prawie w każdy zakątek Hongkongu i dalej się rozbudowuje. System pociągów podziemnych uzupełnia naziemna komunikacja autobusowa oraz tramwajów. Dodatkowo, działa również sieć mniej regulowanych lokalnych mini – busów, (trochę podobnych do przestarzałych polskich autobusów – ogórków), które to słynną z zawrotnych prędkości.

Co ciekawe, ostatnio będąc w Warszawie, dotarło do mnie, że zarówno schody ruchome jak i pociągi metra w Hongkongu poruszają się tak z cztery razy szybciej niż w Polsce.

Często turyści przerażają się jak widzą kolejki ludzi czekające na przystanku na autobus są przestraszeni, że będą długo czekać, ale tak naprawdę system kolejkowy działa niezwykle sprawnie, gdyż każdy po kolei wsiada do wypełnienia się autobusu, a następny autobus podjeżdża wyjątkowo szybko. Kolejka, więc nigdy nie stoi w miejscu.

Ile Internetu zużywasz w swoim smartfonie każdego miesiąca?

Obecnie się bardzo się staram i ograniczam, zużywając tylko około 8 GB miesięcznie na mobilny Internet. To chyba nie aż tak dużo? Wcześniej miałam promocyjny pakiet z kilkoma kartami SIM na różne urządzenia mobilne i 24 GB pakietu danych i konsumowałam praktycznie całość.

Pakiet danych zużywam głównie do ściągania poczty elektronicznej z pracy, słuchania Spotify online, oglądania filmów i seriali w drodze do pracy w autobusie czy metrze oraz multimedialnej komunikacji ze znajomymi.

Gdzie jeszcze technologia jest zastosowana w większym stopniu niż w Polsce?

W Hongkongu oraz Chinach, adoptacja technologii jest na wyjątkowo wysokim poziomie. Region azjatycki wyraźnie wyprzedza resztę części świata w tej kwestii. Użytkownicy Internetu w samych Chinach i Indiach odpowiadają blisko 1/4 globalnej populacji Internautów. Do tego region ten notuje najwyższy dynamizm wzrostu penetracji Internetu. Chiny nie szczędzą inwestycji na rozwój technologiczny i rozwój innowacji.

Jak podaje, Harvard Business Review, w ciągu ostatniej dekady chiński nakład w dziedzinę R&D (research & development) w zakresie nowych technologii powiększył się o 21%, kiedy w Stanach tylko o 4%. To w Chinach powstają najbardziej nowoczesne „Smart Cities”, gdzie technologia ułatwia życie w mieście. To chińskie firmy takie jak Huawei czy Xiao Mi przyczyniają się do szybszej adaptacji technologicznej w krajach rozwijających się. To chińska Alibaba czy Taobao wyznaczają trendy na rynku e-commerce. Przy takich wskaźnikach wzrostu Chiny dogonią Stany pod względem rozwoju technologicznego do roku 2020.

To przekłada się bezpośrednio na rzeczywistość społeczną. W Hongkongu niemal każdy posiada smartfon. Właściwie na rynku dominują dwa modele telefonów i jest to zawsze najnowszy Iphone oraz Samsung Galaxy. To pozwala firmom na zachęcanie do obsługi klienta poprzez aplikacje. Tak, więc, większość osób, które znam bezgotówkowo korzysta z kawiarni Starbucks, sprawdza pogodę i alarmy pogodowe na telefonie i zamawia sushi w aplikacji. Większości nieobce są regularne zakupy online, również te opłacane przez bitcoiny.

To w Hongkongu przymierzysz ubrania w wirtualnej przymierzalni, poznasz robota, który posiada aparycje i gesty człowieka na targach technologicznych i zrobisz zakupy skanując kody QR.

Jakie różnice zauważasz między Polską a Hongkongiem w kontekście technologicznym?

W Hongkongu i Chinach, podobnie jak w Stanach, aplikacje i systemy projektowane są z myślą o ostatecznym użytkowniku, mając na uwadze tzw. „customer experience” czy też „customer journey”. Niestety, mam wrażenie, że w Polsce nie zawsze to leży w centrum zainteresowania developerów.

Będąc w Polsce ostatnio, spróbowałam korzystać z pewnej aplikacji umożliwiającej kupowanie biletów na komunikację miejską w Warszawie. Doświadczenie wydało mi się niezwykle pracochłonne: najpierw rejestracja na stronie, następnie wprowadzanie danych do aplikacji, następnie zasilenie konta znów na stronie i dopiero możliwość zakupienia biletu. Dużo niepotrzebnych kroków, które sprawiają, że korzystanie z aplikacji nie jest proste i nie jest możliwe tylko i wyłącznie wewnątrz aplikacji.

Azja to też kuchnia, jak tam jest z zamawianiem jedzenia przez internet lub aplikację?

Oczywiście, możesz to z łatwością zrobić w wielu miejscach zwłaszcza w restauracjach sieciowych. Ciekawsze jest doświadczenie z technologią w samych restauracjach. Tak na przykład, w hongkongskim MacDonald’s złożysz zamówienie poprzez wielki ekran dotykowy wewnątrz restauracji. W wielu miejscach sushi, dostaniesz Ipada z dostępnym menu, gdzie również złożysz zamówienie.

Aha i jeszcze ciekawostka kulturowa: oczywiście w azjatyckim szale zdjęć jedzenia, Twój smartfon będzie Ci koniecznie potrzebny do obfotografowania swojego posiłku i wrzucenia zdjęcia na Instagram przed konsumpcją! ;)

Dzięki za ekstra rozmowę!

Wy też możecie podziękować Kasi, odwiedzając jej bloga czy lajkując jego fanpage. Jeśli Azja, Hongkong i nowe technologie są wam bliskie to na pewno nie pożałujecie. :)

  • Gonimy Hong Kong! W naszych McDonaldach są już ekrany dotykowe do zamawiania posiłków :)

  • Ciekawy post. Zaskoczyło mnie, że nie używasz Whatsappa, spora część moich znajomych jeszcze z Wrocławia używa tego komunikatora. Tak samo, jak opowiada o tym Kasia, Whatsapp jest ogromnie popularny w Niemczech. Również w firmach. Wśród użytkowników młodszych przede wszystkim ze względu na bardzo słabe oferty operatorów komunikacyjnych, znaczy pakiety SMS i internetowe są bardzo słabe i relatywnie również bardzo drogie, co spowodowało, że bardziej się opłaca zamiast pisania smsa – napisać na Whatsapp, bo koszt tych kilku kB jest minimalny, jeżeli w ogóle zauważalny. Ciekawe jest to o czym mówi w kwestii ‚customer experience’ jednak, nie uważam żeby to był problem developerski. Developerzy generalnie z projektowaniem nie UI czy UX nie mają zbyt wiele wspólnego, naturalnie w kwestii architektury mają wiele do powiedzenia, jednak problem, o którym mówi Kasia leży bardziej po stronie analityków i dobrego zarządzania wymaganiami. W Polsce niestety to pole często jest traktowane po macoszemu, a ludzie którzy się tym parają nie mają po prostu zbyt wiele chęci, żeby myśleć o UX. To jest przede wszystkim projektowanie pod wymaganie, które ma być przede wszystkim efektywne kosztowo. W młodszych, mniejszych firmach jest z tym o wiele lepiej, jednak tam często developerzy faktycznie zajmują się wszystkim na raz, przez co ostatecznie któreś pole i tak kuleje. Zaskakujące jest natomiast pożeranie GB ;) 8 GB w miesiącu. Nie wyobrażam sobie tego. U mnie to jest średnio około 1,5 GB.

  • Masz rację, nie do końca jasno może się wyraziłam! Rzeczywiście problem leży po stronie analityków i odpowiedniego kolekcjonowania wymagań, a niekoniecznie developerów!