To nie jest koniec serialu, to koniec pewnej epoki

To już jest koniec, jesteśmy na zawsze wolni od spoilerów i nietrafionych decyzji showrunnerów. Skończył się jeden z najważniejszych seriali XXI wieku, a wraz z nim kończy się pewna epoka.

Osiem lat bohaterowie uniwersum stworzonego przez Martina towarzyszyli nam. Niby niewiele, ale spójrzmy jak bardzo zmienił się świat, zwłaszcza mediów i popkultury w tym czasie. Przypomnij sobie co robiłeś, kiedy HBO emitowało pierwszy sezon „Gry o Tron”. Ja byłem wciąż studentem, mieszkałem w Gdańsku i nie miałem ani jednej usługi subskrypcyjnej.

Co zmieniło się w osiem lat?

Dzisiaj jestem samodzielny, mieszkam w Warszawie, a „Grę o Tron” oglądam nie wtedy, kiedy HBO zaplanuje emisję, a wtedy, kiedy mam na to ochotę – za pośrednictwem platformy HBO GO. Do tego płacę co miesiąc za Netflixa, Eleven Sports oraz Amazon Prime Video. Kolejne odcinki oglądam nie na telewizorze rodziców z rozdzielczością HD Ready (72op), a na własnym cacku z 4k. Choć szkoda, że HBO nie oferuje treści w 4k. Jeszcze.

W osiem lat zmieniliśmy się my, zmienił się rynek i zmieniły się nawyki konsumentów treści wideo. Można wręcz powiedzieć, że w ledwie osiem lat model dystrybucji „Gry o Tron” stał się archaiczny – jak to mamy czekać tydzień na kolejny odcinek, skoro inni oferują cały sezon od razu? Po co czekać? Bez sensu! Z biznesowego punktu widzenia wciąż ma to jednak sporo sensu – znaczna część przychodów HBO to wciąż płatności od dostawców sieci kablowych i satelitarnych telewizji.

Smoki przecierają szlaki

Zakończony właśnie serial stał się jednocześnie ważnym wyznacznikiem dla seriali, podkreślając ich status w porównaniu z produkcjami filmowymi. Skończyły się czasy, w których serialom byliśmy w stanie wybaczyć tanie efekty specjalne wynikające z niskich budżetów. Potworki pokroju „Herkulesa” z lat 1998-2000 trącą już mocno myszką. Według wielu źródeł jeden odcinek „Gry o Tron” kosztował około 15 milionów dolarów. To kwota, która dawniej w przypadku całych sezonów była uważana za wysoką. Już wcześniej mieliśmy do czynienia z serialami, które miały coraz wyższe aspiracje i swoim poziomem dorównywały hollywoodzkim produkcjom, lecz dopiero największa produkcja HBO przetarła szlak do wydawania tak dużych kwot na seriale.

Dużą rolę w sukcesie serialu miały również media społecznościowe. Kilka lat temu czytałem ciekawe badania dotyczące oglądalności „GoT” za pośrednictwem HBO GO. Platforma ledwie raczkowała, lecz liczne spoilery publikowane w mediach społecznościowych sprawiały, że ludziom nie chciało się czekać na pojawienie się nowych odcinków na torrentach czy innych, niezbyt legalnych źródłach. Widzowie zaczęli się przekonywać do płacenia za dostęp legalny do serialu, by móc uniknąć spoilerów, obejrzeć szybciej niż inni. I to również spora zasługa właśnie HBO – zaczął budować świadomość wartości legalnego dostępu do popkulturalnych dzieł.

Rozmowy synchronizowane

W ogóle, możliwość rozmawiania w Internecie o kolejnych odcinkach sprawiła, że czuliśmy się połączeni. Nauczyliśmy się rozmawiać o spoilerowaniu, choć wciąż jeszcze nie wszyscy przestrzegają dobrych zasad w tym zakresie. Powszechna świadomość tego, że warto odczekać minimum dzień z publicznym ujawnianiem rozwiązań fabularnych rośnie stopniowo. 

Jednocześnie, model dystrybucji (jeden odcinek tygodniowo) pozwolił nam rozmawiać w mediach społecznościowych o kolejnych odcinkach, a nie serialach jako całości. Jest to coś, co raczej niebawem przestanie funkcjonować. W dobie wypuszczania seriali całymi sezonami będzie ciężko o powszechną „synchronizację” odcinków, które oglądamy. Ja będę na pierwszym odcinku, Ty na ostatnim, inni w połowie sezonu. Nie będziemy mogli tych rozmów już prowadzić jak po premierze kolejnych odcinków serii z Westeros.

Ostatni taki serial

I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii – obawiam się, że w związku ze wszystkim co napisałem powyżej, to był ostatni serial, który był oglądany zbiorowo w skali świata. Zmiana modeli dystrybucji, naszych przyzwyczajeń, mediów – to wszystko sprawi, że nie będziemy już tak zbiorowo przeżywać kolejnych produkcji, nawet jeśli ich skala przerośnie „Grę o Tron”. Nie będzie zbiorowego unikania spoilerów przez cały poniedziałek. Nie będzie tworzenia tysięcy memów po każdym odcinku. Nie będzie spotykania się co tydzień z najbliższymi na wspólne seanse każdego kolejnego odcinku. Nie będzie kolejnego fenomenu społecznego o takiej skali w telewizji.

Nie wierzę, by jakakolwiek produkcja telewizyjna (jeśli potraktujemy platformy streamingowe jako nośnik z gatunku telewizyjnych) osiągnęła podobny status w zbiorowej świadomości. A przecież planowane są produkcje, które mogą swoim poziomem zbliżyć się do największego dzieła HBO. Budżetami, historiami i poziomem realizacji. Wiedźmin, którego premiera jeszcze w tym roku może zawładnąć umysłami Polaków, ale nie w skali globalnej. I nie mówię, że nie odniesie sukcesu, bo zapewne to zrobi. Trudno będzie jednak o publiczne dyskusje, skoro ktoś obejrzy całość w jeden wieczór, inni będą się napawać każdego dnia po jednym odcinku. 

Władca Pierścieni – wielka produkcja szykowana przez Amazona ma nieco większe szanse na sukces, lecz tutaj przeszkodą będzie model dystrybucji – przez platformę Amazon Prime Video, która w wielu krajach (w tym w Polsce) nie cieszy się zbyt dużą popularnością. I telewizyjna adaptacja świata Tolkiena może pomóc to zmienić, ale wciąż – to zasięg stacji telewizyjnych, operatorów kablówki i satelit sprawi, że serial obejrzy przeciętny widz. Amazon musiałby w Polsce sprzedać komuś dystrybucję tej serii, by zdobyła ona większą popularność. TVP za nasze pieniądze? Polsat z miliardem reklam? Nie widzę tego. Serial ten pozostanie raczej popularny w gronie bardziej świadomych użytkowników Internetu, którzy potrafią sobie poradzić sobie z zakupem subskrypcji, mają telewizor z aplikacjami. To wciąż nie są wszyscy.

Osobno, a jakby razem

Z jednej strony trochę szkoda, że nie będziemy mogli już wspólnie przeżywać czegoś tak fajnego. Niezależnie od tego jak ocenimy cały serial czy też jego ostatni sezon – fajnie było być tego częścią. Fajnie było mieć z kolegami konwersację, w której co poniedziałek ktoś pytał: „ej, już obejrzeliście? Bo mam paczkę 20 memów do ostatniego odcinka.”  

Z drugiej strony, wreszcie będzie można odetchnąć. Zaglądanie do Internetu w poniedziałek od rana nie będzie obarczone ryzykiem odkrycia ważnych wydarzeń fabularnych. W tym miejscu wypada podziękować wszystkim portalom, które piszą recenzje każdego odcinka. XD To jest coś, czego zrozumieć nie potrafię, zwykłe żerowanie na uwadze odbiorców (po co komuś recenzja jednego odcinka – nie zrozumiał co się stało?). Seriale powinny być oceniane i poddawane krytyce w kontekście całego sezonu – ich złożoności, poprowadzenia narracji etc. Jednocześnie media te bardzo często pisząc nieumiejętnie tytuły, leady i wstawiając do nagłówka nieprzypadkowe zdjęcia z danego odcinka spoilerowały najważniejsze wydarzenia. Wielkie dzięki, odlajkowałem was.

Możemy wspólnie pożegnać pewną epokę w historii telewizji. Ostatni serial, który nawet jeśli oglądaliśmy osobno, to jednak trochę oglądaliśmy razem. Podziękujmy sobie nawzajem. To już nie wróci.