To nie jest świat dla poetów – recenzja filmu „Przedszkolanka”

Obecne czasy nie sprzyjają artystom, zaś poezja jest jedną z szybciej zapominanych sztuk. „Przedszkolanka” jest ciekawym manifestem Sary Colangelo przeciwko zapomnieniu poezji.

Bo choć film koncentruje się na postaci tytułowej przedszkolanki oraz jednego z jej uczniów, to właśnie poezja zdaje się być kluczową bohaterką nowego filmu Colangelo. Ludzcy bohaterowie są jedynie jej odzwierciedleniem. To bardzo skromny film o nieskromnych emocjach. Lisa pracuje jako przedszkolanka od dwudziestu lat, ale jest niespełnioną, idealistyczną artystką. Kiedy w ledwie pięcioletnim chłopcu dostrzega talent większy niż jej własny, postanawia zawalczyć o jego rozwój i zniweczyć próby stłamszenia tego talentu przez rzeczywistość.

Odosobnienie Lisy bardzo dobrze widać także w jej relacjach z rodziną, która stąpa twardo po ziemi i nie potrafi zrozumieć się z artystyczną duszą. Cała historia jest doskonale zaplanowana i nie ma w niej zbędnej sceny cyz choćby gestu. Film trwa zaledwie 96 minut, ale nie ma w nim żadnego zbędnego momentu, całość świetnie zarysowuje postać przedszkolanki, a także otaczającego ją świata, w którym niechętnie przyszło jej żyć. Najlepiej cały konflikt odgrywający się w głowie Lisy obrazuje scena rozmowy z córką. Matka namawia ją do pielęgnowania fotograficznego talentu, wyjście z aparatem na spacer, próbę złapania ładnych, analogowych kadrów, na co dziecko jej odpowiada, że nie chce, poza tym i tak wrzuca codziennie zdjęcie na Instagrama.

Nie powiem, zarysowany w „Przedszkolance” konflikt mocno rezonuje z myślami, które od dłuższego czasu towarzyszą mnie. Obecna cywilizacja nie dąży do utrwalania tego, co rzadkie i piękne. Chce wszystkich spłycić i sprowadzić do tego samego poziomu. Tak samo świat i rodzice małego Jimmy’ego chcą, by wyrósł na „normalne dziecko”, całkowicie tłamsząc jego poetycki talent. W tym świecie nie ma miejsca na artystów, a jest na kolejne takie same zdjęcia na Instagramie. Nie ma miejsca dla wieczorów poetyckich, ale jest na masowe oglądanie Fame MMA. Lisa, podobnie jak ja wewnętrznie, nie godzi się na taką drogę naszej cywilizacji. Ale czy w ogóle jest sens podejmować ten trud? Film ma swoją odpowiedź, ale jej nie zdradzę.

„Przedszkolanka” to niesamowity popis aktorski Maggie Gyllenhaal. Pięknie potrafi rozgrywać ten cały konflikt w sobie, bez żadnych szarż, zwyczajnie podejmując walkę z samą sobą oraz rzeczywistością. Jednocześnie jest pełna wątpliwości w sens swojej misji. Doskonale też spisuje się młodziutki Parker Sevak jako Jimmy. Jest w nim ta dziecięca nieporadność i nieśmiałość, jednak tak świetnie zagrana, że momentami nie czuć w tym jakiejkolwiek gry aktorskiej, a zwyczajnie prawdziwą postać.

Całej narracji pozwala wybrzmieć świetna realizacja uzupełniająca wydarzenia na ekranie. W najbardziej intymnych momentach kadry są niezwykle bliskie, pozwalając odczuć emocje bijące od bohaterów. Momentami zaś obserwujemy Lisę niemal stłamszoną w kadrze przez relikty współczesności – dom rodzinny, wielkie ulice Nowego Jorku dominują nad bohaterką, niczym dzisiejszy świat nad jej niewinnym dążeniem do pielęgnowania sztuki. Skromnie w to wszystko wpisuje się także delikatna muzyka, uzupełniająca narrację, w żadnym momencie nie próbująca narzucić tonacji.

Czy właśnie obejrzałem jeden z najlepszych filmów tego roku? Jak najbardziej, jestem pod ogromnym wrażeniem „Przedszkolanki” nie tylko ze względu na temat, który mocno odzwierciedla moje przemyślenia, ale także za umiejętność opowiedzenia wielkich rzeczy niewielką historią. A do tego historią opowiedzianą w subtelny, emocjonalny sposób. Z doskonałą rolą Gyllenhaal. Sara Colangelo zrobiła naprawdę dobre kino, aż szkoda, że nie przeszedł po świecie większym echem, a przecież jego światowa premiera miała miejsce ponad rok temu.