Tyle jeszcze do zobaczenia

Mam w życiu dużo szczęścia. Spełniam swoje marzenia po kolei. Jednym z nich jest obejrzenie wszystkich koncertów moich ulubionych artystów. I jestem na dobrej drodze.

Muzyki słucham tak dużo, że bez korzystania z serwisu Last.fm miałbym duży problem z katalogowaniem tego wszystkiego. Naturalnym krokiem wyrażenia wielkiej sympatii do jakiegoś zespołu jest pójście na jego koncert. Mogę wtedy spokojnie odhaczyć go z listy „do zobaczenia na żywo” i szukać kolejnych koncertów.

Najłatwiej jest z festiwalami. W ciągu kilku godzin można odhaczyć paru artystów z takiej listy. Dlatego w trakcie ostatnich siedmiu lat byłem na niemal 50 festiwalach w Polsce i zagranicą. Open’er, Off, Tauron Nowa Muzyka, Audioriver, Selector, FreeForm czy zagraniczne Pohoda i Primavera Sound. Moim wielkim marzeniem jest jeszcze kalifornijska Coachella.

Co parę miesięcy odwiedzam mój profil na Laście w jednym celu – rozplanowania kolejnych koncertów. Kiedyś obiecałem sobie, że zaliczę występy na żywo wszystkich zespołów jakie znajdują się w top100 najczęściej słuchanych w moim życiu. Ok, prawie wszystkie, bo Joy Division raczej nie przyjdzie mi już zobaczyć. Albo parę innych zespołów, których już po prostu nie słucham.

Dziś podliczyłem raz jeszcze, z tej pierwszej setki mam na koncie już 65 zespołów. Niby niewiele, ale jak dla mnie to oszałamiający wynik. Wielu artystów z tej listy widziałem więcej niż raz (choćby Moderat pięciokrotnie). Siedem lat, tysiące kilometrów, setki znajomych, kilkadziesiąt miejsc i niepowtarzalnych chwil.

65/100. 35 to go. Jak tak na to patrzę to wydaje się niewiele, ale to jeden z moich największych sukcesów w życiu. Pędziłem za marzeniami, jeździłem na koncerty i festiwale zrywając często z innych przyjemności. Dwukrotnie nawet rzucałem sezonową pracę, bo obiecany mi urlop na wyjazd ostatecznie nie mógł się ziścić. Trudno mi wyróżnić te najlepsze koncerty (choć Radiohead w Poznaniu to wciąż koncert życia), bo wiem jak wiele jeszcze przede mną.

Jednak mój gust muzyczny rozwija się bardzo dynamicznie. Od pięciu lat pędzę w stronę elektroniki, zaś w tym roku ta ewolucja zaprowadziła mnie w nieoczekiwane miejsce: do techno. Coś, co niegdyś hejtowałem teraz jestem w stanie bronić godzinnymi dyskusjami. To dla tej muzyki zapędziłem się na Audioriver czy do Berlina w te wakacje. Zatem do top100 artystów dołącza masa kolejnych, którym będzie ciężko przebić się w rankingu na Last.fm.

Wiem jednak, że za parędziesiąt lat będę mógł usiąść w fotelu, otworzyć swój profil na Last.fm (mam nadzieję, że ten serwis przetrwa wszystko!) i stwierdzić: widziałem niemal wszystko, mogę umierać. Muzyka może i nie jest już tak pierwszoplanowa w moim życiu jak te kilka lat temu, lecz jest obecna nieustannie w tle. Bez tego tła pierwszy plan mojego życia byłby smutniejszy.

Z pierwszej setki do zobaczenia zostały mi:

Modest Mouse, Boards of Canada, The Album Leaf, Burial, Broken Social Scene, Air, Beach House, Thom Yorke (solo), The Field, Atlas Sound, Parov Stelar, Maximo Park, Gui Boratto, Daft Punk, The Maccabees, Clark, The Futureheads, Husky Rescue, The Verve, The Pigeon Detectives, Gang Gang Dance, Explosions in the Sky, Paul Kalkbrenner, Foo Fighters, Lykke Li, Hooverphonic, The Notwist, Ratatat, Four Tet, Gold Panda.

Z wieloma się minąłem, choćby na festiwalu.

Joy Division, Telefon Tel Aviv, Team Sleep oraz Jeff Buckley zakończyli swoją działalność.

Jakie zespoły są na waszej liście „do zobaczenia na żywo”?

photo credit: larskflem via photopin cc