Unikam spoilerów Gwiezdnych Wojen

Lubisz spoilery? Ja nie znoszę. Dlatego też staram się większość swoich filmowych recenzji pozbawiać większości z nich, choć często jest to niełatwe zadanie. Sęk w tym, że dzisiaj ciężko ich uniknąć.

Ba, jakiś czasu temu przeczytałem, choć już nie pamiętam gdzie, teorię, jakoby wiele dzieł kultury zawdzięczało swój sukces właśnie spoilerom, a dotyczy to najmocniej seriali, czyli produkcji, z którymi mamy styczność co tydzień, poznając kolejne dzieje ulubionych bohaterów. Autor tamtego tekstu (właśnie go znalazłem! Piotr Pluciński pisał o tym na blogu Z Górnej Półki) jako przykład podał sukces serialu „Gra o Tron” produkowanego przez HBO. Już mniejsza z tym, że sam w sobie jest dobry i warto go oglądać.

Jednak w dobie mediów społecznościowych chcemy się podzielić ze znajomymi swoimi wrażeniami po odcinku. Czyli – w mniejszym lub większym stopniu zaspoilerować im najnowsze wydarzenia. Jeśli seriale oglądamy w wątpliwej reputacji źródłach (torrenty, kolejnynielegalnyserwiszserialami.pl, beznadziejnajakosćobrazu.pl) to robimy to na pewno kilka godzin po emisji oryginału w telewizji. A część osób z naszego otoczenia ma dostęp do telewizji, czyli danego serialu przed nami, a grozi to tym, że będziemy mieli styczność z ich wrażeniami na Facebooku czy Twitterze zanim obejrzymy nowy odcinek. A wrażenia te mogą zawierać (i najczęściej to robią) spoilery.

I jest to bardzo istotne właśnie w przypadku „Gry o Tron”, w której przecież co odcinek umiera jakaś ważna postać. Chciałbyś się o tym dowiedzieć oglądając serial w pierwszym możliwym terminie zamiast kilka godzin później? Wykup abonament HBO. Podobno ten mechanizm był naprawdę skuteczny. Bo jaka jest przyjemność z oglądania dzieł kultury znając finał ich przekazu? Znacznie mniejsza.

Dlatego też bardzo cenię produkcje filmowe, których kampanie reklamowe, czyli głównie teasery i trailery, nie zdradzają zbyt wiele fabuły. Nie oszukujmy się – to rzadkość. Pierwszy raz pozytywnie zaskoczyła mnie „Godzilla” z poprzedniego roku – jej zwiastuny mówiły naprawdę niewiele o historii opowiedzianej w filmie. Oczywiście, miało to również swoje negatywne konsekwencje. Wielu widzów poczuło się oszukanych, że postać grana przez Bryana Cranstona, eksponowanego mocno w zapowiedziach, naprawdę ginie dość szybko.

Drugi raz podobne tendencje obserwuję od niemal roku, a związane są z chyba najgorętszą premierą tego roku. Tak, o „Gwiezdnych Wojnach” mówię. Niespełna rok temu ujrzeliśmy pierwszy teaser produkcji Disneya Lucas Film. Co nam mówiła o fabule? Niewiele. Kilka miesięcy później pierwszy, prawdziwy zwiastun. Mówił on nam o filmie znacznie więcej, pokazał więcej scen, ale… Nadal tak naprawdę nie wiemy czego się spodziewać. Potem drugi zwiastun, wyjaśniający niewiele więcej aż… Każda kolejna reklamówka zaczęła uchylać coraz więcej tajemnic.

Wtedy też uznałem, że odcinam się od tego wszystkiego. Nie mam zamiaru czytać, ani oglądać żadnych nowych zwiastunów, recenzji, teaserów, artykułów, wywiadów. Niczego. Co prawda, dla największych fanów większość fabuły nie jest już tajemnicą, można dowiedzieć się o nowym filmie naprawdę wiele, lecz ja… Będę tego unikać. 18 grudnia chcę usiąść w kinie IMAX i zostać zaskoczonym. Chcę zbierać szczękę z ziemi. Chcę być oczarowany. Jasne, może się skończyć tak, że będę rozczarowany, lecz na pewno poznam całkowicie dla mnie nową historię.

I chyba nie jestem w tym odosobniony, ponieważ właśnie powstała wtyczka do przeglądarki Google Chrome, która blokuje wszystkie treści, których przeglądanie grozi spoilerami nowego filmu! Działa to podobnie jak AdBlock, lecz zamiast blokowania reklam przeszukuje strony internetowe w trakcie ich ładowania, by ostrzec Cię przed potencjalnym spoilerem. Piękne, czyż nie? Szkoda, że używam Safari

unnamed

A wy jak się nastawiacie na premierę „Przebudzenia Mocy”? Jakiekolwiek próby spoilerowania w komentarzach grożą banem.

SPOILER ALERT

I tak wszyscy umrzemy.