Wspomnienie pewnego pięknego dnia

W naszym życiu bywają chwile, które kształtują nas na zawsze. Jeśli nie zmieniają naszego toru myślowego, to chociaż wywierają silny wpływ na nasze doznania kulturowe.

Dwa miesiące temu opisałem jeden taki dzień, w którym mój tata postanowił mi pokazać trylogię Gwiezdnych Wojen. Dziś będzie podobna historia, lecz z udziałem mojej mamy. Założę się, że niewiele jest dni z Twojego dzieciństwa, które pamiętasz niemal krok po kroku. Mnie w głowie pozostają głównie urywki, najciekawsze momenty, ale ten jeden dzień zapamiętałem w całości. Miałem dopiero 11 lat, a w gdańskim Wrzeszczu, gdzie wówczas mieszkałem, rozkwitła piękna jesień. Był chyba wrzesień, a brat wyjechał do dziadków.

To były czasy, kiedy moją największą pasją była motoryzacja. Kupowałem co tydzien nowy numer „Auto Świat”, znałem pojemność bagażnika Volkswagena Golfa IV i w ogóle, jarałem się strasznie dziwnymi, jak na dzieciaka w tym wieku, aspektami samochodów. Nic więc dziwnego, że mama wzięła mnie do Gdyni na spacer na zlot „Garbusów”. Już wtedy ten dzień był zrobiony.

Po zlocie mama zabrała mnie na pizzę, która wtedy, w 1999 roku, nie była czymś tak powszechnym, przynajmniej dla mnie. Kolejny powód do świętowania. Ale najlepsze mama zostawiła na koniec. Zabrała mnie do kina, na jakiś dziwny film, którego jeszcze nie potrafiłem w pełni pojąć. Tym filmem był „Matrix” braci rodzeństwa Wachowskich. Co z tego, że niewiele z niego zrozumiałem. WIDAĆ BYŁO KULE W ZWOLNIONYM TEMPIE! Neo potrafił niesamowite rzeczy. I TA MUZYKA. Nazajutrz mama kupiła w sklepie z płytami ścieżkę dźwiękową (mam ją do dziś!).

Pierwsza część Matrixa mocno wryła mi się w głowę, po wielu latach dopiero pojąłem jego zajebistość w całości. Po drodze wyszły też druga i trzecia część, a że byłem w tamtym momencie gimbusem, to i je pokochałem ślepo. Dziś dostrzegam ich słabość, ale nadal je uwielbiam. Zwłaszcza „Reloaded”. Wiecie, że byłem na nim w kinie aż czterokrotnie? Wczytywałem się w detale jak powstawały poszczególne sceny. Pojedynek Neo z setką Smithów nakręcono ustawiając wokół kilkadziesiąt kamer (produkcja sceny trwała niemal miesiąc, a kosztowała 40 milionów dolarów!), a na potrzeby pościgu zbudowano nawet fragment autostrady (a nagranie sceny trwało trzy miesiące!).

m2reloaded-freeway33

Więcej zdjęć zbudowanej autostrady tutaj

No dobra, ale czy „Matrix” mnie czegoś nauczył? Kilku rzeczy:

  • Komputery są super (to było zanim miałem w domu pierwszy komputer).
  • Deftones też jest super – w liceum był to mój ukochany zespół. kto by pomyślał, że z fana nu metalu zostanę fanem techno? :D
  • Muzyka elektroniczna jest spoko – tak, tu się zetknąłem z nią po raz pierwszy.
  • Nie bierz cukierków od nieznajomych – nawet jeśli jest niebieska lub czerwona.
  • Warto być hakerem – cóż, ja zostałem jedynie blogerem. Jestem pewien, że Neo też prowadził jakiś dziennik.

Ale najważniejszym odkryciem było…

Każdy ma talent – dopiero po kilku latach zacząłem zgłębiać ukryte elementy historii z filmu Wachowskich. O tym, że w każdym z jest w swego rodzaju „śpiączce” i nie zdaje sobie sprawy ze swoich możliwości. Ja wiedziałem, że kiedyś odkryję w sobie ten talent i wyjdę ze stanu uśpienia. Czy już  mi się to trafiło? Nie wiem. Bo czy tym przebudzeniem było założenie bloga? Wówczas moim Morfeuszem byłby Tomek Tomczyk, po którego książce kupiłem domenę (kilka dni temu świętowałem trzecią rocznicę tego momentu). Może przebudzenie dopiero mnie czeka? („Przebudzenie Mocy” już za kilkanaście dni!).

A pomyśleć, że wszystko to zaczęło się pewnego jesiennego dnia, kiedy mama zabrała mnie do, nieistniejącego już, kina Bajka. Dziękuję mamo! To był jeden z fajniejszych dni mojego życia.

PS. Wy mojej mamie też możecie podziękować, odwiedzając jednego z jej blogów. Mnie mama zapewniła fajną edukację za młodu, teraz ja jej zaszczepiłem miłość do blogowania. Pierwszy blog mamy ma już niemal rok, i sam go kodowałem! To taki pamiętnik, a nazywa się Tygiel Myśli. A od niedawna moja mama prowadzi też chyba pierwszego w Polsce bloga nianingowego, gdzie dzieli się swoimi doświadczeniami z bycia „guwernianią”. Odwiedzajcie Niania Powiedziała. Na pewno będzie jej miło. :)