Wszystko będzie dobrze

Powyborcze emocje powoli opadają, chociaż w niedzielę wieczorem sięgały zenitu. Sam zareagowałem na wynik wyborów dość emocjonalnie, bardziej niż bym chciał. A potem przyszedł poniedziałek.

Tak, wynik wyborów niezbyt mi się podoba. Ale tak działa demokracja. Doskonale pamiętam jak dziesięć lat temu wygrana partia również doszła do władzy i to były… Ciekawe czasy. Mimo wszystko, jestem pełen nadziei. Nie można oceniać zwycięskiej partii i najbliższych czterech lat przez pryzmat tego, co działo się dekadę temu, nie widząc efektów obecnych rządów. Nie można z góry zakładać, że będzie gorzej, tragedia i nic, tylko uciekać za granicę. Powód do migracji mają mieszkańcy ogarniętej wojną Syrii, nie my.

Dlatego sam nie wierzę w to, co właśnie napiszę, ale daję Prawu i Sprawiedliwości kredyt zaufania, choć to partia z zupełnie innej niż moja bajki. Nie mam zamiaru jednak oceniać, wyszydzać, krytykować bez koniecznych ku temu podstaw – efektów rządzenia. Głęboko wierzę w to, że ludzie się rozwijają i mądrzeją. Dlatego wierzę też, że władze zwycięskiej partii nie doprowadzą swojego czasu rządzenia to szopki, jaką czasem stawała się polityka w latach 2005-2007. To będzie też wielki test dla tej partii. Niemal pewne, że będą mieli większość wystarczającą do samodzielnego rządzenia, mają „swojego” prezydenta, a więc wszelkie predyspozycje, by dzielić i rządzić. Bez jakichkolwiek wymówek, że im coś prezydent wetuje.

Nie, teraz piłka jest tylko po ich stronie. Partia utożsamiana z działaniami destrukcyjnymi wreszcie będzie mogła konstruować wedle uznania. Jestem ciekaw co uda im się zbudować. Poza tym, obecnie żyje mi się dobrze. Nie idealnie, ale dobrze. I, co wielu może zaskoczyć, nie jest to efekt rządów Platformy Obywatelskiej w kraju czy w mieście, w którym mieszkam. Nie. Większość, mimo wszystko, osiągnąłem sam, ciężką pracą. I zwycięstwo PiS-u w ostatnich wyborach niewiele w tej kwestii nie zmieni.

Nadal jeśli chcesz osiągnąć cokolwiek, to jedyną słuszną drogą jest ciężka praca, którą nikt za Ciebie nie wykona. Owszem, kręta droga do zwycięstwa może się nieco zmienić, ale dalej będzie kręta, tylko zakręty będą nieco inaczej wyglądać. Jeśli narzekałeś, że Twój biznes się nie rozwija, bo „wina Tuska” to właśnie straciłeś ten argument. Teraz rządzi inna opcja. Zamiast spychać winę na kogokolwiek, pracuj więcej albo mądrzej. Ciężkiej roboty nikt za Ciebie nie zrobi. Jest jeszcze jedna kwestia, którą nieco poruszyłem w wieczór tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników.

Dobra, jestem po kilku łykach whiskey, schodzi ze mnie ciśnienie, więc pozwolę sobie na spokojniejszy komentarz.My… Posted by Maciej Trojanowicz on Sunday, October 25, 2015

Żyjemy w bańce i choć każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę, to nie każdy wie o jej skali. Mamy sobie kilkuset znajomych na Facebooku, a część z nas nawet powyżej tysiąca,a to już poważna grupa statystyczna. I owszem, są wśród nich osoby o odmiennych poglądach, z którymi czasem, niezależnie od poziomu, dyskutujemy. Widzimy inność, ale jednak dominują wokół nas osoby, z którymi większość poglądów podzielamy. I wydaje nam się, że Polska jest taka, jaką widzimy na Facebooku – różnorodna, niezgodna, ale jednak „nas jest więcej”.

Ale to nieprawda. Ba, przecież nie wszyscy Polacy są na Facebooku. Zaledwie dwie trzecie internautów korzysta z tego serwisu społecznościowego. I to raczej młodsi, mieszkańcy miast. Bliżsi nam poglądowo. Skrajnie różnych osób od nas nie widzimy, bo nie ma ich na Facebooku, nie mamy również takowych w znajomych. I wiemy, że oni tam gdzieś są, na pewno, ale nie wiemy, że nad nami dominują. Sam niby to wiem od dawna, ale skala tego i mnie nieco zaskoczyła. Polska nie jest tutaj, w Warszawie, w szklanych biurowcach agencji reklamowych. Nie jest również na meetupach YouTuberów ani na Blog Forum Gdańsk. Polska jest wszędzie i często bywa skrajnie inna od nas samych.
Co z tego wszystkiego wynika? Serwisy społecznościowe, z Facebookiem na czele, nieco zaburzyły nasze postrzeganie społeczeństwa. Warto wyjść poza utarty w naszych głowach schemat myślowy. A ponadto, wynik wyborów nie oznacza końca świata. Nie musicie migrować. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Przynajmniej, jeśli sobie na to pozwolisz. Bo nie od władzy zależy Twoje życie, a od Ciebie.