Czy YouTube zastąpi telewizję?

Dziś czas na kolejną odsłonę serii #DwuGłos, ale po raz kolejny nie rozmawiamy z Patrykiem o konkretnym filmie, a o całym rynku mediów wideo.

XXI wiek trwa już całkiem długo (przeraża mnie fakt, że bliżej jest obecnie do roku 2030 niż 2000, Ciebie zapewne też), a zmiany jakie w tym czasie mogliśmy zaobserwować na rynku mediów i technologii są ogromne. W 2000 roku nie miałem jak oglądać meczów Barcelony – teraz nie ma tego problemu. Nie mogłem sam robić programu wideo – teraz staram się tworzyć WixMag TV. Opowiadając dzisiejszym nastolatkom jakie możliwości były, gdy my byliśmy w ich wieku muszą brzmieć dla nich jak dla mnie te o pustych półkach i czołgach na ulicach – niewiarygodnie.

kino_belka

Ale zmiany są niezwykle dynamiczne – zmieniają się media, sposób ich produkcji, konsumpcji, konsumenci, rynek reklamy… Tak wiele, że ciężko czasem za tym nadążyć. Dlatego dziś postanowiliśmy właśnie o tym porozmawiać z Patrykiem z bloga Oh My Deer. O YouTube i całym wideo przemyśle.

#DWUGŁOS

Patryk: Już kilka lat temu YouTube miał zastąpić telewizję. Myślę, że musi jeszcze trochę wody w Wiśle upłynąć, żeby to stało się faktem, ale muszę przyznać, że telewizji nie oglądam, a programy na YT tak i to regularnie!

Maciek: YouTube nigdy nie zastąpi telewizji. Kropka. Koncerny medialne dysponują zbyt dużym hajsem, by przez dziesięciolecia pozostawać wydawcami treści wideo. I właśnie, celowo nie użyłem tu słowa “telewizji”, ponieważ te będą się stopniowo adaptować do sposobu konsumpcji treści wideo, wzorując się na Internecie: YouTube, Netflix etc. Zauważ, że telewizję możesz już oglądać w Internecie, a najważniejsze programy (publicystyka, informacje, rozrywka, seriale), możesz, niczym na YouTube, odpalić wtedy kiedy uznasz to za wygodne.

Patryk: Wiesz, nie miałem na myśli dosłownego zastąpienia telewizji. Chodzi mi bardziej o podejście i właśnie ten sposób konsumpcji. Kiedyś czekało się na jakiś program w TV, dziś czeka się na odcinek na YT. To zmieniło podejście do szeroko rozumianego wideo. Ja dziś na telewizorze odpalam… właśnie YouTube.

Maciek: Największą różnicą pomiędzy telewizją a YouTube zawsze była sama treść. Początkowo dominowały amatorskie treści, które też miały swój urok i zdobywały serca właśnie dlatego, że jakość była “domowa”, a coś takiego stworzyć mógł każdy z nas. Teraz najlepsi twórcy wzorują się mocno na telewizji, inwestują w sprzęt niebotyczne kwoty, a część ich praktyk z powodzeniem stosują same telewizje! Także nie uważam, by te dwa media ze sobą konkurowały. Uzupełniają się, wzajemnie od siebie korzystają, oferują odpowiednią jakość. Ok, ale na jakie serie niby tak czekasz?

Patryk: Obecnie regularnie oglądam kilka – Kult America, Sfilmowanych, Futbolove, Casey’a Neistata, Good Mythical Morning, Architecture is a good idea, no i oczywiście Gonciarza. Innych już rzadziej, ale moja lista subskrybcji jest całkiem długa i często ją przeglądam w poszukiwaniu nowych filmów. Także jest tego całkiem sporo.

Maciek: Ja z wypiekami na twarzy czekam jedynie na produkcje Gonciarza, Maćka Dąbrowskiego (“Z Dupy”), Screen Junkies, Na Gałęzi i Kuby Klawittera. Wszystkie świetne merytorycznie i rozrywkowo (choć proporcje bywają rozmaite). I coraz więcej chłonę zagranicznych kanałów, jak choćby Emergency Awesome (ale trzeba uważać na spoilery!) oraz Life of Boris – Rosjanina próbującego mówić po polsku. Sztosik.

Kiedyś YouTube oglądało się chwilowo – widzisz coś na Facebooku, klikasz, oglądasz, wracasz na Facebooka. Obecnie jest to dla mnie rytuał równy oglądaniu seriali – robię sobie jedzonko (czasem nawet wspomniany tydzień temu popcorn), wyłączam powiadomienia i chłonę całym sobą. Też tak masz?

Patryk: Mam tak samo jak Ty! Najczęściej kilka razy dziennie – do śniadania, obiadu czy kolacji. Mam tę przewagę, że pracuję z domu, więc robienie takich kilkuminutowych przerw jest dużo łatwiejsze. Może lepiej byłoby poczytać książkę, ale jednak to mnie bardziej odpręża, poza tym po prostu lubię tych twórców, więc czemu nie. Nie wyobrażam sobie czekać na nowy odcinek jakiegokolwiek programu w telewizji (nie mówię o serialach czy filmach), a tu proszę. YouTube zmienił zupełnie rozrywkę, ale mówię tu oczywiście nie tylko o “heheszkach”. Wartościowych kanałów jest cała masa. Tylko tej fascynacji gejmerami nie potrafię do końca zrozumieć :)

Maciek: Bo nigdy nie byłeś zapalonym graczem, nie to co ja. Dlatego ja rozumiem fenomen, aczkolwiek liczby są rzeczywiście ogromne. Ale wiesz, ja kiedyś sam chodziłem do przyjaciela z sąsiedztwa oglądać jak gra w Maxa Payne’a i kibicowałem mu – sam nie miałem wtedy odwagi do strzelanek. Dzisiejsza młodzież ma podobnie – ogląda jak grają inni, ale nie siedząc obok, a przed ekranem komputera / telefonu. Zjawisko jest to samo, zmieniło się medium. A twórcy gamingowi komunikują się ze społecznością w taki sposób, że dla dzieciaków też są niejako “kumplami”. Zresztą branża gier jako rozrywki bardzo się zmieniła od “moich czasów”, więc zapewne stąd ta ogromna skala.

Patryk: Coś w tym jest, może gdybym był graczem… Jest też inna sprawa. Kiedyś idolem był aktor czy piosenkarz, dziś to YouTuber. Nie zdawałem sobie nawet ze skali tego zjawiska. Ale jak na Hoop Likes Festival zobaczyłem tłumy biegnące po autograf do Abstrachuje czy innych, to dopiero zrozumiałem. Znak czasów. Zresztą, dotyczy to nie tylko YouTuberów. Wystarczy spojrzeć na pozycję Maffashion czy innej Jessiki Mercedes. Z kolei Macademian Girl występuje w “Agencie” obok aktorów, sportowców i innych celebrytów. Dziś są po prostu na równi z nimi, a może i wyżej. Kto by się spodziewał?

Maciek: Ja nie, byłem za młody, by, mimo imienia, bawić się we wróżbitę. To, czego jednak brakuje nadal na YouTube, to więcej solidnej wiedzy podanej w ciekawy sposób. Jest tego dużo, ale nie na każdy temat i nie w odpowiedniej jakości. Wydaje mi się jednak, że to kwestia czasu. Pozostaje jednak pytanie: jak poradzi sobie YouTube wobec wideo ofensywy Facebooka?

Patryk: Facebook robi wiele, żeby wszystko zatrzymać u siebie. I bardzo dobrze, niech rywalizują. Nie wydaję mi się, by jakiś twórca zdecydował się na tworzenie wideo tylko i wyłącznie na Fb. Zwyczajnie mu się to nie opłaca. Pewnie do czasu. W każdym razie bardzo bym chciał, żeby YouTube mocniej poszedł w stronę VOD. Zresztą zupełnie przypadkowo ostatnio znaleźliśmy zalążek tego – to był dostęp do Godzilli czy coś takiego? Wydaje mi się, że to może być w przyszłości mega siła.

Maciek: Cóż, VOD na YouTube istnieje, ale… u nas nie za bardzo. Pewnie będą dążyć do tego by ich medium stało się hubem wszelkiego wideo oglądanego przez użytkowników, ale to raczej nie nastąpi. Jestem za to wielce ciekaw RedTube. Tfu, miałem na myśli YouTube Red, czyli platformę z treściami wideo, za które musimy płacić miesięczny abonament. Twórcy już teraz mogą chować się za tym “paywallem”, choć wielu sukcesów w tym obszarze jeszcze nie było. Zresztą, o czym tu mówić, Red nie jest nawet w Polsce dostępny.

Patryk: No właśnie, to nie istnieje, tamto nie istnieje. Szkoda, że jesteśmy traktowani po macoszemu. Ja bym sobie życzył, żeby YouTube został takim filmowo-serialowym Netflixem, ale z grubą ofertą. Np. stream filmu 2-3 miesiące po premierze za jakąś rozsądną kwotę. To by było coś. W ogóle denerwuje mnie to, że w dobie streamu w mega dobrej jakości (patrz Netflix czy nawet polskie VOD), ciągle na nowe filmy trzeba czekać miesiącami. Czy ktoś jeszcze kupuje DVD? Nie zdążę zobaczyć czegoś w kinie, czekam powiedzmy miesiąc i mogę sobie obejrzeć na YouTube za równowartość biletu do kina. To by było coś, ale możemy sobie tylko pomarzyć…

Maciek: Wydaje mi się, że czas oczekiwania na filmy w drugiej dystrybucji (po kinowej) wynika jednak z innego powodu – dystrybutorzy najpierw chcą zebrać plony na całym świecie (nawet u nas jeszcze niektóre filmy trafiają do kin jakiś czas po premierze), zaś przedwczesne pojawienie się filmu w drugiej dystrybucji (Blu-Ray / DVD / VOD / cokolwiek) spowodowałoby coś innego. “Po co mam iść do kina? Za miesiąc obejrzę sobie w domu za pół ceny. Albo ściągnę z torrentów.” Ale chyba nie o tym dziś miało być…

Patryk: No tak, rozmarzyłem się. To wbiję jeszcze kij w mrowisko. Hajs na YouTube. Za duży, za mały, w sam raz? :)

Maciek: Stare, piłkarskie porzekadło głosi: jesteś wart tyle, ile ktoś jest w stanie za Ciebie zapłacić! Zresztą, ten “wielki hajs” dotyczy jedynie wąskiego grona czołowych twórców, którzy hajs robią na akcjach ze sponsorami. De facto hajs z YouTube i wyświetleń reklam przed filmem w Polsce jest mikroskopijny. Czy niektórzy zarabiają za dużo? Nie mnie oceniać, ja wszystkim dobrze życzę. Ważne, by nie wydawać na głupoty i nie dać sobie zrobić kisielu w głowie od pieniędzy. Ale kim ja jestem, by pouczać młodzież…

Patryk: No mnie zawsze śmieszy to wytykanie, albo zaglądanie do portfela. I znowu wrócę do telewizji. Tam też raczej mało nie zarabiają. A prawda jest też taka, że zarabiać trzeba umieć, czego życzę twórcom zyskującego popularność WixMag.TV.

Maciek: O właśnie, ciekawa myśl mnie naszła – duże budżety kierowane są do telewizji, coraz większe także dla twórców internetowych. Z tym, że w telewizji trzeba opłacić operatora, montażystę, dźwiękowca, producenta, scenarzystę i dziesiątki innych osób. Na YouTube jest to albo jedna osoba albo wąskie grono. Może stąd wynika też dość duży zarobek tego wąskiego grona czołowych twórców?

Patryk: Zdecydowanie tak, ale zobacz, że duża cześć twórców wideo też zatrudnia ekipę filmową. A doliczmy do tego jakieś kostiumy, scenografię, wypożyczenie sprzętu czy innego auta. I nagle ta “zawrotna jak na filmik na YouTube sumka” już taka zawrotna pewnie nie jest. Oczywiście nie zawsze.

Maciek: Tak, ale torcik i tak dzieli się na znacznie mniej części.

Patryk: No jasne. I ja się w sumie reklamodawcom nie dziwię. To znacznie lepsze niż ładowanie kasy na coraz głupsze reklamy telewizyjne, podczas których i tak większość osób wyjmuje smartfona, idzie do toalety, albo do kuchni. Zdecydowanie wolę lokowanie produktów, pod warunkiem, że jest inteligentne. Ale ci czołowi twórcy robią to już coraz lepiej. Amen.

∆∆∆KONIEC∆∆∆

A jak wy konsumujecie YouTube’a?