Zapraszam do mojej grupy na Facebooku!

Nigdy nie chciałem zakładać własnej, blogowej grupy na Facebooku. Uważałem, że to bez sensu, skoro mam już fajną społeczność wokół fanpage’a. Ale nadszedł czas i na moją grupę.

Prowadzenie i moderowanie każdej społeczności jest czasochłonne. Znajdywanie treści, ich publikowanie (w tym pomaga mi narzędzie o nazwie Buffer, o którym niebawem napiszę), reagowanie na komentarze prowadząc konto na Twitterze, dwie strony na Facebooku, Instagrama, LinkedIna pochłania masę czasu. A tego jest zawsze za mało. Nie miałem więc ochoty dokładać sobie kolejnych obowiązków. Zwłaszcza, że…

O czym moja grupa miałaby w ogóle być? Blog w ostatnim roku zorientował się najmocniej na film, seriale, w niewielkim stopniu też muzykę. Sęk w tym, że facebookowych grup o filmach czy serialach jest już multum. Z grupami pokroju Sfilmofani czy Na Gałęzi wręcz nie da się rywalizować, bo są doskonałe. Czy Internet potrzebuje kolejnej grupy wokół tych zagadnień? Moim zdaniem nie.

Kolejny powód – zmiany na Facebooku. To coś, co powinno mnie wręcz zmusić do zakładania własnej grupy, bo serwis Marka Zuckerberga bardzo mocno promuje teraz treści z grup w news feedzie. Sęk w tym, że ja nie bloguję dla zasięgów, choć to miła wypadkowa wkładanej w to przeze mnie pracy. Ale na pewnonie priorytet.

Bardzo długo więc wzbraniałem się przed tym ruchem, aż pewnego dnia mnie oświeciło. Po przygotowaniu dwóch bardzo obszernych i świetnych zestawień z najlepszą muzyką 2017 roku oraz najlepszymi albumami techno 2017 roku poczułem spełnienie. Spełnienie wykonania dobrej roboty przez cały poprzedni rok – bieżącego śledzenia nowych wydawnictw oraz ich katalogowania. Spełnienie doprowadziło mnie do tego, że niemal z miejsca zacząłem pracować nad materiałem na rok 2018. Sęk w tym, że…

Sposób, w którym poszukuję muzyki jest nieco ograniczony, a najlepszym sposobem na jej odkrywanie, który w moim życiu sprawdził się najlepiej są – LUDZIE.

I wtedy właśnie mnie natchnęło – chciałbym stworzyć społeczność skoncentrowaną wokół muzyki, która pozwoli mnie oraz innym członkom tej grupy poszerzać muzyczne horyzonty. W dobie algorytmów jest to zadanie nieco trudniejsze, ale z pomocą świetnej społeczności wykonalne.

Dlatego założyłem grupę Wirusy Trojana, w której będziemy rozmawiać o muzyce.

Dlaczego nazwa nie ma nic wspólnego z muzyką? Trochę tak jak z blogiem. Troyann na przestrzeni pięciu lat ewoluował tematycznie, co zakładałem od samego początku. Nazwa niezwiązana z żadnym tematem daje mi swobodę dokonania podobnej ewolucji jeśli zajdzie kiedyś taka potrzeba. Poza tym, od dawna wiedziałem, że jeśli już jakąś grupę założę to nazwę ją właśnie tak. :P

Zastanawiasz się pewnie teraz czy warto dołączyć do mojej grupy. Zmuszać nie będę. Mogę jednak zachęcić, jeśli lubisz muzykę. Jaką muzykę? Nie mam zamiaru nikogo tutaj ograniczać. Chciałbym poszerzać wasze horyzonty o moje ulubione gatunki (nie tylko techno, wbrew pozorom), ale chłonąć inspiracje od was, otworzyć się na coś nowego. Pośmiać się z memów o Radiohead. Porozmawiać o festiwalach. Zaprosić na koncert.

Wirusy Troyanna nie będą grupą poświęconą jednemu zespołowi (takich grup jest masa), ani jednemu gatunkowi muzycznemu (tych jest również multum). Chcę stworzyć fajne miejsce z kulturalnymi, pełnymi szacunku dyskusjami. Gdzie nie nabijamy się z tego, że ktoś słucha reggae (ok, no może czasem trochę). Gdzie nie wyszydzamy kogoś za linkowanie do disco polo. Gdzie dajemy sobie szansę odkryć coś nowego. Wyjście poza strefę muzycznego komfortu.

Jeśli czujecie, że chcielibyście takie miejsce ze mną współtworzyć to zapraszam do Wirusów Troyanna. :)