Złap je wszystkie – recenzja filmu „Pokemon: Detektyw Pikachu”

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że na film o Pokemon będę czekać z wypiekami na twarzy to bym go wyśmiał. Ok, wypieków może nie było, ale wiązałem całkiem mocne nadzieje z „Pokemon: Detektyw Pikachu”.

Ja to miałem dziwne dzieciństwo i kiedy wszyscy znajomi z gimnazjum złapali zajawę na Pokemon, zbieranie tazosów, oglądanie animowanego serialu po szkole, ja robiłem zupełnie inne rzeczy: kopałem piłkę, grałem w Football Managera i robiłem inne, ciekawe rzeczy. W pewnym sensie, uznawałem to za okrutnie infantylną rozrywkę. Pewnie dlatego nikt mnie nie lubił. [*] W takiej sytuacji moje zainteresowanie filmem w tym uniwersum było żadne do momentu aż nie okazało się, że głosu Pikachu ma udzielić Ryan Reynolds, ajego humor pokazany w trailerach przypominał nieco Reynoldsa z roli Deadpoola.

Cała historia „Detektywa Pikachu” rozgrywa się w świecie, w którym Pokemony egzystują na równych prawach z ludźmi, co jest fajnie zaprezentowane na drugim i trzecim planie filmu. A to jakieś Pokemony kierują ruchem ulicznym, bo na środku drogi zasnął Snorlax, a to inne rasy towarzyszą ludziom w codziennych sytuacjach. Świat wygląda naprawdę fajnie i jest dobrze zaprezentowany, dzięki czemu szybko możemy w niego uwierzyć i złapać całą konwencję. W tym świecie poznajemy głównego bohatera – Tima. Jest nieco oderwany od rzeczywistości, nie przepada za Pokemonami, ma ku temu swoje powody, a do tego w wypadku ginie jego ojciec. Wszystko zaczyna się zmieniać, kiedy napotyka Pikachu, z którym potrafi rozmawiać, co jest ewenementem.

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, bo mimo wszystko film ten jest w dużej mierze skierowany do młodszych odbiorców, co ciekawie kontrastuje z poczuciem humoru Pikachu. Nie jest ono wulgarne, ale często zbliża sie do granicy humoru dla dorosłych. Niestety, bardzo często twórcy posuwają historię do przodu idąc na skróty i porzucając wszelką logikę. Bohaterowie też nie mają za wiele do powiedzenia, są trochę nijacy (mimo, że mają swoje motywacje) i są bardziej elementami przypadkowych zdarzeń, które pchają całość do przodu. Sprawny balans pomiędzy kinem dla dzieci, a filmem dla starszych odbiorców zaciera się w ostatnim akcie filmu, który momentami jest aż zbyt infantylny. A zwroty akcji są tak przewidywalne, że zupełnie nie szokują.

Niemniej jednak, otrzymujemy spójny, ciekawy i ładnie zaprezentowany świat oraz niezbyt irytujących bohaterów, którym pewne głupie zachowania można wybaczyć. Duża w tym zasługa naprawdę dobrej gry Justice’a Smitha (to nie jest syn Willa Smitha jakby co), który wypada wiarygodnie wokół wielu postaci stworzonych w CGI. Cudownie, operując jedynie głosem, wypada także Ryan Reynolds i czuć, a właściwie słychać swego rodzaju chemię bijącą od tego duetu.

Docenić warto także same projekty Pokemonów, które mimo trzymania się swojej oryginalnej stylistyki wypadają naprawdę nieźle i realistycznie w swoim świecie. Fajnie, że niektóre z nich są futerkowe (Psyduck jest rewelacyjny), a każde stworzonko wygląda na naprawdę żywe i mające duszę.

Przez większą część seansu byłem naprawdę pod wrażeniem tego, że ten film dostarcza mi naprawdę solidnej, choć niezbyt wybitnej, rozrywki. Niestety, dobre wrażenie całkowicie zatarł właśnie zbyt infantylny finał i obranie drogi na skróty przy rozwiązywaniu problemów bohaterów. Domyślam się, że to musiało być zrozumiałe dla młodszych odbiorców, ale jest to zwyczajny brak konsekwencji, kiedy wcześniejsze części produkcji umiejętnie lawirowały na granicy nieco bardziej stonowanego filmu. Nie oznacza to jednak, że film jest odrzucający, to kawał naprawdę miłej, choć prostej rozrywki.