Większość maili można olać

medium_10135243453

Gdy byłem na urlopie wyłączyłem powiadomienia z maila. Bo to rzecz wymagająca więcej naszej uwagi niż lajki na Instagramie, a chciałem się od tego odciąć.

Niemniej jednak, raz dziennie odpalałem komputer i sprawdzałem pocztę. Oprócz tej służbowej, bo gdybym zobaczył kolejne fajne briefy to pewnie nie dałyby mi spokoju i zacząłbym pracować. ;)

Gdy każdego dnia rano (czyli koło południa) sprawdzałem maila, czekało na mnie jakieś… 20 maili. Niby niewiele, lecz… Praktycznie każdy od razu usuwałem. Miałem tam spam od e-commerce’ów, jakieś hipersuper nowości z branży od usług, z których korzystam, parę blogowych newsletterów i… Tak w sumie to nic ciekawego tam nie znalazłem. Delete, delete, delete… Oznacz do przeczytania na później… Żadnego maila od znajomego. :< No tak, jest Messenger.

Z mailami jest tak, że wszędzie zapisujemy się na newslettery, a potem jesteśmy zasypywani spamem. Ja od dawna dość ostrożnie rozdaję swoje maile wszelkim firmom i staram się na bieżąco usuwać to, co mnie nie interesuje. I w sumie nie ma z tym wielkiego dramatu, przynajmniej u mnie.

Dopiero jednak wyjazd na urlop i takie podejście do maili uświadomiło mi, że dla takich spamów nie można mieć litości. Bo dostajemy tam w większości rzeczy niepotrzebne. Wiem, sam niedawno odpaliłem newsletter, i być może podcinam sobie gałąź, lecz ja wierzę, że dobry email marketing to taki, w którym adresat maila czuje się wyróżniony spośród innych użytkowników. W taki sposób staram się traktować tych kilkadziesiąt osób, które się już zapisały na newsletter Troyanna. Czuję, że tam jest wyjątkowa grupa osób, które należy wyjątkowo traktować.

Sęk w tym, że ja dostając kolejny „spersonalizowany” spam od Allegro nie czuję się w ogóle wyróżniony. I tak samo jest z wieloma innymi markami, które subskrybowałem mailowo, bo głęboko wierzyłem, że „kiedyś się przyda”. Nie, nie przyda się. Wali mnie też kto wystąpi na tegorocznym Open’erze, zwłaszcza, że wiem to od znajomych z Facebooka. Cóż, byłem zbyt pobłażliwy dla większości marek zapisując się na ich newslettery. Od powrotu z wakacji nie mam dla nikogo litości i zamiast usuwać maila – wypisuję się z listy.

Ale możecie zapisać się do mojej! :D

PS. Zauważyłem pewną zależność, najlepsze newslettery serwują nam… Blogerzy. :) Taki Andrzej Tucholski czy Paweł Tkaczyk to liga przemistrzów w tej dziedzinie.

photo credit: Ervins Strauhmanis via photopin cc