Zakończmy nawalankę mediów

Stare/tradycyjne media VS nowe media. Telewizja i prasa VS Internet. Zasięg VS jakość. Od kilku lat obserwujemy ciekawe ruchy w świecie mediów, a wielu stara się określać to konfliktem. A dla mnie to po prostu kształtowanie nowych realiów.

Internet zmienił bardzo dużo. Jest szybciej, intensywniej, liczba komunikatów rośnie. Ciężko nam się w tym odnaleźć. A jeszcze trudniej mediom określanym jako „tradycyjne”. Początkowo bagatelizowały one nowe kanały komunikacji, by teraz pod naciskiem zarobku się go uczyć. Podział mediów na tradycyjne i nowe jest tak naprawdę bez sensu.

Owszem, nie wszystkie media tradycyjne się jeszcze dostosowały do nowych realiów, do tempa wymiany informacji w Internecie, ale najlepsi gracze już tam są i robią to dobrze. Stacje newsowe są aktywne tam, gdzie newsy pojawiają się najszybciej – na Twitterze. Ba, dla mnie doskonałym przykładem adaptacji tradycyjnych mediów w nowej rzeczywistości są niedawne zmiany na Snapchacie – Discover. To dla tej funkcji postanowiłem zrobić trzecie podejście do tej społecznościówki i wiecie co? Uległem. Można znaleźć tam świetne informacje ze świata na kanale CNN oraz niesamowite dokumenty Vice’a.

To duży dowód na to, że starsze media – telewizje, prasa, radio – nie muszą toczyć walki z nowym, czyli Internetem. Wojna mediów, jak każda inna, jest czymś złym, ale ludzie lubią historie konfliktów, dobra i zła. Ale obecnie rynek mediów to nie wojna czarnego i białego, ale mieszanie się tych dwóch kolorów w różnych odmianach szarości. W końcu, media mają jeden cel – dotrzeć z komunikatem do odbiorcy.

Nowe media miały być też remedium na „zepsucie” starego. Bzdura. Zresztą nie wszystko jest zepsute, skomercjalizowane i ogólnie złe. Możemy się śmiać, że „Male Men” nie potrafi sobie poradzić z tekstem i kopiuje blogera, ale blogerzy (jest to jeden z elementów tych „nowych mediów”) też swoje za uszami mają. Nie wszyscy tworzą unikalne, wysokiej jakości treści. Ba, to nadal mniejszość, ale najlepsi działają na wysokim poziomie: zatrudniają korektę, są ekspertami w swoich dziedzinach czy kupują zdjęcia do tekstów. Czyli ponoszą koszty tworzenia swoich treści. I tu również upodabniają się do mediów tradycyjnych.

Stare i nowe media nadal wiele dzieli, ale coraz więcej łączy, dlatego stawianie ich na dwóch przeciwległych biegunach nie ma sensu. Rynek mediów się zmienia, idzie za swoimi odbiorcami, obniża próg wejścia, ale też podnosi poprzeczkę coraz wyżej (co się nieco kłóci z podążaniem za odbiorcami…). Ludzie lubią oglądać walkę starego z nowym, media więc taki obraz im serwują, choć żadnej rewolucji nie ma. To po prostu bardzo ciekawa ewolucja.

Oczywiście, konflikt i nienawiść sprzedają się w mediach znacznie lepiej niż historie o adaptacji pewnych nawyków po obu stronach. Śmieszne jest za to, przykładowo, hejtowanie telewizji, by po paru tygodniach wystąpić w telewizji śniadaniowej. Można wytykać błędy, wzajemnie się edukować, przyjmować dobre wzorce, ale hejt, szydera i przekleństwa nie zakończą tej bezsensownej nawalanki. Ale będą się lepiej klikać…