Czy „Civil War” to najlepszy film MCU?

Po niezbyt udanym (ależ to dyplomatyczne określenie) starciu bohaterów ze stajni DC Comics nadszedł czas na bardzo podobną produkcję od Marvela.

Wielu krytyków rozpisywało się o najlepszym filmie osadzonym w Marvel Cinematic Universe czy wręcz redefinicji tego jak kino superbohaterskie powinno wyglądać. I choć wydają się to być opinie mocno przesadzone (gatunek dopiero co zredefiniował dekadę temu Christpher Nolan w „Batman: Początek”, jednak napływające zza oceanu recenzje rozpalały we mnie wielkie oczekiwania. O tym zresztą rozmawialiśmy przed tygodniem u Patryka.

Każdy z nas miał nieco obaw, ja się bałem choćby kiepskiego zbilansowania postaci w filmie, a także „bezpieczeństwa” braci Russo. Ich „Zimowy Żołnierz” był świetny, bo w przeciwieństwie do „Avengersów” znacznie mroczniejszy, niepokojący i mniej pastelowy. „Wojna Bohaterów” to jednak niejako „Avengers 2.5”, czy więc udało się to wszystko ze sobą pogodzić?

568afb66c1127

Sprawdźcie naszą dyskusję. Dzisiaj postanowiliśmy ją podzielić na dwie części. Najpierw bezpieczna, ale konkretna gadka o filmie bez spoilerowania, a potem… Jazda bez trzymanki i zahamowań odnośnie fabuły filmu. Spokojnie jednak, jeśli nie widziałeś jeszcze „Civil War” i nie chcesz poznać wydarzeń z filmu dostaniesz ostrzeżenie w odpowiednim momencie. :)

∆∆∆

Patryk: Jestem bardzo, bardzo, bardzo zadowolony. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że spełnili moje oczekiwania. Właściwie w “Civil War” było wszystko, czego oczekuję od ekranizacji komiksu. A jak Twoja ocena?

Maciek: Wychodząc z kina miałem dwa mieszane uczucia: podręcznikowo zrealizowany film oraz… czegoś mi tu brakuje. Czego? Sam nie wiem, jednak filmy z Marvel Cinematic Universe traktuję bardziej jak kolejne odcinki serialu, niż pełnoprawne samodzielne produkcje i właśnie typowego dla seriali cliffhangera mi zabrakło. Nie chcę spoilować fabuły, więc jeszcze nie podam co mogliby dodać, ale mimo wszystko – film tak dobry, że chyba pójdę na niego drugi raz.

Patryk: Na dzień dzisiejszy (dwa dni po seansie) to dla mnie chyba najlepsza ekranizacja komiksu spod znaku Marvela. Wszystko jest tu idealnie wyważone, co wcale nie było takie oczywiste biorąc pod uwagę mnogość wątków i postaci. Czy czegoś zabrakło? O tym może niżej, gdy jedziemy bez trzymanki i trochę Wam pospoilerujemy.

56cb6dc1bae11

Maciek: To czego się obawiałem – brak balansu w scenariuszu i umiejętnego podziału czasu filmowego pomiędzy szerokie grono bohaterów – się nie sprawdziło. Stare mordy są dopieszczone, nowe wprowadzone bardzo umiejętnie. Świetnie też wypadła realizacja. Bohaterowie biją się między sobą, więc zbyt wielu bolesnych dla oczu efektów nie ma. Nie jest efekciarsko, jest bardzo dobrze, a sekwencje walki bez zbyt wielu wybuchów, za to z genialną choreografią. MIODZIO.

Patryk: Ja z kolei w pewnym sensie traktowałem trzecią część “Kapitana Ameryki”, jako kolejną odsłonę “Avengersów”. Tak na wszelki wypadek. I choć większość znanych bohaterów z tej serii zobaczyliśmy, to jednak faktycznie był to film z Kapitanem w roli głównej. I fajnie, bo to bardzo ciekawa i złożona postać. Braciom Russo udało się idealnie zamknąć tę trylogię, a przy okazji otworzyć furtkę przed kolejnymi częściami Avenegrsów. Tylko czemu musimy na nie tak długo czekać?!

Maciek: Nudzić się nie będziemy w kolejnych miesiącach, to na pewno. A przy tylu nowych postaciach najbardziej chyba doczekać nie mogę się Black Panther. Ten gość, zarówno jako T’Chala, jak i gość w kostiumie jest, HEHE NIEMAL DOSŁOWNIE, czarnym koniem filmu. Wiarygodny, rozsądny, waleczny, wygląda świetnie, brzmi świetnie. Dla mnie wypada znacznie lepiej niż Spider-Man. Jasne, to najlepsza filmowa inkarnacja Petera Parkera, ale jednak był on głównie elementem heheszkowym w Wojnie Bohaterów.

56d4dfc9cdfd2

Patryk: Cieszę się, że wspomniałeś o nowych bohaterach, bo to kolejny mega plus. Tak jak w “Age of Ultron” wprowadzenie Visiona było takie sobie, tak przywitanie się Black Panthera i Spier-Mana z widzami było po prostu wyśmienite. Jednak uważam, ze obaj byli równoprawnymi czarnymi koniami, chociaż jeden z nich jest biały i trochę gimbazowy. I to też wyszło spoko – jak dla mnie wygrał z dwoma poprzednim odtwórcami już tymi kilku- kilkunastoma minutami, gdy go widzieliśmy na ekranie. A Black Panther? Czekam na poełnometrażówkę.

Maciek: Co warto podkreślić, zanim przejdziemy do spoilerów, film jest utrzymany w tonacji “Zimowego Żołnierza”, nie “Avengersów”. Nie jest zbyt wesoło, jest bardziej poważnie. Najważniejsza jest tu historia, bohaterowie i relacje między nimi. I to aż bije z ekranu – obie strony konfliktu są tak wiarygodne w swoich przekonaniach, że ciężko opowiedzieć się po którejś ze stron. Bo pozornie różni ich polityka, ale tak naprawdę to właśnie osobiste motywacje są kluczem.

 

208719

Patryk: No wreszcie, nie trzeba patrzeć dwa razy na każde słowo. Co by tu najpierw zaspoilerować… Może wreszcie pierwszy i jeden z nielicznych minusów – spodziewałem się więcej po Zemo. Wiem, że to (jeszcze?) nie jest ten Baron Zemo, ale mimo wszystko liczyłem na coś ekstra. Ok, może najważniejszym wątkiem są jednak dylematy, konflikt Kapitana z Iron Manem etc., ale jednak przydałby się lepszy czarny charakter. Chyba, że zamysł był taki, żeby on jednak był delikatny. To ok…

Maciek: Z produkcjami Marvela jest tak, że film jest tak dobry, jak jego główny villain. Tutaj… Właściwie gra on marginalną rolę, a mimo wszystko dla mnie wypada świetnie. To nie miał być film o walce z wielkim złem spoza świata, a ze złem skrywającym się w przyjacielu… Owszem, Zemo wkładał kij w mrowisko, z tylnego siedzenia, świadomy swojej słabości, skierował na siebie herosów i… to zagrało! Postaci granej (swoją drogą nieźle) przez Daniela Bruhla nie było za wiele, ale nie miało prawa go być. To dobry ruch, zwłaszcza, że nie umiera, więc kto wie kiedy i w jakiej postaci powróci w MCU…

Patryk: Ja akurat jestem niemalże pewien, że powróci. Szczególnie po tej scenie w klatce. Ok, po części przekonuje mnie to, że nie on miał tu być najważniejszy, ale jednak zabrakło mi tego “czegoś”. Z kolei pozostałe wątki wyszły bardzo dobrze. Konflikt Kapitana z Iron Manem był głębszy i wielopoziomowy. Strasznie podobał mi się motyw, gdy już prawie się pogodzili, już miało być tak pięknie i wspaniale, aż tu nagle BENG i kolejna walka. Swoją drogą, sceny walki? Miazga!

56e1d5432695b

Maciek: Od początku było widać, że Stark głęboko wierzył, że wreszcie przekona Rogersa do zmiany zdania. Bardzo tego chciał, co wychodziło choćby w trakcie rozmów Kapitana ze Spidermanem – “Tony powiedział mi, że to powiesz i w to wierzysz”. Rogers nie miał zamiaru zmieniać zdania, dla niego Bucky był ważniejszy niż Iron Man i Avengers. I to wygrało film – pod płaszczem różnic politycznych był konflikt potężnych postaci. I nawet Stark na koniec ulega emocjom, z którymi tak silnie walczył. Tylko kurde, dlaczego nikogo nie zabili? Wtedy z kina wyszedłbym bez szczęki – zostałaby w kinie. Tego mi najmocniej zabrakło…

Patryk: Tak jest! Bez tej sceny, gdy Starkowi puściły emocje i sam chciał się zemścić na Buckym, film byłby trochę niekompletny. A tak, każdy miał swoje za paznokciami, nikt nie był tylko czarny lub tylko biały. I to mi się też bardzo podobało. A co do śmierci, jesteś okrutny! War Mashine został kaleką, chyba wystarczy… Generalnie, nie licząc Zemo, nie wiem czy czegoś mi w tym filmie tak ewidentnie brakowało…

Maciek: Mówiłeś o walkach, i owszem, zrealizowane są świetnie. Mało wybuchów, dużo świetnej koordynacji, zmiany duetów walczących ze sobą, kilka twistów i… CO ROBI ANT-MAN! Tego to się nie spodziewałem! Widać było też, że ci bohaterowie walczą  bardziej dlatego, że obiecali pomóc Tony’emu czy Steve’owi niż dlatego, że chcą się pozabijać. To była gimnazjalna potyczka w piaskownicy, choć momentami brutalna, to nikt nie chciał zrobić prawdziwej krzywdy. I wszystko skończyło się w momencie, kiedy właśnie komuś stało się coś poważniejszego. Ale to nie jest żaden przytyk, tak musiało być i wypadło doskonale. Najlepsza walka w piaskownicy jaką widziałem, choć piaskownica niemała.

56e1d94ba4355

Patryk: No nie była to walka na śmierć i życie, bardziej taki mecz towarzyski, ale na najwyższym poziomie. Ant-Man to jedno, ale drugie to bajera i umiejętności (choć nieoszlifowane) Spider-Mana. Ma chłopak potencjał! W każdym razie walka, jakkolwiek towarzyska by nie była, została zrealizowana po prostu epicko. Porównaj ją sobie choćby z przepychanką (bo walką bym tego nie nazwał) Batmana z Supermanem. No nie ma porównania. 20 minut bijatyki zleciało jak kilka sekund i choćby dla niej samej mógłbym jeszcze raz iść do kina.

Maciek: Ok, ale rozmawiamy głównie o starciu na lotnisku i tym ostatecznym, a przecież wcześniej jest ich jeszcze kilka. Najlepiej zrealizowana została chyba ta w Bukareszcie. Od świetnej sekwencji w mieszkaniu i na klatce schodowej (inspiracja niedawną sceną z “Daredevil”?), przez dach, aż po tunel. Kapitan walczący jednocześnie z Buckym i chroniący go przed antyterrorystami, to kapitalny pokaz choreografii, a nie bezsensownych wybuchów. A, i właśnie sobie przypomniałem co jeszcze mnie momentami denerwowało. Mianowicie – często zbyt szybkie i chaotyczne cięcia. Zdarzało się, że nie mogłem się w tym wszystkim połapać, a oczy nie nadążały za akcją. Często w kinie akcji jest to metoda na ratowanie kiepsko zrealizowanych scen, ale tutaj takich nie było, więc szkoda, że tak postanowiono to zmontować…

Patryk: A mi się to właśnie podobało, dla mnie dodawało dynamiki. Np. we wspomnianym “Daredevil” sceny są momentami trochę przeciągnięte. A jak już jesteśmy przy serialu Netflixa, to ta scena w Bukareszcie zdecydowanie była inspiraca, chociaż nie wyszło im to tak dobrze. Ale nic nie szkodzi, naprawili innymi efektami. To co, warto było czekać i przemęczyć się na “Batman v Superman”, żeby zobaczyć jak powinien wyglądać PRAWDZIWY konflikt?

56e1de527f85d

Maciek: Konflikt, w którym nikt nie chciał się zabić jak w “Świcie Sprawiedliwości”, a który wypadł znacznie lepiej. Był lepiej umotywowany. Wierzyło się w to. Ale wiesz co mnie rozwaliło najmocniej? To, że wszystko sprowadziło się do tego samego, co i w produkcji DC. Wzmianka o rodzicach i wszystko gwałtownie się zmieniło. Kiedy wszyscy na sali kinowej przeżyli szok, ja się jedynie pod nosem zaśmiałem. Tak wiele podobieństw pomiędzy tymi dwoma produkcjami…

Patryk: Wydaje mi się tylko, że ten motyw z Kapitana był “bardziej prawdziwy” i chyba oparty na komiksie. W “Świcie” to było zupełnie z.. dupy.

Maciek: Ok, wymieńmy sobie podobieństwa:

  • Pojedynek znanych i lubianych bohaterów
  • Wprowadzenie nowych postaci do uniwersum
  • #TWOJASTARA
  • Kontrola superbohaterów przez rząd

Główne wątki są niemal identyczne! Za to ich realizacja, to już różnica lat świetlnych.

56e1dee62fcc2

Patryk: To bez dwóch zdań, miałem na myśli tylko motyw z rodzicami, który w “Civil War” jest rozwijany właściwie od samego początku. I choć to jest motyw znany również ze “Świtu Sprawiedliwości”, to przecież jest to zupełnie przypadkowa zbierzność. A po drugie motyw rodziców, ich morderstw, przeszłości etc. jest w komiksach tak częsty, że w sumie w tej rywalizacji DC z Marvelem było po prostu nieuniknione.

Maciek: Wiadomo, oba filmy powstawały równolegle. Ciekaw jestem jak zareagowali bracia Russo w trakcie seansu “BvS”, gdy okazało się, że “Martha” wszystko zmienia. Pewnie na siebie wymownie spojrzeli. Chciałbym to zobaczyć. Na pewno jednak mogą sobie przybić piątkę, bo zrealizowali jeden z najlepszych filmów w MCU i rozpoczęli trzecią fazę tego uniwersum w naprawdę niezłym stylu. No i zastajemy dość ciekawe status quo po zakończeniu filmu. Teraz jedynie trzeba poczekać na Thanosa…

56e1e070099aa

Patryk: Fajnie, że Thanos już się pojawił wcześniej, więc mamy namiastkę tego, co będzie dalej. Chociaż mogli coś w sumie zdradzić. Na koniec jeszcze jedno – poczucie humoru. To także idealnie udało im się zbalansować. I nie chodzi mi tu tylko o Spider-Mana, ale całą masę odpowiednio umiejscowionych zabawnych gagów, jak choćby nazwanie w protokole CIA konstiumu-zbroi Falcona “strojem ptaka”. W końcu to Marvel, tu można się czasem pośmiać!

Maciek: Czasem, by było śmiesznie nie trzeba nic mówić. Wystarczy wsadzić Falcona i Bucky’ego do jednego samochodu. Tak, humor był wyważony i nie tak drętwy jak w “Czasie Ultrona”. Reasumując – tyle się działo, każda scena miała ręce i nogi, nie było wsadzania niczego na siłę, momentami było ciężko nadążyć za wszysytkim, więc chętnie pójdę drugi raz do kina. Teraz cierpliwości, Doktor Dziwago dopiero w listopadzie…

OCENA


Maciek:
8/ 10


Patryk:
8 / 10


PLUSY I MINUSY


Maciek:

+ Wiarygodny konflikt, relacje między bohaterami

+ Doskonały balans pomiędzy postaciami

+ Dobra realizacja, CGI nie kłuje w oczy

– Momentami drętwe dialogi

– Momentami za szybki montaż

– To tylko momenty :)


Patryk:

+ Świetnie napisana historia.

+ Sceny walki.

+ Nowi bohaterowie.

– Mimo wszystko Zemo.

– Nie wiemy co dalej w Avengersach!