W życiu czasem nie ma złotych środków – recenzja 5. sezonu „Bojack Horseman”

Po odkryciu serialu „BoJack Horseman” nic nie jest takie samo. To jedno z najlepszych doświadczeń telewizyjnych, które z widzem pozostaje na długo. I nawet lekko rozczarowujący czwarty sezon nie był w stanie tego zmienić. Jak sobie radzi sezon piąty?

W mojej ocenie, to obok trzeciego, najmocniejszy sezon całego serialu. Nie tylko potrafi zaoferować wszystko to, co najlepsze ze znanego już widzom świata, ale i świetnie uzupełnia go o wiele nowych elementów. Czwarty sezon stanowił dogłębną podróż wgłąb duszy i przeszłości tytułowego bohatera, jednak nie potrafił dorównać emocjonalnie do poprzednich serii. Piąty nadrabia to wszystko z nawiązką.

Bo to już nie tylko serial pełen moralnych rozterek postaci ogarniętej głęboką depresją i problemami z samym sobą, uzupełniony niesamowicie błyskotliwymi gagami i żartami. W najnowszym sezonie BoJack oddaje dużo czasu antenowego swoim przyjaciołom. Twórcy słusznie uznali, że nie ma sensu w kółko wałkować wątku dawnej gwiazdy Hollywoo, która próbuje znaleźć dla siebie miejsce w obecnych, nieprzyjaznych czasach. Teraz więcej uwagi poświęcamy jego najbliższemu otoczeniu, wnikając w ich przeszłość i rozterki.

Wreszcie odpowiednio dużo czasu otrzymuje Princess Carolyn, która jako pracoholiczka stara się znaleźć balans pomiędzy własnymi aspiracjami rodzinnymi, a karierą. Jest w tym coś z „La La Land”, które traktowało o podobnym dualizmie. I choć każdy z nas próbowałby znaleźć złoty środek pomiędzy jednym i drugim, tak twórcy co rusz przypominają, że czasem w życiu nie ma miejsca na złote środki i trzeba wybrać pomiędzy złym, a złym rozwiązaniem.

Świetnie rozwijana jest jedna z moich ulubionych postaci, Diane Nguyen. Jesteśmy wreszcie w stanie spróbować pojąć jej życiowe aspiracje (czasem lepiej być niż mieć) w momencie, w którym rozwodzi się z Peanutbutterem. Obserwujemy jej drogę przez samotność i problemy, z którymi zmaga się kobieta po rozstaniu.

Sam Peanutbutter również mocno zyskuje w piątej serii „BoJack Horseman”. Zawsze traktowany był, no cóż, jak piesek – głupiutki, wesoły, zawsze przyniesie patyczek, który zostanie mu rzucony. Jednak w nowej serii Mr. zaczyna zdawać sobie sprawę z czego wynika jego wieczny optymizm i zaczyna w to wszystko wątpić. I choć zna swoje miejsce w szeregu, zaczyna je kwestionować.

Sam BoJack jest doskonale znanym nam bohaterem, które mało co potrafi wzruszyć (chyba, że brakuje mu narkotyków, to wtedy oleje nawet wizytę rodziny). Jest w tym sezonie piękny odcinek z pogrzebem, który o naszym ulubionym koniu mówi wszystko. 

Jednak najważniejsza zmiana jaka ma miejsce w najnowszym sezonie to znaczne wzbogacenie przez twórców technik narracji, z których korzystają. Odcinki są bardziej różnorodne, w niektórych mocno zachwiana jest chronologia wydarzeń, w innych zaś obserwujemy BoJacka stojącego w jednym miejscu i mówiącego przez 25 minut. I choć wydaje się to do bólu nudne, to odcinek ten jest obarczony niesamowicie ciężkim ładunkiem emocjonalnym. Jeden z lepszych w historii tego serialu.

Raphael Bob-Waksberg i zespół Tornante tworzący tę animację sięgają po wiele zabiegów narracyjnych, które mogą wydawać się niezrozumiałe, a sprawiają jednocześnie, że całość jest zwyczajnie ciekawsza. Z minusów piątej serii mógłbym wskazać fakt, że jedna z ukochanych przeze mnie postaci, Todd Chavez, otrzymuje trochę za mało czasu w porównaniu do innych bohaterów. Ponadto, bardzo fajnie, że twórcy „BoJacka” chcieli poruszyć temat molestowania seksualnego w świecie Hollywood i zrobili to w absolutnie piękny i zabawny sposób, który jednak nie wniósł nic do dyskusji na temat ruchu #metoo. A szkoda, bo Bob-Waksberg potrafił poważne tematy komentować w niezbyt poważny sposób i dawać tym samym wiele do myślenia, ale w tym przypadku nie za bardzo się udało.

Piąty sezon „BoJack Horseman” to jedna z lepszych rzeczy tego roku na Netflixie. Jeśli nie najlepsza. Cieszę się, że po lekkim rozczarowaniu, jakim był dla mnie sezon czwarty, najlepsza kreskówka nie tylko wraca do starej, dobrej formy, ale i jest w stanie ją urozmaicić o nowe, ciekawe elementy i poszerzyć nieco krąg zainteresowania widza o kolejnych bohaterów. Przede wszystkim jednak, to wciąż BoJack, którego kochamy. Taki, który potrafi rozbawić do łez, wzruszyć i doprowadzić do głębokich refleksji. Niech najlepszą rekomendacją będzie fakt, że cały sezon wciągnąłem w dwa wieczory.