Kiedy martwi się martwią – recenzja filmu „Mumia”

Studio Universal zamierza, na wzór innych wielkich graczy na rynku, zbudować własne kinowe uniwersum, sięgając po legendy kina. Na pierwszy ogień idzie „Mumia”, ale czy wychodzi z tego cało?

Disney ma „Gwiezdne Wojny” oraz Marvel Cinematic Universe, Warner Bros. buduje powoli DC Extanded Universe (niedawna „Wonder Woman”) oraz uniwersum potworów (wcześniej „Godzilla”, niedawno „Kong: Wyspa Czaszki”. Universal ma już doskonale zarabiającą serię „Fast & Furious” wraz z planowanymi spin-offami, ale to w realiach obecnego rynku Hollywood wciąż za mało. Stąd pomysł na zbudowanie „Dark Universe”, czyli sięgnięcia po klasyczne, przedwojenne horrory o monstrach typu Dracula, Frankenstein, Invisible Man czy Mumia właśnie.

Nie ma jeszcze większych planów na dalszy rozwój serii, ale co kilka lat otrzymywać mamy produkcje związane z tymi postaciami, które z czasem zaczną się przeplatać. Pomysł nie tyle szalony, co ryzykowny. Dlatego też do głównych ról zaangażowani mają być uznani współcześni aktorzy (to zawsze przyciąga widzów na sale kinowe): Jonny Depp, Russel Crowe, Tom Cruise, Javier Bardem.

Mroczna ekipa Dark Universe

Potworek numer jeden

Ostatnio do kin trafiła pierwsza produkcja, czyli „Mumia”. No i ten, no, wychodząc z kina byłem tak zażenowany, że nawet postanowiłem nie dotykać się tego tematu na blogu, jednak byłbym wtedy mocno nie fair, więc cóż. Postaram się w skrócie opisać problemy tego filmu. Naprawdę szkoda czasu na pisanie o tym filmie.

Universal tak bardzo chce budować całe uniwersum, że otrzymujemy nawet specjalną planszę na początku filmu: DARK UNIVERSE. Już to było dość podejrzane. Jasne, „Mumia” od początku zapowiadało się strasznie infantylnie i niepoważnie, jednak i w tego typu produkcjach na niskim poziomie można się nieźle bawić, znaleźć jakieś pozytywne aspekty produkcji. Niestety ten film nie był w stanie mi dostarczyć choćby krzty dobrej rozrywki. Najczęściej wywoływał uśmiech politowania lub pożałowania.

To chyba reakcja obu panów po seansie „Mumii”

Tom Cruise is the new Jonny Depp

Film wygląda jakby chciał połączyć to, co najlepsze w kinie przygodowym, horrorach i fantastyce, lecz robi to tak nieudolnie, że ciężko jakikolwiek z tych elementów potraktować poważnie. Nasz główny bohater, grany przez Cruise’a jest naprawdę tępym miłośnikiem przygód, bez wyobraźni i poczucia humoru i jakiejkolwiek sensownie uzasadnionej motywacji. Trochę smutno patrzeć jak jeden z podziwianych przeze mnie aktorów zaczyna wkraczać na drogę Jonny’ego Deppa. Jego bohater jest niemal kalką Jacka Sparrowa – gburowatego durnia, który działa od przypadku do przypadku. Bez żadnej motywacji. Nawet dialogi z jego udziałem żywo przypominają pirackie tekściki Sparrowa. Poniżej przykład, nieco spoilerowy, ale i tak nie powinniście iść na ten film do kina, więc nie zepsuję wam tej wątpliwej zasady:

– Dziękuję, że uratowałeś mi życie!
– Ja?
– Tak! Oddałeś mi jedyny spadochron w samolocie!
– Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że jest jeszcze jeden…

Ani to śmieszne, ani to dramatyczne, a tak bardzo głupkowate. Zamiast bólu brzucha ze śmiechu przyprawia o ból czoła po strzeleniu facepalmu.

Najbardziej bolą dialogi między bohaterami

Martwi się martwią

Idźmy dalej, cała fabuła jakoś nie bardzo trzyma się kupy i buduje żadnej spirali emocji. Oto prawdawna egipska księżniczka zaczyna całować napotkanych ludzi, by wyssać z nich życie i zmaterializować sobie nowe ciało, swoich poległych przeciwników zamieniając w… Zombie? Sieje spustoszenie w zupełnie innym świecie, niż ten, który poznała, ale doskonale się w nim odnajduje i wie co i jak i gdzie są tunele metra. Towarzyszka Cruise’a jest głupiutką blondyną, która ślepo i bez zastanowienia wypełnia rozkazy innych i nie ma żadnej własnej motywacji (choć w pewnym momencie się buntuje, to i tak potrzebuje pomocy mężczyzny).

Jest tajemnicza organizacja doktora Jekylla, który ma pewną przypadłość (nie zgadniecie jaką!), która uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie. Działa on w tajnej organizacji, która jest tak bardzo tajna, że nawet niewiele się o niej dowiadujemy i jest nam ona zupełnie obojętna. Czy oni są dobrzy? Czy oni są źli? W sumie z filmu to nie wynika.

Mumia zdaje się przyjmować krytykę na klatę, ale czy podobnie zrobi to studio Universal?

Czy należy już skreślać Dark Universe?

Dodajmy do tego mnóstwo średniej jakości efektów specjalnych, arcysztampową muzykę i w ogóle zaczynamy wątpić w sens reinkarnacji kolejnych postaci w ramach Dark Universe.

No i ja rozumiem, że część osób może lubić takie głupie, popcornowe kino na lato, sam też uwielbiam efekciarskie kino akcji i blockbustery, lecz wymagam od nich choćby odrobiny sensu i wzbudzania pozytywnych emocji. Tego, co tak dobrze działa choćby w przypadku serii „Szybkich i Wściekłych”. „Mumia” nawet nie próbuje wzbić się ponad akceptowalny dla mnie poziom. Powinno się ją pogrzebać, by może za kolejnych kilka tysięcy lat odkopać.

Ciekaw jestem jak chłodne przyjęcie przez krytyków oraz publikę (film może się nie zwrócić) wpłynie na Universal dalsze plany rozwoju Dark Universe przez studio. Nie widzę tego w zbyt kolorowych barwach, aczkolwiek też ciężko skreślać całą koncepcję bazując na pierwszym filmie. Wszak, nawet pierwszy „Iron Man” wybitny nie był. Ale był przynajmniej dobry. „Mumia” nie jest.

Znowu miało być krótko, a wyszło jak zawsze…