Czy warto iść do IMAXa?

large_2916390752

Kino nadal pozostaje niezwykle istotną i popularną gałęzią rozrywki. Zmieniają się formaty, zmienia się oprawa wizualna filmów, ale jedno pozostaje niezmienne – nadal chodzimy tam masowo.

I to szybko nie ulegnie zmianie. Ostatnia dekada to jednak dynamiczny rozwój technologii, które podobno miały zrewolucjonizować sposób, w jaki chłoniemy film w kinie. Chyba nie wyszło. Mowa o technologii 3D. Od jakichś pięciu lat (czyli premiery Avatara) 3D jest wpychane do (zbyt) wielu produkcji, co miało sprawić, że filmy będą lepsze. Cóż, nie są.

Pierwszy raz nie boli

3D w zwyczajnych kinach jest bardzo bolesne. Dla oczu, mózgu i sumienia. Dlatego staram się chodzić na filmy bez tej „przełomowej” technologii. Niestety, coraz więcej filmów nie oferuje tego typu seansów… Jest za to jedno kino, gdzie 3D faktycznie ma sens – IMAX.

Sieć tych kin jest w Polsce niestety niewielka, ale też i dziwić się nie można – produkcji w Polsce gotowych na wyświetlenie w tej technologii wciąż niewiele. Dlatego sam też nie chodzę tam zbyt często. Niewiele jest filmów wartych tych dodatkowych wrażeń. A są one naprawdę niezłe – wielki, szerokokątny ekran, który nawet siedząc w ostatnim rzędzie pokrywa całe pole widzenia człowieka. Dźwięk tam jest naprawdę „dolbi surałnd”, choć dla niektórych może być on ciut za głośny. Ja to lubię.

W swoim życiu IMAXa odwiedziłem zaledwie kilka razy. Pierwszy raz miał miejsce gdy jeszcze mieszkałem w Gdańsku. Tak, wiem, w Trójmieście nie ma tego kina, ale ja byłem tak zajarany premierą Dark Knight Rises, że aż pojechałem do Poznania na premierowy pokaz w IMAXie. I to w 2D. Wgniotło mnie, pierwszy raz był bardzo przyjemny. Film również, choć większość was powie, że był to słaby film. Ale fan serii Nolana mego pokroju oleje takie opinie.

Nie każdy na to zasługuje

Kolejny raz w tym kinie, już w Warszawie, miał miejsce całkiem niedawno – na Grawitacji. To był już film trójwymiarowy i był to chyba najlepszy film 3D jaki w życiu widziałem. Bo właśnie tam go obejrzałem. Zapewne w innych miejscach trzeci wymiar by tylko popsuł wrażenia. A tak, wokół mnie latały odłamki stacji kosmicznych, zaś ciężar i gęstość kosmosu wylewała się na mnie hektolitrami.

Ostatnio zaś byłem tam, znowu w 3D, na Godzilli. Uznałem, że ten film zasługuje na wyróżnienie w postaci seansu w najlepszej możliwej opcji. No i nie zawiodłem się, mroczny klimat ponownie był odczuwalny znakomicie, a ryk japońskiego potwora przy takim nagłośnieniu… Cóż, ciarki przeszywały całe me (niemałe przecież) ciało. No i wyszedłem z kina ze szczęką na ziemi. Było warto wydać więcej pieniędzy na takie emocje.

No tak, IMAX to nie jest tania zabawa. 36 złotych za seans to nie tak dawno była cena za trzy osoby. Dlatego uważam, że niewiele jest filmów, które zasługują na wyróżnienie w postaci naszej obecności w tym kinie. Należy to zarezerwować jedynie dla epickich produkcji serwujących świetne efekty specjalne i dźwiękowe. Nie chciałbym tam oglądać kolejnej produkcji Allena czy McQueena. Byłoby to marnowanie pieniędzy. Dlatego uważam, ze filmy w kinie powinno się oglądać w wersji 2D. Zaś trzeci wymiar, tylko w przypadku odpowiedniego filmu (Avengers, Transformers i takie tam), ale wtedy tylko w IMAXie.

 

photo credit: Thomas Hawk via photopin cc