Żadna praca nie hańbi, czyli #myfirst7jobs

Wszystko ma swoje konsekwencje, a każde doświadczenie jest cenne, o czym możemy się przekonać od kilku dni w zalewie postów na Facebooku związanych z #myfirst7jobs.

Idea jest taka: wymieniamy swoje pierwsze siedem prac zarobkowych / zleceń / dzieł wykonanych na początku kariery. To, co obserwuję, to jednak nie tylko sentymentalna podróż w czasie, która przynosi ciekawe wspomnienia, ale przede wszystkim wnioski, jakie ludzie wyciągają w związku z tymi pierwszymi, nierzadko dość absurdalnymi pracami. Ktoś pakował pampersy, ktoś rozdawał ulotki, ktoś zbierał owoce. Wydawać by się mogło, że nie ma to nic wspólnego z zawodami, które wykonują dziś.

Jednak poza samymi, niedorzecznymi czasem, zawodami ludzie wypisują też o wpływie na dalszy rozwój kariery. Bo wszyscy wiemy, że żadna praca nie hańbi (no, prawie…), i z każdego wykonywanego zawodu możemy nauczyć się wiele. Przeglądając posty oznaczone hashtagiem #myfirst7jobs sam zacząłem się zastanawiać nad tym co mogłem wynieść z każdego zlecenia.

I już na początku napotkałem jedną przeszkodzę – nie pamiętam wszystkich zleceń. Bo choć nie było ich wiele, a karierę zawodową zacząłem dość późno, to nie potrafiłem przypomnieć sobie wszystkich… A wyglądało to mniej więcej tak…

1. Dowożenie mleka (1997-1999)

Co prawda, zleceniodawcą była babcia, ale za każdym razem jak zlecała mi rowerowy wypad po świeże mleko od gospodarza z kaszubskiej wsi odpalała mi 2 złote, które przeznaczałem na… Zakup prasy, a konkretnie tygodnika „Auto Świat”. To był czas kiedy moją największą pasją były właśnie samochody i chciałem wiedzieć o nich jak najwięcej.

Czego się nauczyłem: pasja wymaga inwestycji i zaangażowania.

2. Dystrybucja ulotek (2006)

Na rok przed maturą, jeszcze zanim zaczęły się wakacje rozdawałem ulotki marketu Electro World kierowcom stojącym na czerwonych światłach na Złotej Karczmie w Gdańsku. Strasznie mi się to podobało, interakcja z odbiorcami była dość ograniczona, więc mogłem sobie pozwolić na nałożenie słuchawek i słuchanie Deftones. To dawało mi energetycznego kopa i radochę z pracy.

Czego się nauczyłem: słuchanie muzyki poprawia workflow.

3. Pisanie newsów do Internetu (2006-2007)

Swego czasu był w polskim Internecie twór taki jak Kicker.pl, gdzie pisało się newsy o piłce nożnej. Wciągnął mnie w to kolega z liceum i tak oto, tuż przed maturą zacząłem pisać w Internecie, a za wyrobienie celu minimum (ilość tekstów miesięcznie) była premia, jakieś kilkadziesiąt złotych.

Czego się nauczyłem: Pisać w Internecie: wszelkie podstawy prostych CMS-ów, HTML, umiejętność szukania i odsiewania informacji, tłumaczenie ze stron źródłowych (zagranicznych) za pomocą prostych tłumaczy (Google Translate chyba jeszcze nie było), podstawy tego jak działa dystrybucja treści w Internecie. Oj, dekadę temu było zupełnie inaczej. :)

4. Barman (2007-2008)

Tuż po maturze zacząłem „karierę” za barem w knajpie Sfinks. Marna fucha, bo jakieś 6 zł za godzinę, na barze byłem sam, nie mając kontaktu z klientami, a jedynie z kelnerami. Robiłem napoje, drinki, polewałem piwo, przygotowywałem desery. Napiwki były śmiesznie niskie, bo zależne były od tego ile oddadzą mi kelnerzy, a ci bywali skąpi – 20 do 50 zł dziennie. Jednak pracowaliśmy tam z niemal samymi znajomymi i ogólnie było przyjemnie. Dopóki nie odszedłem, bo nie dostałem urlopu na Open’era. :) A rok później to samo, tyle, że z Coke Live Festival. Za odłożone przez cały sezon 2008 pieniądze miałem sobie kupić perkusję, ale skończyło się na… iPhone 3G. :)

Czego się nauczyłem: Najbardziej chyba zarządzania procesami / logistyką zadań. Jeśli ekspres robi kawę w 20 sekund, to w międzyczasie mogę polać piwo, przygotować coś jeszcze, piwa w beczce starczy mi jeszcze na chwilę, gdy pójdę do piwnicy zmienić beczkę to od razu wezmę bitą śmietanę… Musiałem optymalizować wszystkie procesy, bo roboty na ASAP było od groma.

5. Praca w komisji wyborczej (2007)

To był okres kiedy zaczynałem studia politologiczne, a więc interesując się tematem… Zaciągnąłem się do Platformy Obywatelskiej, by z bliska podglądać prace nad kampanią wyborczą. Pomagałem wówczas Agnieszce Pomaskiej, ale to była głównie praca charytatywna, jednak z ramienia PO zostałem oddelegowany do komisji wyborczej. Całonocna katorga i użeranie się z często nadpobudliwymi osobami.

Czego się nauczyłem: Pracy nocą. Tak, moja zmiana zaczynała się około godziny 16, głosowanie do 20, lub 21, a potem liczenie głosów aż do 5 rano… I na uczelnię na 8 rano. :)

6. DJ (2010-2015)

Marzyliśmy z Patrykiem o robieniu imprez zupełnie tego nie potrafiąc. Na pierwsza imprezę z cyklu Shadowplay! szedłem nie potrafiąc obsługiwać sprzętu. Obroniła nas jednak unikalna na trójmiejską skalę selekcja muzyki i położenie nacisku na wizualizacje. Ta piękna przygoda trwała parę lat, trochę kraju się zjeździło, aż w końcu dopadło nas dorosłe życie. Ale kusi, by do tego wrócić…

Czego się nauczyłem: Grać (z czasem, choć mój skill jest śmieszny w porównaniu do profesjonalistów), prowadzić promocję w mediach społecznościowych, pić (długodystansowo) i wielu innych, drobnych umiejętności…

7. Dziennikarz (2010-2011)

Moja pierwsza praca z prawdziwego zdarzenia, stała, wciąż uważam to za początek mojej kariery zawodowej. Wojtek Kozak (<3) przygarnął mnie rok wcześniej na studenckie praktyki (te zaczęły się od tego, że musiałem założyć Facebooka, by nabijać punkty na farmie naczelnego…), a potem szukając do pracy redaktora postawił na mnie, osobę, która znała specyfikę pracy redakcji portalu Moje Miasto Trójmiasto, ich autorski CMS. Pięknie wspominam te czasy, kiedy (znowu) mogliśmy z Patrykiem pracować razem. Wspaniała redakcja (tuż nad Motławą), świetni ludzie (Aneta, Oliwia, Wojtek, Michał, Łukasz <3) i błyskawiczny rozwój.

Czego się nauczyłem: Pisać newsowo, robić reportaże na tematy nie do końca dla mnie przyjemne, pracować z kamerą, montować pierwsze materiały filmowe, doszukiwać się prawdy, analizować rzeczywistość wokół, trwać w wiecznej ciekawości, prowadzić wywiady. A to pewnie tylko część tego, co mi dała ta praca. Rok później trafiłem już w ramach grupy Media Regionalne do prowadzenia marketingu w mediach społecznościowych, więc i podstaw social media się chyba nieźle nauczyłem…

Jak widać, każda praca daje wiele doświadczeń i wiedzy, którą można potem przenieść w inne obszary rozwoju. Dopiero pisząc ten tekst zorientowałem się, że układam sobie zadania w pacy biurowej tak, by każdy proces zoptymalizować, czego nauczyłem się za barem. Idąc do toalety od razu idę zrobić sobie kawę – po co dwa razy ruszać się z biurka? Wszystko więc ma, czasem nawet drobny, wpływ na nasz rozwój. Jako pracownika i jako człowieka. A ciebie która praca nauczyła najwięcej?