Jesteś wydawcą lub blogerem? Zadbaj o tą jedną rzecz
Z Internetu korzysta już niemal każdy, lecz, jak się okazuje, nie każdy potrafi z niego korzystać właściwie.
Z Internetu korzysta już niemal każdy, lecz, jak się okazuje, nie każdy potrafi z niego korzystać właściwie.
Wielokrotnie pewnie słyszałeś stwierdzenie, że „najlepsze scenariusze pisze życie”.
Lubisz spoilery? Ja nie znoszę. Dlatego też staram się większość swoich filmowych recenzji pozbawiać większości z nich, choć często jest to niełatwe zadanie. Sęk w tym, że dzisiaj ciężko ich uniknąć.
Jeśli czytasz tego bloga regularnie, to wiesz, że od paru miesięcy coraz częściej piszę o kinie. Nie jestem w sumie wymagającym widzem. Kocham popcorn, wybuchy i ogólnie komercję. Są jednak czasem filmy, które uderzają we mnie mocniej.
Żyjemy w dobie personalizacji.
Ze wszystkich jesiennych premier filmowych jedną z najmocniej wyczekiwanych przeze mnie był „Steve Jobs”. Nie tylko dlatego, że postać założyciela Apple mnie fascynuje, a wielu uważa mnie za fanboya firmy z Cupertino.
Dawniej recenzje premier filmowych publikowane w prasie były nam bardzo potrzebne, ale dziś chyba całkowicie zmieniła się rola opinii, z którymi się stykamy.
W ciągu ostatnich kilku lat ciekawe zmiany zaszły na rynku telewizorów. Z ekranu, który służył do oglądania telewizji stał się po prostu największym ekranem w naszych domach.
„Najsłabszy z Bondów.” „Słaby film.” „Bolesne rozczarowanie”. Od kilku dni widzę jak znajomi oceniają najnowszą odsłonę przygód agenta 007 i jest to festiwal rozczarowania.
Ten rok zleciał jak z bicza strzelił. Czyli szybko. Poświęciłem na granie setki godzin, a i tak ukończyłem zbyt mało tytułów niż bym chciał. Dziś podsumuję w paru zdaniach moją decyzję o zakupie PlayStation 4 po dwunastu miesiącach.