Coś jest ze mną nie tak!

W ostatnie dwa miesiące w moim życiu zaczęło się sporo zmieniać. Na lepsze, co mnie bardzo cieszy. Ale jednocześnie, bardzo mnie to dziwi. Dlaczego? Bo w ogóle tego nie planowałem.

Dwa miesiące temu udało mi się przeprowadzić do fajnej kawalerki, nadal blisko centrum Warszawy, dzięki czemu do pracy wciąż mam całkiem blisko. Jednocześnie mam bliżej na ukochany Żoliborz, do ulubionych knajp i spokojniejsze rejony. No i ósme piętro, za oknem maluje mi się świetny widok. Wychylając się lekko za nie mogę dostrzec Pałac Kultury.

Gdy dwa i pół roku temu zamieniałem Gdańsk na Warszawę, wymarzyłem sobie, że kiedyś zamieszkam tu w wysokim budynku z widokiem na Pałac Kultury i inne wysokościowce. Co prawda, miałem na myśli słynny „Żagiel”, czyli apartamentowiec Złota 44. Tak doskonale jeszcze nie jest, ale i tak – widok z okna na panoramę miasta. Wow.

Po raz kolejny – YOLO

Przeprowadzka, jaką sobie zaplanowałem, wiązała się z dużym ryzykiem. No bo takie mieszkanie jest znacznie droższe niż poprzednie, a ja w tym samym czasie straciłem jedno z dodatkowych, dochodowych zleceń. Ale zaryzykowałem i jakoś się udaje. Może nie stać mnie już na zakup konsoli i nowego iPhone’a miesiąc po miesiącu, może nie jadam burgerów, nie szaleję z wydatkami, ale narzekać nie mogę. Część dziury budżetowej udaje mi się łatać blogiem.

W te dwa miesiące zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, niekontrolowanego. Zacząłem próbować nie przepracowywać się w domu (choć nadal się to często zdarza). Nowe, wygodne, łóżko sprawiło, że zacząłem też mocniej doceniać sen. I poświęcać na niego więcej czasu: zamiast 5-6 godzin ostatnio udaje mi się spędzać w snach jakieś 7 godzin. Nie zawsze, ale częściej niż kiedyś.

#omnom

Ponadto, nie udało mi się jeszcze sprawić zasłon czy żaluzji, przez co każdego ranka (mam okna na wschód) w mieszkaniu mam mnóstwo światła. A to sprawiło, że znacznie lepiej i szybciej mi się wstaje. Nie odwlekam wygrzebania się spod kołdry. To dla mnie wielka zmiana. A za nią idzie kolejna.

Chcąc pospać jakieś 20 minut więcej, zawsze olewałem jadanie śniadania. Po drodze do biura łapałem jakąś bułkę, drożdżówkę i tyle. Obecnie, udaje mi się jadać codziennie, przed wyjściem z domu śniadania, które są także lepszej jakości niż kiedyś: przeważnie jogurt naturalny z płatkami owsianymi. Niedawno było to dla mnie nie do pomyślenia – śniadanie w domu, i to zdrowsze niż drożdżówka.

Ten widok też mi dużo pomógł:

IMG_1463

Od miesiąca, o czym już pisałem, staram się odcinać od zbędnych informacji. W weekendy (oczywiście po dość grubym melanżu) staram się odpocząć. Ostatnio nawet chodzę na dłuższe spacery. Jeżdżę w fajne miejsca (ostatnio: Kraków, góry, wkrótce kolejne wojaże), spędzam czas z fajnymi ludźmi (choć nieco rzadziej). Dbam o kondycję psychiczną, daję sobie czas na myślenie, wspominanie przeszłości, planowanie przyszłości. Zakochałem się w cytrusach, które jadam zamiast tradycyjnej kolacji.

AntyTroyann

Ale największa zmiana we mnie nastąpiła w ostatnich dniach. Wróciłem do biegania. To znaczy, sam ten fakt nie jest czymś wielkim, bo od września (kiedy pobiegłem po raz ostatni) wiedziałem, że w marcu do tego wrócę. Co mnie zaskoczyło, to zaangażowanie, z jakim do tego podszedłem. Dokładnie rozpisany plan minimum w Endomondo, zakup butów do biegania, wyczekiwanie kolejnych treningów. Mam nadzieję, że nie jest to słomiany zapał, który przejdzie mi za dwa tygodnie.

Bieganie nadal mnie nie podnieca, nie sprawia frajdy. Ale zacząłem to robić bez zniechęcenia. Doszło do tego, że jadąc na weekend do Katowic planuję spakować buty, ciuchy i zrobić trening przed imprezą integracyjną. Szaleństwo! Pod koniec maja mam bez problemu i interwałów przebiec 5 km. Wczoraj, z wieloma interwałami, Endomondo kazało mi zrobić dystans 3,35 km. Zrobiłem 7,10, czyli drugie tyle. Jak? Nie mam pojęcia, to dla mnie szok. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze na jesieni, w tym roku pobiegnę półmaraton. Chyba, że to słomiany zapał…

Running_Workout___Endomondo

Spanie, odżywianie, mniej pierdół w głowie, spacery, bieganie – to wszystko zmieniło się w zaledwie dwa miesiące. Całkowicie tego nie planowałem, wyszło samo z siebie. Sam w to nie mogę do końca uwierzyć. Czy to starość i strach przed całkowitą zapaścią zdrowotną? Nie wiem. Dwa miesiące temu napisałem tekst, gdzie opisałem AntyTroyanna. Osobę, którą bym był, gdybym dbał o siebie bardziej niż dotąd w życiu. Czyżby to była samospełniająca się przepowiednia?