Nowa bohaterka, stara jakość – recenzja filmu „Captain Marvel”
Jedenaście lat świat musiał czekać na pierwszy film w Marvel Cinematic Universe z kobietą w roli głównej. I wreszcie się doczekaliśmy – do kin trafia „Captain Marvel”.
Jedenaście lat świat musiał czekać na pierwszy film w Marvel Cinematic Universe z kobietą w roli głównej. I wreszcie się doczekaliśmy – do kin trafia „Captain Marvel”.
Przyznam się wprost na początku, by uniknąć późniejszych podejrzeń – na ten film czekałem głównie ze względu na moją słabość do urody Karoliny Bruchnickiej. Miałem jednak cichą nadzieję, że i sam film okaże się dobry.
Już za kilka dni 91. gala Oscarów, czyli nagród Amerykańskiej Akademii Wiedzy i Sztuki Filmowej. Wszyscy mamy swoje typy (albo typiary, hehe), a dzisiaj ja chciałbym opowiedzieć za kogo trzymam kciuki.
Mam wrażenie, że z biegiem lat organizowanych jest w Polsce coraz mniej interesujących koncertów.
Jaki Lars Von Trier jest każdy widzi. Nie wiem co się dzieje w głowie duńskiego reżysera, ale nie chciałbym tam przebywać. Jego nowy film to naprawdę nietuzinkowe dzieło.
Motyw trudów dojrzewania w kinie przeżywa swoisty renesans (albo po prostu mocniej zwracam na te produkcje uwagę), a argentyński „Anioł” się w ten trend wpisuje.
Yorgos Lanthimos kontynuuje swój marsz w kierunku zostania jednym z najbardziej intrygujących twórców współczesnego kina. Dziesięć nominacji do Oscara za „Faworytę” jedynie to potwierdza.
Seks podobno sprzedaje, więc Netflix robi serial zawierający to słowo w tytule i liczy na to, że się łatwo damy.
To chyba ulubiona seria tekstów na moim blogu i aż szkoda, że mogę je pisać tylko raz na rok.
Christian Bale odbierając Złotego Globa dziękował szatanowi za to, że ten natchnął go do zagrania Dicka Cheney, dawnego wiceprezydenta USA. Fakt ten wywołał głośną dyskusję w mediach.