Festivalista: Open’er 2017
Sezon festiwalowy się rozkręca, dlatego postanowiłem wrócić do pisania o tym, na czym się naprawdę znam, czyli festiwalach właśnie.
Sezon festiwalowy się rozkręca, dlatego postanowiłem wrócić do pisania o tym, na czym się naprawdę znam, czyli festiwalach właśnie.
Najnowszy film Guya Ritchie powstawał w lekkich bólach i w pewnym momencie zdążyłem już mocno zwątpić w tę produkcję.
Obserwując z nieco większego niż dawniej dystansu branżę gier komputerowych miałem duże obawy – wszystko zmierza w kierunku gry online. Ale ten trend chyba zaczyna wyhamowywać.
Studio Universal zamierza, na wzór innych wielkich graczy na rynku, zbudować własne kinowe uniwersum, sięgając po legendy kina.
Lobbying to profesja, która w amerykańskim systemie politycznym jest prawnie uregulowana i całkiem istotna, ale mimo tego budzi wiele emocji.
Dotychczasowe serie „House of Cards” były doskonałym powodem, by opłacać abonament Netflixa, a każda kolejna seria świętem miłośników dobrych dramatów w formie seriali. Coś jednak w przypadku piątej serii we mnie pękło.
Kurde, ja bym chciał dalej robić wideo, ale mam jeden, zasadniczy problem.
Chyba każdy film komiksowego kina miał w serduszku nadzieję na to, że po kilku latach słabszych dla bohaterów DC „Wonder Woman” wreszcie przywróci superbohaterów tego uniwersum na dobre tory.
Przygody agenta CTU Jacka Bauera to zdecydowanie mój ulubiony serial wszech czasów. Tym bardziej cieszyłem się na powrót serii w nieco odmienionej jednak formie.
Być może coś mi umknęło, ale wydaje mi się, że „War Machine” to jak dotąd najważniejsza premiera filmu produkcji Netflixa. Czyli nie trafi do kinowej dystrybucji, a przecież skala tego filmu zdecydowanie by mu na to pozwalała.