Na szczycie świata – recenzja Everest
Mam problem z filmami opartymi na faktach. A tego typu produkcją jest Everest, który zadebiutował w piątek w kinach.
Mam problem z filmami opartymi na faktach. A tego typu produkcją jest Everest, który zadebiutował w piątek w kinach.
Ostatnio chodzę do kina częściej niż kiedykolwiek, a wszystko wskazuje, że jesienią będę chodził znacznie częściej. Wszystko za sprawą licznych premier, obok których ciężko przejść obojętnie.
Kiedy dwa lata temu pojawiła się wieść o tym, że w rolę Batmana wcieli się Ben Affleck większość komentujących przyjęła informację dość krytycznie. Ja co prawda byłem sceptyczny, ale ocenię dopiero jak zobaczę.
Cały świat nie ustaje w pochwałach, pierwszy blockbuster, który podbił serca uczestników festiwalu w Cannes od dawien dawna. Mad Max: Na Drodze Gniewu nie mógł się nie udać. No i w sumie się udał, ale… Mocno mnie zawiódł.
Nie mogę nazwać się wielkim znawcą kina. Zwyczajnie nie mam czasu, by posiąść taką wiedzę. Jednak, jak wielu, lubię oglądać filmy. Jest tylko jeden twórca, którego filmy oglądać kocham. To Cristopher Nolan.
Dotychczasowe dwie części Hobbita były dobre, lecz do geniuszu było im daleko. Jednak zapowiedź Bitwy Pięciu Armii rozpaliła moje oczekiwania. Wszak, wychowałem się na Władcy Pierścieni, w którym sceny batalistyczne powalały na kolana.
Christopher Nolan nigdy nie zrobił słabego filmu. Na każde jego dzieło wyczekuję z niecierpliwością. Nie inaczej było z „Interstellar”, który był dla mnie najważniejszą premierą kinową tego roku.
Dziewięć lat minęło od premiery pierwszej części filmu, który mnie zauroczył totalnie. Pół komiks, pół film, doskonała obsada, klimat rodem z gier z serii Max Payne (komiksów Franka Millera nie czytałem) i przenikające się historie.
Kino nadal pozostaje niezwykle istotną i popularną gałęzią rozrywki. Zmieniają się formaty, zmienia się oprawa wizualna filmów, ale jedno pozostaje niezmienne – nadal chodzimy tam masowo.
Lubię oglądać filmy. Kurde, każdy chyba lubi. Na niewiele jednak filmów jestem czekam ścierając ślinę z ust. A tak – Godzilla sprawia, że się ślinię.