Największe filmowe rozczarowania 2017 roku
Kończący się właśnie rok był w świecie kina szczególny. Zanim jednak przygotuję klasyczne zestawienie moich ulubionych produkcji minionych miesięcy, czas na te, które nieprzyjemnie zaskoczyły.
Kończący się właśnie rok był w świecie kina szczególny. Zanim jednak przygotuję klasyczne zestawienie moich ulubionych produkcji minionych miesięcy, czas na te, które nieprzyjemnie zaskoczyły.
„Cicha Noc” jest jednym z najlepszych polskich filmów ostatnich lat, ukazując zwykłą rodzinę i jej problemy.
Dzisiaj będzie nieco inaczej. Nie o filmach, o muzyce czy serialach. Będzie trochę o życiu i trochę o piłce nożnej.
Seria filmów z uniwersum „Gwiezdnych Wojen” tak mocno zakotwiczyła w popkulturze, że niemal każdy ma o niej jakąś opinię. I po raz pierwszy chyba kolejna część rozpaliła tyle różnych emocji po premierze.
Może jestem dziwny, ale w ostatnim latach większą sympatią pałam nie do Emmy Stone, ale do Steve’a Carella, którego ostatnie kreacje są szokująco doskonałe („The Big Short” czy „Foxcatcher”).
Yorgos Lanthimos to reżyser, obok którego można przejść obojętnie, ale nie wypada. Jego filmy wywołują skrajne opinie i potrafią drapać widza po dość niewygodnych okolicach ludzkiego umysłu.
Dostałem go 10 lat temu od rodziców na Święta za zdanie matury. Były to czasy, kiedy grałem w gry jak opętany, czytałem każdy numer CD-Action, a najbardziej jarałem się „fotorealistyczną” grafiką.
W obecnym roku widać efekty wielkich inwestycji Netflixa we własne produkcje (a te w 2018 roku będą jeszcze wyższe). I to nie tylko w zakresie seriali, na którym to polu platforma już jest bardzo zauważalna, ale i w produkcjach filmowych.
Po niedawnym seansie „Najlepszego” miałem (po raz kolejny) silne postanowienie częstszych seansów polskich filmów i wiele wskazuje, że się w tym utrzymam.
Mam w życiu wiele talentów, przyznam nieskromnie. Czasem mam jednak wrażenie, że przyznano mi je kosztem innych przydatnych umiejętności.