Aż mam ochotę się zakochać – recenzja filmu „Tamte Dni, Tamte Noce”
Rzadko daję się zwieść grze na sentymentach i nostalgii. Nie kupiłem tego w „Stranger Things”, jednak film „Tamte Dni, Tamte Noce” pochłonął mnie w całości.
Rzadko daję się zwieść grze na sentymentach i nostalgii. Nie kupiłem tego w „Stranger Things”, jednak film „Tamte Dni, Tamte Noce” pochłonął mnie w całości.
Jak już Steven Spielberg bierze się za robienie filmu można spodziewać się dwóch rzeczy: zdjęcia będzie robić Janusz Kamiński, a produkcja powalczy o Oscary.
Od samego początku zapowiadało się źle. Miałem nadzieję, że będę w błędzie. Starałem się nie hejtować filmu „DJ” zanim go nie zobaczę. No i wreszcie zobaczyłem.
Nie można było niczego wielkiego spodziewać się po nowej produkcji Alexandra Payne’a. Niemniej jednak, postanowiłem dać szansę „Pomniejszeniu”.
Kinowa karuzela z filmami, które powalczą o Oscary i inne nagrody wreszcie się w Polsce rozkręciła. Powoli kolejne produkcje wchodzą do kin oraz na pokazy przedpremierowe.
Miałem odpuścić sobie najgłośniejszą tegoroczną jak dotąd (czyli w ciągu dwóch tygodni, hehe) premierę na Netflixie.
W ostatnich tygodniach odpuściłem sobie oglądanie seriali (poza czwartym sezonem „Black Mirror”, ale to w zasadzie są filmy), by nadrobić kilka filmów, które umknęły mi w poprzednim roku.
Niebawem do polskich kin trafi wreszcie film „Czas Mroku” przedstawiający pierwsze dni urzędowania Winstona Churchilla na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii na początku II Wojny Światowej.
Podobno każdy scenarzysta marzy o tym, by jeden ze swoich filmów wyreżyserować.
Mam wrażenie, że polscy dystrybutorzy nie lubią Taylora Sheridana. Scenarzysta „Sicario” dał światu w 2016 roku film nominowany do Oscara w czterech kategoriach, a ten nie trafił do szerszej dystrybucji w Polsce.